Jedynie prawda jest ciekawa

Miller: Wejście do rządu albo polityczna śmierć

09.11.2012

Pancerny Leszek Miller może już wkrótce zostać zatopiony. Dokonać tego ma sojusz Palikot – Kwaśniewski. Ratunkiem dla szefa SLD może być wejście do rządu - pisze Arkady Saulski.

Po wielu zwrotach akcji, zmianach, „odmłodzeniach” i odwilżach, SLD wróciło do znanych mu i wygodnych szat PZPR, gdy nowym – starym szefem ugrupowania został powstały z martwych Leszek Miller. Teraz jednak wszystko wskazuje na to, iż i jego czas dobiega końca. Coraz częściej słychać o planach wystawienia wspólnej listy przez Ruch Palikota i część SLD.

Przypomnijmy: tuż po wyborach parlamentarnych z 2011 roku, gdy Sojusz zaliczył druzgocącą klęskę, zaś twór Palikota stał się trzecią siła w polskim Sejmie, wielu członków SLD skłaniało się ku „nowej formacji lewicowej”, czyli mówiąc wprost – by co rychlej przeskoczyć do Palikota, zanim ich dotychczasowy okręt polityczny zatonie. Patronem takiego „zjednoczenia lewicy” był Aleksander Kwaśniewski, wprost mówiący o potrzebie „dogadania się z ruchem”. Wśród rzeczników takiego nomen omen sojuszu były tak charakterystyczne postacie jak Joanna Senyszyn i Ryszard Kalisz. Także jeden z najbliższych przyjaciół Kwaśniewskiego – Marek Siwiec był dużym (choć cichym) zwolennikiem takiego rozwiązania. W jego wypadku chodziło o możliwość uzyskania kolejnej kadencji w Parlamencie Europejskim. Siwiec bowiem odnajduje się w Brukseli – ma tu znajomych, swoich współpracowników i asystentów zainstalował na rozmaitych wysokich stanowiskach i realizuje wiele interesów. Połączenie „dwóch lewic” (przepraszam, ale nie da się tego określenia w przypadku wspomnianych ugrupowań nie ubrać w cudzysłów) utrudniło objęcie szefostwa nad SLD przez Leszka Millera. „Pancerny kanclerz” jest od lat skonfliktowany z Kwaśniewskim i o żadnym jawnym sojuszu z Palikotem w tej sytuacji nie mogło być mowy.

Jednak Kwaśniewski chce wrócić do politycznej gry, tak jak zrobił to Miller. Były prezydent wciąż cieszy się wysokim zaufaniem społecznym, a we wrześniu ukazał się sondaż mówiący wręcz o tym, iż 21 proc. badanych widziałoby Kwaśniewskiego na stanowisku premiera. To duży atut dla byłego prezydenta. I ten atut ma zamiar wykorzystać właśnie Palikot.

Najbliższe wybory to te z 2014 roku, kiedy będziemy wybierać posłów do Parlamentu Europejskiego, które już rozgrzewają polityczne emocje – szczególnie wewnątrz partii. Fotel w PE to spełnienie marzeń wielu posłów, walka o dobre miejsce na liście jest więc cicha, ale bezwzględna. W tej sytuacji ubiegłoroczny pomysł „zlania się” dwóch lewic w jedną powrócił. Tym razem w postaci idei stworzenia jednej listy w wyborach do PE złożonej z kandydatów Ruchu i części SLD. Przedsięwzięciu temu miałby patronować sam Kwaśniewski, swoim nazwiskiem gwarantujący lepszy wynik takiej listy, nawet nie biorąc samemu udziału w wyborach, a pozostając tylko „patronem” takiego porozumienia. Przyznać trzeba, że jest to zagranie przede wszystkim niezwykle korzystne dla Ruchu Palikota oraz skrajnie niekorzystne dla Leszka Millera. Sukces takiej listy mógłby bowiem znacząco umocnić Ruch i jednocześnie odesłać Millera na polityczny cmentarz.

Przede wszystkim: każdy kto interesował się tematem wie, że Ruch Palikota to finansowy bankrut – niejasne metody finansowania partii, ciche spłacanie wierzycieli, wreszcie ogromny dług (niektórzy działacze wskazują, że może wynosić on ponad milion złotych) mogłyby wykończyć partię Palikota szybciej niż epidemia dżumy. Dlatego Ruch potrzebuje silnej reprezentacji w europarlamencie. Ogromne fundusze jakimi dysponują eurodeputowani mogłyby ocalić Ruch, a także „ustawić” go finansowo przed kolejnymi wyborami. Z kolei w SLD wielu europosłów chce pozostać w Brukseli na drugą kadencję – czego obecne kierownictwo im nie gwarantuje. Przejście na stronę Kwaśniewskiego więc jest, mówiąc starym znanym cytatem, „wyborem sytuacyjnym, a nie ideowym”. Taka nowa lista obejmowała by część SLD oraz Ruch Palikota, choć jaką nosiłaby nazwę – nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że Sojusz stoi u progu podziału – każdy działacz mając do wyboru lojalność wobec Millera, a możliwość wejścia do PE (albo i choćby bliższej współpracy z kimś, kto wszedł – co samo w sobie gwarantuje dodatkowy, wysoki zastrzyk gotówki) – wybierze to drugie. Co oznacza to dla Millera? Polityczną śmierć.

Jednak szef SLD wcale nie śpi. Już od czasu wyborów toczy on grę z rządzącą Platformą. Przed wyborami dla wielu oczywiste było, iż po dobrym wyniku SLD wejdzie do koalicji rządzącej. Klęska wyborcza przekreśliła te plany, ale ambicje pozostały. Choć sam Miller nie jest zainteresowany tym by zostać wicepremierem w rządzie Tuska to jednak wejście w odpowiednim momencie do koalicji (np. w jakiejś przyszłej podbramkowej sytuacji dla PO, gdy poparcie PSL nie będzie oczywiste) mogłoby podnieść prestiż Sojuszu, a także istotnie umocnić pozycję samego Millera. Z otoczenia szefa SLD dochodzą sygnały, iż podobno rozmowy z Tuskiem mogły się toczyć na krótko przed „drugim exposée” i wotum zaufania dla rządu w październiku. Teraz jednak, kiedy plan wspólnej listy Kwaśniewskiego i Palikota do PE ujrzał światło dzienne Miller, by ratować swoją pozycję w partii, musiałby wejść do rządu szybciej niż zamierzał. A w takiej sytuacji to Donald Tusk byłby dyktującym warunki.

Arkady Saulski

[fot.PAP/Paweł Supernak]


CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook