Jedynie prawda jest ciekawa

Nikt wam tyle nie da ile ja wam obiecam

13.10.2012

Tak najkrócej można scharakteryzować II, a w zasadzie już III expose premiera Donalda Tuska - Zbigniew Kuźmiuk o rządowym matrixie.

Ponieważ jego rząd pożyczył przez 5 ostatnich lat ponad 400 mld zł (a pożyczyłby o 50 mld zł więcej, gdyby za taką sumę nie udało się wyprzedać majątku narodowego, co na użytek opinii publicznej nazywa się prywatyzacją), czym spowodował przyrost długu publicznego o blisko 80% (z 520 mld zł na koniec roku 2007 do 900 mld zł w połowie roku 2012), tym razem zaproponował już pożyczanie nie przez rząd tylko przez Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK).

Ten właśnie bank w oparciu o część aktywów spółek Skarbu Państwa (w postaci akcji ale także środków z ich sprzedaży), ma wykreować do końca roku 2015 około 40 mld zł na inwestycje, które mają podtrzymać procesy inwestycyjne w kraju, gdy nie będzie na ten cel środków europejskich.

Wygląda jednak, że ten pomysł musiał się pojawić dopiero w nocy z czwartku na piątek, skoro mimo wielotygodniowych przygotowań premierowskiego expose, okazało się, że ta koncepcja zostanie zaprezentowana w szczegółach dopiero za jakiś czas.

Koncepcja ta wydaje się kompletnie nierealistyczna, zwłaszcza, że przez ostatnie kilka lat dokonywano wręcz drenażu spółek Skarbu Państwa z dywidendy, zabierając im od 6 do 8 mld zł rocznie i to już po opodatkowaniu go podatkiem dochodowym od osób prawnych.

Teraz te spółki, same mając problemy z pożyczeniem środków finansowych na rozwój, zostały wskazane przez premiera Tuska jako podstawa swoistej dźwigni finansowej stworzonej przez BGK.

Drugie źródło finansowania inwestycji, które wskazał premier Tusk, to środki europejskie z unijnej perspektywy finansowej na lata 2014-2020. Tyle tylko, że z osławionych 300 mld zł dla Polski (z reklamy wyborczej Platformy z 2011 roku), raczej nici.

Nie tylko nie uda się przeforsować dużego budżetu UE wynoszącego około 1033 mld euro na 7 lat , będzie on bowiem jak chcą Niemcy i Francja o przynajmniej 100 mld euro mniejszy ale pojawiła się jeszcze groźba wydzielenia z niego tzw. II budżetu tylko dla krajów strefy euro, w wysokości przynajmniej 20 mld euro rocznie, a więc w całej perspektywie finansowej, wynoszącego przynajmniej 140 mld euro.

Sumaryczne środki dla Polski z budżetu UE na lata 2014-2020, nie tylko będą znacznie mniejsze od tych obiecywanych ale także utworzenie II budżetu dla państw strefy euro, będzie podstawą do wprowadzenia nowego instrumentu pożyczania przez te kraje tj. euroobligacji.

Jeszcze w 2009 roku, zdaniem Tuska, euroobligacje miały być śmiertelnym zagrożeniem dla finansowania polskiego długu publicznego, teraz premier nawet się o tym nie zająknął, bo chcą tego Niemcy, a więc Polska musi to akceptować.

Była także zapowiedź rewolucji w polityce prorodzinnej. Wydłużenie płatnego urlopu macierzyńskiego o pół roku, współfinansowanie z samorządami budowy żłobków i przedszkoli w proporcjach 80:20, wreszcie wsparcie finansowe dla rodzin wychowujących dzieci.

Tyle tylko, że w krajach ościennych (Czechy, Węgry) finansowane przez państwo urlopy macierzyńskie wynoszą już 3 lata, samorządy nie mają problemów z budynkami na żłobki i przedszkola ale poważne problemy z ich bieżącym finansowaniem czego wyrazem jest wzrost opłat ponoszonych przez rodziców tylko w tym roku o co najmniej kilkadziesiąt procent. A w tej ostatniej sprawie żadnej zapowiedzi premiera Tuska, niestety nie było.

Wreszcie zapowiedź wsparcia finansowania rodzin z dziećmi ma się nijak do rzeczywistości. Właśnie w Sejmie odbyło się wczoraj głosowane zmniejszające becikowe o 200 zł co da w skali roku oszczędności około 40 mln zł, a także głosowanie w sprawie cofnięcia ulgi w podatku dochodowym od osób fizycznych na pierwsze dziecko w rodzinach, których dochody przekraczają rocznie 85 tysięcy złotych, co spowoduje z kolei oszczędności około 160 mln złotych.

W obydwu przypadkach chcieli tego posłowie koalicji Platformy i PSL-u i te posunięcia dają prawdziwy obraz intencji tego rządu w sprawie polityki prorodzinnej. Rząd Tuska zaoszczędził w sumie 200 mln zł rocznie na rodzinach wychowujących dzieci, tylko dlatego, że ich roczne dochody są trochę wyższe od przeciętnych.

I tak można omówić całe to wczorajsze expose premiera Tuska. Zawołanie „nikt wam tyle nie da ile ja wam obiecam”, pasuje do niego jak ulał.

Gdyby to wszystko co obiecał premier miało być realizowane, to pewnie za parę lat trudno byłoby już pozbierać finanse publiczne (szacuje się, że koszt tych obiecanek wyniesie 700-800 mld zł do roku 2020).

Ale ponieważ większość, którą wczoraj uzyskał premier Tusk jest niezwykle chybotliwa (zaledwie 233 głosy i to z głosami 2 posłów niezależnych), więc wygląda na to, że te deklaracje, są wręcz czystym matrixem.

Zbigniew Kuźmiuk
[fot. PAP/R.Pietruszka]
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook