Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Niemiecka seksedukacja jako ostrzeżenie

09.05.2014

Permisywna zachodnia edukacja seksualna, którą zachęcano podatną młodzież do rozwiązłości i zatarcia granic moralnych to już przeżytek. Niemcy idą jeszcze dalej.

Jak podaje gosc.pl, rząd landu Badenia -Wirtembergia uległ naciskom środowisk LGBTTIQ i przyjął na przyszły rok szkolny nowy projekt edukacyjny Bildungsplan 2015, którego celem jest zwalczanie homofobii i transfobii. Niepokojąca jest intensywność,  jaką w tym programie poświęcono wszelkiej maści mniejszością seksualnym. Pomimo tego, że seksedukacja w niemieckich szkołach to żadna nowość, to jednak żądania środowisk homoseksualnych są coraz bardziej śmiałe, wyuzdane i degenerujące.  Okazuje się, że młodzi Niemcy, w ramach projektu, będą od pierwszej klasy szkoły podstawowej, podczas każdej lekcji programowej, zaznajamiać się z problemem różnorodności orientacji seksualnych i poznają nowe rodzaje płci.


„Dzieci w szkole podstawowej  mają nauczyć się swobodnego, wolnego od uprzedzeń stosunku do własnej tożsamości płciowej jaki i do innych tożsamości. Nauczą się rozróżniać płeć:  biologiczną,  przeżywaną, społeczną, prawną  i przypisaną-” czytamy w punkcie 9 z  Bildungsplan 2015. „Uczniowie mają poznawać kulturę, muzykę, filmy, sztukę, teatr  i miejsca spotkań  osób LGBTTIQ” - głosi pkt. 12  programu.

Na tym jednak nie koniec. W programach nauczania takich przedmiotów, jak matematyka czy chemia, mają być wplecione wiadomości o tym, jak można samemu zaspokoić popęd, w jaki sposób robią to lesbijki, a jak geje. Dzieci będą uczone akceptacji wszelkich czynności seksualnych. Poznają różnice między biseksualistą a interseksualistą czy queerseksualistą.

Nowy projekt wywołał ogromne oburzenie rodziców uczniów i lawinowe demonstracje.   Kilkutysięczne tłumy protestują przeciwko poszerzonym sekslekcją, wychodząc na ulice z transparentami, na które przelewają  swoją troskę o dzieci i żal wobec rządzących.

„Dzieci potrzebują miłości, a nie seksu!”, „Dość masturbacji i onanizmu w czasie zajęć szkolnych!”, „Zero tolerancji dla pedofilskich poczynań w szkołach!”, „Stop seksfilmom w czasie zajęć szkolnych!”. „Stop państwowej indoktrynacji!”, „Dosyć przymuszania do seksu na szkolnych lekcjach!” - to tylko niektóre z haseł z transparentów, jakie przygotowali niemieccy rodzice, którzy nie zamierzają się poddać dyktaturze aktywistów homoseksualnych i swobodnym poczynaniom seksedukatorów. Niestety, na protestach regularnie pojawiają się też obrońcy mniejszości seksualnych.

„Wasze dzieci będą takie, jak my!” - krzyczą, prowokując i  szydząc z rodziców. W ten sposób  pokazują swoją wyższość, rozzuchwaleni biernością niemieckiej policji, zabezpieczającej manifestacje.

To, co obecnie się dzieje za naszą granicą, to być może ostatni sygnał ostrzegawczy dla Polski. Nasi rodzimi bojownicy o gender, raz po raz, udowadniają zasadność wdrożenia ich ideologii do placówek edukacyjnych. To ta sama ideologia, w której właśnie ugrzęźli Niemcy, i ten sam z  góry zaplanowany scenariusz. Najpierw walka o równość płci, potem pozbawianie dzieci tożsamości płciowej, w konsekwencji "wyhodowanie" jednej płci uniwersalnej, a na końcu deprawacja i skuteczne wykorzenienie wszelkich wartości. Wystarczy zorientować się komu najbardziej zależy na równościowej edukacji i sekslekcjach, by przekonać się do celowości ich działania. A listy popleczników nie trzeba długo szukać. Zwolennicy sami ją udostępnili, podpisując się pod listem otwartym do przewodniczącego Komitetu Nauk Pedagogicznych, prof. Bogusława Śliwerskiego w sprawie poparcia dla równościowego poradnika dla przedszkolaków, skrytykowanego przez KNP PAN. Wśród nich pojawiły się takie środowiska jak "Ponton", "Krytyka Polityczna", Partia Zielonych, "Konsola", Żydowskie Stowarzyszenie „Czulent"  i wszelkie fundacje na rzecz walki z homofobią i o akceptację. Przed zgubnymi skutkami wpuszczenia genderystów do szkół  ostrzega dr Mathias von Gersdorff, uczestnik niemieckich demonstracji, zaproszony przez  Stowarzyszenie Piotra Skargi.

„Ich zadaniem jest przeforsowanie idei, że istnieje wiele tożsamości płciowych. Nie chodzi tu o żadne prawa dla homoseksualistów. Celem ostatecznym jest zniesienie tożsamości, w tym tożsamości płciowej” - powiedział dr Mathias von Gersdorff

„W Niemczech w szkołach elementem nauczania są gry podważające tożsamość płciową oraz poddające w wątpliwość heteroseksualizm jako normę. Te gry przypominają pewną pseudoreligię” – tłumaczył podczas spotkania.

Dalej, jak podaje Prawy.pl, wyłuszczał prawdziwe cele bojowników o gender.

„Celem genderystów nie jest przekonanie człowieka do swoich poglądów, ale stworzenie nowego człowieka, doprowadzenie do zmian w jego mózgu, aby tym sposobem ukształtować go na całe życie.  Gdyby ludzie dowiedzieli się, jak radykalni fanatycy stoją za całym tym procesem, to nastąpiłby ostry sprzeciw” - mówił dr Mathias von Gersdorff.

Na szczęście wiemy coraz więcej. Widzimy, jak daleko posuwają się aktywiści na zachodzie.  I jeszcze mamy czas na stanowczą reakcję i pokazanie sprzeciwu wobec edukacji propagowanej przez genderystów i lobby homoseksualne. Mamy oręż w postaci praw konstytucyjnych. Teraz tylko pozostaje wykorzystać to w walce z narastającą homopropagandą i zawalczyć o nasze dzieci, po które wyciągają ręce genderowi edukatorzy.  Skoro nasz rząd wciąż namawia nas do gonienia Europy i stawia nam jako przykład m.in. Niemcy, to nie pozostaje nam nic innego, jak wykorzystać ten przykład i powtórzyć za demonstrującymi niemieckimi rodzicami: „Stop państwowej indoktrynacji! Ręce precz od naszych dzieci!”

Katarzyna Kawlewska/besorgte-eltern.net/gosc.pl/prawy.pl

[fot. freeimages.com]


Słowa kluczowe:

rząd

,

land

,

projekt

,

homofobia

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook