Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

"Murzyńskość" elit III RP wobec mundialu

15.07.2014

Wiedzą państwo, że wg prezydenckiego doradcy, wygraliśmy mundial?

„Problem w Polsce jest, że mamy płytką dumę i niską ocenę. Taka murzyńskość” - mówił Radosław Sikorski podczas rozmowy z Jackiem Rostowskim, która to ujrzała światło dzienne dzięki tygodnikowi „Wprost”.

I przy całym absurdzie i skandalu związanym z „taśmami prawdy”, trzeba przyznać, że szef MSZ miał trochę racji w sprawie oceny polskiej tożsamości i samoświadomości. Kompleksy wynikające z „płytkiej dumy” i „niskiej oceny” widać niemal na każdym kroku. A owa „murzyńskość” to problem, który zatruwa polskie elity od dobrych kilkunastu lat.

Przykład numer jeden – panika i niesamowite przejęcie się tym, co piszą o Polsce w zagranicznej prasie. Pal sześć, że artykuły te piszą najczęściej polscy korespondenci związani (w niedalekiej przeszłości bądź obecnie) z „Gazetą Wyborczą”. Nikt nie chce zrozumieć też tego, że tamtejsze media bronią po prostu interesów swoich krajów, względnie „wspólnoty europejskiej” i niemal każdy „egoistyczny” ruch polskich polityków jest traktowany nieprzychylnie. Skoro „zagranico” napisali o Polsce źle, to znaczy, że wstydzić się powinniśmy, sypać głowy popiołem i bić w piersi. Tak jakby nic nie zmieniło się od czasów „Dziadów” Adama Mickiewicza, gdzie Kamerjunkier jest zaskoczony sytuacją w Polsce, bo przecież francuskie gazety piszą coś innego.

„Pan z Litwy, i po polsku? nie pojmuję wcale -

Ja myśliłem, że w Litwie to wszystko Moskale.

O Litwie, dalibógże! mniej wiem niż o Chinach -

"Constitutionnel" coś raz pisał o Litwinach,

Ale w innych gazetach francuskich ni słowa.”

Ową „murzyńskość” dobrze zaprezentował w ostatnich dniach wicerzecznik rządu Konrad Niklewicz, piejąc z zachwytu nad jakimś belgijskim dziennikarzem, który skrytykował Annę Fotygę. Odsyłam tu do tekstu Michała Karnowskiego.

Drugą stronę tej samej „murzyńskiej” monety widzimy w polskich telewizjach informacyjnych, które relacjonują niemiecką radość ze zdobycia Pucharu Świata. Rozumiem, że to wydarzenie, o którym trzeba wspomnieć, wszak żyje tym cały świat. Ale organizowanie kilkugodzinnego wydania specjalnego, gdzie Niemcy oczekują na swoich piłkarzy, wydaje się sporą przesadą. Zabrakło tylko – jak celnie zauważył Marek Magierowski – orędzia Angeli Merkel po wieczornych Wiadomościach.

Prezydencki doradca Krzysztof Król poszedł o krok dalej niż rozemocjonowani korespondenci z Berlina: „Wygraliśmy. Brawo Unia Europejska. Brawo Niemcy, brawo Bayern Monachium” - pisał rozemocjonowany. A więc jednak – wygraliśmy mundial. Trochę naokoło, dzięki Niemcom (nazwanych przez Króla „braćmi w Unii Europejskiej”), ale jednak. Kompleksy uleczone.

Problem w tym, że to świat alternatywny. Niemcom ani w głowie jakaś europejska wspólnota, na stadionach i w wielkich strefach kibica powiewają niemieckie, czarno-czerwono-żółte flagi, a nie unijne gwiazdki. Bo państwa narodowe się nie skończyły i rządzący każdego świadomego państwa, doskonale o tym wiedzą. Stąd wielkie defilady w Berlinie, Moskwie i Paryżu z okazji NARODOWYCH świąt, stąd podkreślanie odrębności w kulturze, historii, także w sporcie. To rywalizacja między narodami podsyca duże emocje, to wzajemne animozje, pretensje i zaszłości są solą wszelkich zawodów.

Wiem, nasi kopacze jeszcze długo nie zapewnią nam takiej radości jak reprezentacja Loewa albo monachijski Bayern Niemcom. Ale to jeszcze nie powód, by uznawać ich za „swoich”, nawet jeśli to tylko warstwa językowa. Bo to właśnie murzyńskość w praktyce.  

Marcin Fijołek

[Fot. PAP/EPA]

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na Facebooku. 

Słowa kluczowe:

Niemcy

,

Angela Merkel

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook