Jedynie prawda jest ciekawa

Obiecali 300 miliardów. Co dalej?

20.10.2011

Unii Europejskiej potrzebny jest duży i mądrze zaprogramowany budżet – powiedział w Brukseli premier Donald Tusk. Szef rządu liczy, że jego ekipie uda się wywalczyć 300 miliardów euro, które obiecał Polakom w kampanii wyborczej?

Andrzej Sadowski, ekonomista, inicjator powstania Centrum im. Adama Smitha, pytany o szanse na zdobycie przez Polskę 300 miliardów, nie jest optymistą. „Są dwa możliwe scenariusze. Po pierwsze, budżet zostanie przyjęty, ale nie zostanie wykonany. Szybko okaże się, że Unia tych pieniędzy po prostu już nie ma, straciła je, próbując utrzymać fikcję, że Grecja nie jest bankrutem, że inne kraje są w dobrej kondycji. W tym przypadku należy zapomnieć o pieniądzach” – mówi w rozmowie ze Stefczyk.info.

Drugi wariant również nie jest korzystny. „On zakłada, że pieniądze możemy otrzymać, ale na takich warunkach, jak np. wprowadzenie harmonizacji podatkowej. To wyeliminuje Polskę z konkurencji podatkowej w ramach Unii. Wtedy może się okazać, że miliardy, które być może otrzymamy, nie zrekompensują nam możliwości, jakie daje konkurencja podatkowa w ramach naszego kontynentu” – tłumaczy Andrzej Sadowski.

Ekonomista zaznacza, że z pieniędzmi z Unii Europejskiej nie należy wiązać szczególnych nadziei. „Nasze bogactwo nie zależy od dużego budżetu Unii. Budżety UE w ostatnich latach były niezwykle korzystne m.in. dla Grecji” – przypomina Sadowski. W jego ocenie błędne jest „myślenie, że za pieniądze Unii, a nie z pracy obywateli, poprawi nam się życie”„Nam potrzeby jest raczej dobry system wspierający gospodarkę. Nie da się budować bogactwa za cudze pieniądze. Ona zawsze się kończą. To praca naszych obywateli jest głównym źródłem bogactwa” – tłumaczy nasz rozmówca.

Ekspert zaznacza, że Polska otrzymała już z Unii 300 miliardów. „Od 2005 roku wykorzystaliśmy środki w tej wysokości. Mimo tego żadna radykalna zmiana w Polsce nie nastąpiła, tak samo z resztą jak w Grecji” – tłumaczy w rozmowie z naszym portalem.

Andrzej Sadowski zaznacza, że „sytuacja w UE jest niestabilna i dynamiczna”. „Nie da się bowiem dłużej utrzymywać w tajemnicy sytuacji kilku krajów, które są na skraju bankructwa” – mówi nam ekonomista. Zaznacza, że obecnie mamy do czynienia z dziwacznymi propozycjami. „Jeden z komisarzy UE chce zakazać publikowania ocen gospodarek i kondycji krajów zagrożonych. To jakby zbić termometr, żeby nie mierzyć gorączki choremu” – kwituje Sadowski.

saż

[Fot. PAP/Radek Pietruszka]

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook