Jedynie prawda jest ciekawa


Niebezpieczne zakusy na Marsz

06.08.2012

Czy zgłoszony przez prezydenta Komorowskiego pomysł zorganizowania 11 listopada „wspólnego narodowego marszu ponad podziałami politycznymi” zasługuje na akceptację i wsparcie?

Zdaniem Piotra Gursztyna - zresztą świetnego analityka sceny politycznej - zasługuje. Publicysta "Rz" stwierdza w felietonie pt. "Droga donikąd", że inicjatywa głowy państwa "zasługuje na coś więcej niż fukanie, że prezydent chce „ukraść” komuś święto":

"W pretensjach pod jego adresem czuć niespójność. Byłyby głoszone – skądinąd słusznie – gdyby głowa państwa lekceważyła to święto. Ale jednocześnie słychać je, gdy chce podnieść rangę obchodów. W jego wystąpieniu nie było niczego kontrowersyjnego. Należy docenić to, że zwrócił się do weteranów Powstania Warszawskiego, aby objęli patronat nad marszem. Bo kto, jak nie oni, jest w stanie doprowadzić do połączenia polskich Hutu i Tutsi w jeden „wspólny narodowy marsz ponad podziałami politycznymi”? Cokolwiek Komorowski by zrobił, byłoby źle."

W pewnym sensie - tak. Cokolwiek by zrobił, byłoby źle. I tylko do siebie może mieć pretensje - bo to przecież obecna władza zaprowadziła Polaków - głównie swoją postawą w sprawie Smoleńska, ale także autoryzacją przemysłu pogardy w latach 2005-2010 - w rejony, w których bardzo często nie ma żadnych dobrych rozwiązań. Tak, trudno z tym żyć, to sprzeczne z - obecnym w każdej polskiej duszy - pragnieniem jedności, ale zaklęcia nic tu nie poradzą. Władza może udawać, że jest "normalnie", nawet obiektywni obserwatorzy mogą ulegać temu złudzeniu. Ale normalnie nie jest, o czym wspaniale napisał w ostatnim "Uważam Rze" Maciej Pawlicki.

Przy przyjęciu założenia normalności, przy psychicznej amputacji katastrofy posmoleńskiej, buczenie na cmentarzu rzeczywiście musi bardzo oburzać. Zwłaszcza, że pamięć ludzka ulotna, i już gaszenie zniczy - rzecz o niebo bardziej barbarzyńska, bo autoryzowana przez władze, a nie przez tłum - zniknęło z horyzontu.

(Swoją drogą - gdzie ci ludzie mają buczeć? Wszystkie media buczą na nich, więc niech władza się nie dziwi, że część społeczeństwa korzysta z tak kontrowersyjnych kanałów komunikacji).

Ale to w sumie detale. Bo argument przeciwko wspólnemu marszowi "wszystkich" z prezydentem na czele jest jeden: taki marsz byłby nie wyrazem jedności, ale całkowitej dominacji jednego obozu. Byłby kolejnym krokiem pacyfikacji polskiej różnorodności. Byłby - używam tego porównania świadomie - nową wersją Frontu Jedności Narodu, w którym można mieć różne, często sprzeczne poglądy, ale koniec końców we wspólnym marszu, z władzą na czele, trzeba pójść.

To być może najważniejsza dziś stawka naszych polskich sporów: obrona demokracji przed trwałą zamianą systemu demokratycznego w jakąś hybrydę opartą na rządach monopartii - o różnych skrzydłach i wypustkach środowiskowych, ale jednak monopartii. W coś, co zapewne obejdzie się bez przemocy fizycznej, utrzyma większość swobód obywatelskich, ale co będzie praktycznie nieobalalne (nawet jeśli nazwiska będą się zmieniały).

Teoria wojny "Hutu" z "Tutsi", moim zdaniem wybitnie zresztą nietrafiona, a nawet w jakiejś mierze poniżająca, nie pasuje w tym przypadku z jeszcze jednego powodu: organizatorzy Marszu Niepodległości to przecież środowiska dalekie od PiS, często wręcz PiS wrogie. To małe, często narodowe organizacje. Odniosły sukces, bo takie było zapotrzebowanie społeczne. Zaniepokojeni rozmywaniem tego, co do tej pory oczywiste, przejęci patriotyzmem Polacy chcieli coś światu pokazać. I pokazali.

Próba przejęcia 11 listopada przez władze jest więc próbą pacyfikacji "instytucji" obywatelskiej, oddolnej, zupełnie niepartyjnej. Jest próbą rozszerzenia i tak kolosalnego monopolu władzy. Jest próbą objęcia całej już rzeczywistości - pod szczytnymi hasłami jedności narodowej.

Jest także krzywdą wyrządzaną Świętu: skoro Polacy świętują sami, bez władzy, to znaczy, że Święto żyje. Po co to polityzować jeszcze bardziej?

A że nie obyło się bez zamieszek - o których większość uczestników dowiedziała się zresztą z telewizji? Naprawdę, wolę zadymy uliczne niż jedność, która oznacza trwałą dominację - inaczej panowanie - jednego ośrodka.

Zresztą - argument zadym z 11 listopada jest przesadnie eksploatowany. Nie stało się wówczas nic takiego, co uzasadniałoby ten poziom histerii. Jeżeli prezydent naprawdę chce bronić Święta przed zadymami - może zacząć od wpłynięcia na "Gazetę Wyborczą", by nie szukała tego dnia konfrontacji pod kolorowymi sztandarami.

Piotr Gursztyn kończy swój felieton następująco:

"Być może prezydent „spieprzy” organizację obchodów. Może zamieni je w obrzydliwy lans swojej osoby. Być może. Przed faktem nie da się tego ocenić. Tak jak przed faktem nie było sprawiedliwe przesądzanie, co chciał zrobić Lech Kaczyński. Czy do końca naszego życia będziemy skazani na udział w wojnie dwóch plemion?"

To niewykluczone, zwłaszcza że ci, którzy mają wszystkie karty w ręku - czyli władza - robią co mogą, by wojnie dać życie, poniżając drugą stronę. Ale na pewno nie jest metodą zakończenia owej wojny przyznanie prawa jednemu z "plemion" do zagarnięcia całej przestrzeni. A taki skutek miałoby zastąpienie obywatelskiego Marszu Niepodległości  - marszem prezydenckim. Nawet jeżeli na czele poszliby Powstańcy. To jest prawdziwa "droga donikąd". Nawet trwałe zwycięstwo jednego z "plemion" nie będzie pojednaniem, czyli przywróceniem poczucia wspólnoty i akceptacji dla drugiej strony (prawa do istnienia w sferze publicznej bez intencji eksterminacyjnej) u wszystkich zaangażowanych.

Jeżeli prezydent jest tak pełen dobrej woli - ma tysiąc sposobów by wyciągnąć rękę. Raz dał dobry przykład - w sprawie nauczania historii w polskich szkołach. Był to przykład wiarygodny, bo on prezydenta coś kosztował - musiał zmusić rząd do ustępstw. Przejęcie Marszu Niepodległości żadnych kosztów nie niesie, niesie jedynie zyski.

Jacek Karnowski

[Fot. Kaj]

Warto poczytać

  1. 1270SZTUCZNEMIESKO 18.07.2018

    Zgroza. Już za kilka lat w restauracjach będziemy jeść sztuczne mięso

    Świat stanął na głowie. Choć tę tendencję obserwujemy na wielu płaszczyznach, to jednak ostatnie dokonania holenderskich naukowców napawają nas przerażeniem. Tamtejsza spółka zaprezentowała pierwszego hamburgera, do którego mięso wyprodukowano w laboratorium

  2. 1270lenin12 17.07.2018

    Rosyjski zbrodniarz twarzą reklamy polskiej firmy. Przesadzili

    Lenin, to wbrew komunistycznej propagandzie, jeden z najkrwawszych dyktatorów ubiegłego stulecia.

  3. stop-pedofilii-14072018 14.07.2018

    Czy to krok w celu akceptacji pedofilii? Amerykańska strona internetowa chce zmiany słowa "pedofil" bo jest obraźliwie

    Thepreventionproject.org to strona internetowa o charakterze profilaktycznym, która zajmuje się badaniem oraz pomocą osobom, które posiadają skłonności pedofilskie

  4. 1270tuseksmieszek 13.07.2018

    Tusk wyśmiany przez amerykańskich dziennikarzy. Mocny komentarz Antoniego Macierewicza

    Donald Tusk chyba nie zdaje sobie sprawy z faktu, że w Europie niewielu traktuje go poważnie. Choć wielokrotnie dano mu to odczuć, on niezrażony stara się pokazac, że jest politykiem „z pierwszej ligi”. Próbował to udowodnić, pouczając Donalda Trumpa

  5. walesa02022018 09.07.2018

    Czy to atak sztabu wyborczego PO? Przychylne dla Jarosława Wałęsy komentarze pochodzą z tego samego komputera

    Zobacz zdjęcie z komentarzami dla Jarosława Wałęsy

  6. 1270prezydentandrzejwolyn 09.07.2018

    Prezydent oddający hołd wymordowanym Polakom? Dla lewactwa to powód do śmiechu!

    Trudno o większe zezwierzęcenie, niż wyśmiewanie się z osoby, która oddaje hołd ofiarom ludobójstwa. Jednak to, co dla przyzwoitych ludzi jest niedopuszczalne, dla wielu, wychowanych na publicystyce wiadomej gazety, jest rzeczą naturalną

  7. 1270jaroslawkacz1 06.07.2018

    Ordynarny atak na Jarosława Kaczyńskiego. „Totalni”, chcą „odstrzelić” prezesa PiS

    Opozycjo, opamiętaj się, bo może dojść do tragedii

CS157fotoMINI

Czas Stefczyka 157/2018

PDF (9,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook