Jedynie prawda jest ciekawa

Miętek: "Przed świętami nię będzie strajku na kolei"

11.12.2012

Nie wystarczy sprzedać bilet, trzeba jeszcze przewieźć podróżnego - Leszek Miętek, prezydent Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w rozmowie ze Stefczyk.info mówi o nieporozumieniach z ministrem transportu.

Stefczyk.info: Jak odbiera pan słowa ministra Nowaka, który straszy pasażerów strajkiem, który kolejarze mają rzekomo zorganizować utrudniając tym samym dotarcie ludziom do rodzin na święta Bożego Narodzenia?

Leszek Miętek: To marketing i PR. Te działania pana ministra mają na celu odwrócenie uwagi opinii publicznej od rzeczywistych spraw, które dotyczą kolei. Chociażby od nieprzygotowania do zimy, braku reakcji rządu na usamorządowienie "Przewozów Regionalnych" i sytuacji, która ma teraz miejsce w spółkach kolei śląskich. Tak to wygląda, to jest właśnie polska kolej…

A co należy zrozumieć przez "przygotowanie kolei do zimy"?

Prozaiczna sprawa. Nie ma w zarządach przewoźników ludzi odpowiedzialnych za eksploatację, wobec powyższego kwestie eksploatacyjne w funkcjonowaniu kolei zostały zmarginalizowane. Dam taki prosty przykład, proszę zwrócić uwagę, że już niebawem na liniach kolejowych będą się tworzyły zaspy. Proszę się przejechać pociągiem i zrobić konkurs, kto może znaleźć płotek przeciwśniegowy wzdłuż linii kolejowej. Kolejarze od lat takie płotki wystawiali, żeby chronić linie kolejowe przed zaspami, niestety dzisiaj mówi nam się, że to jest niepotrzebne.

Gdzie zapadają takie decyzje, gdzieś na górze?

Na górze, ale przecież o takich rzeczach, jak płotki nie podejmuje decyzji minister. Ale, pan minister dobiera sobie składy zarządów. Ja nie mam nic przeciwko kompetencjom menedżerskim zarządu choćby PKP S.A., pytanie jest takie, czy w stu procentach specjaliści ds. banków i przepływów pieniężnych mogą się zajmować kwestią funkcjonowania kolei. Przecież to nie wystarczy sprzedać bilet, trzeba jeszcze przewieźć podróżnego. 

A jak jest z groźbą strajku kolejarzy przed świętami? Strajk będzie, czy nie będzie?

Ja dałem słowo, że my zrobimy wszystko, żeby strajku przed świętami nie zrobić. My, w odróżnieniu od tych, co przychodzą na kolej i odchodzą i jest to dla nich tylko epizod w CV, my, jako kolejarze często pracujący z pokolenia na pokolenie i związani z tymi firmami, bardzo nam zależy an tym, żeby firmy kolejowe miały dobry wizerunek. My się utożsamiamy z naszymi klientami, wręcz mówimy, że chcemy, żeby kolejarz przestał się wreszcie wstydzić tego, jak funkcjonuje polska kolej nie z naszej winy. Także my tego nie zrobimy. Ale niestety, nastawienie pana ministra jest bardzo konfrontacyjne, to widać na co dzień. Minister jest przekonany, że my już 17 grudnia, kiedy będzie kolejne posiedzenie rokować sporu zbiorowego, powinniśmy ogłosić pogotowie strajkowe. A jeśli nie na święta, to zastrajkować, kiedy dzieci będą na ferie jechały. Już w tej chwili zasłania się dziećmi i straszy nami. To jest po prostu niepoważne i nie w porządku. I przykro mi bardzo, że z ministrem prowadzimy dialog przez media, ale to on właśnie w ten sposób kształtuje tą rzeczywistość.

Strajku nie będzie przed świętami, ale problem, jak rozumiem pozostaje. Co zatem czeka nas później, po świętach?

Do końca tygodnia będziemy mieli wyniki referendum, bo to jest podstawowy wymóg wynikający z ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych i jeżeli rokowania sporu zbiorowego zakończą się fiaskiem na tym etapie, to przejdziemy do kolejnej fazy, czyli rokowań z udziałem mediatora. Jeżeli na etapie z udziałem mediatora sprawy nie pójdą w kierunku rozwiązania pozytywnego to mamy już wtedy prawo ustawowe do przeprowadzenia strajku dwugodzinnego. Natomiast jeżeli rokowania z udziałem mediatora zakończą się fiaskiem, to zgodnie z ustawą mamy prawo do przeprowadzenia strajku. A chce powiedzieć, że sporem objęte są wszystkie spółki PKP i te poza grupa PKP, które się wyłoniły po byłym przedsiębiorstwie państwowym PKP.

A jakie jest teraz postrzeganie kolei wśród pasażerów? Czy pan ma świadomość, że pasażerowie nie za bardzo potrafią sobie przełożyć tę wojnę kolejarzy z ministrem na warunki podróżowania, a te nie dość, że nie są lepsze, to bywa, że się pogarszają?

Myślę, że wizerunek kolei jest zły. Ale nie wynika to z pracy szeregowego kolejarza, tylko z systemu, który jest. To wynika z rozdrobnienia kolei i braku koordynacji - no bo jeżeli podróżny przyjeżdża pociągiem InterCity na stację a pięć minut wcześniej odjechał pociąg regionalny, to trudno od niego oczekiwać, że on będzie z tego zadowolony. Ale niestety system stworzono taki, że jedna spółka z druga konkurują i jedna spółka przed drugą ucieka. Trudno tez oczekiwać, żeby podróżny był zadowolony z wprowadzenia nowego rozkładu jazdy. Kiedyś było tak, że wsiadał do jednego pociągu i przejechał z jednej miejscowości do drugiej, a dzisiaj relacja wygląda tak, że trzeba jechać najpierw np. pociągiem Kolei Mazowieckich, potem autobusem, a potem przesiąść się do pociągu Przewozów Regionalnych. Trudno być zadowolonym z oferty, jeżeli linia kolejowa z Warszawy do Gdyni jest remontowana już 12 lat i nie widać końca. A czas budowy tej linii to były cztery lata. Jakość obsługi spada, a ceny biletów nie. Ktoś, kto projektował inwestycje w infrastrukturę nie przewidział, że trzeba by było wypłacić za pogorszenie jakości infrastruktury odszkodowania przewoźnikom. Te odszkodowania mogłyby wpłynąć na obniżenie cen biletów i można by powiedzieć, że jedziemy dłużej i gorzej, ale za to taniej. Niestety, takie przykłady można wymieniać i wymieniać…

Co zatem zostało z tej kolejarskiej dumy ze swojego zawodu, o której pan mówił? Może warunki są gorsze, a zarobki lepsze, jak mówi pan minister?

Że co robią?! Że dobrze zarabiają?! No wie pan, my zaproponowaliśmy, że chcielibyśmy zarabiać tylko 10 procent tego, co zarabia prezes PKP. Bo dzisiaj prezes PKP, cały zarząd i cały sztab doradców zarabia, z pominięciem ustawy kominowej w granicach 100 tysięcy złotych. Więc 10 procent by nam wystarczyło. No i oczywiście 12-miesięczny okres wypowiedzenia. A nie tak, jak bez zmrużenia oka rząd przyjął kwestię funkcjonowania Przewozów Regionalnych, która doprowadziła na Śląsku do likwidacji zakładu. Ludzie zostali wyrzuceni na bruk i dzisiaj są zatrudniani przez agencje pracy tymczasowej na umowy czasowe z dwutygodniowym okresem wypowiedzenia.

Rozmawiał Marcin Wikło

fot. PAP/Andrzej Grygiel

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook