Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Melak o Ojcumile Wołk: Była dla nas drogowskazem

16.01.2014

Dzisiaj pożegnaliśmy Ojcumiłę Wołk, jedną z ostatnich wdów katyńskich. Od wielu lat prowadziła mozolną walkę z rosyjskimi władzami o przeprowadzenie rzetelnego śledztwa w sprawie zbrodni katyńskiej, a pod koniec życia była prowadzącą skargę przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu, w której zarzucała Rosji brak takiego. Od lat, bezskutecznie starała się też o sprowadzenie szczątków swojego męża, por. Witolda Wołka do Polski. O Ojcumile Wołk rozmawiamy z Andrzejem Melakiem, prezesem Komitetu Katyńskiego.

Stefczyk.info: - Pan dobrze znał panią Ojcumiłę Wołk. Proszę powiedzieć, jaka to była kobieta?

Andrzej Melak: - To była prawdziwa Matka-Polka. Taka, która wiedziała, skąd wywodzą się jej korzenie i jaką ma misję na tym świecie do spełnienia, dokąd zmierza - nie za prosto - do Boga, do nieba. I wszystko, co robiła, to był taki etap przejściowy, doświadczony wielkimi tragediami życiowymi, drogi do Ojca.

Cierpiała 74 lata wdowieństwa - małżeństwo jej trwało zaledwie pół roku. To efekt zbrodni komunistycznej dokonanej na Polakach. Ofiary tej zbrodni i ich rodziny byli ludźmi drugiej kategorii przez całe dziesięciolecia tzw. wolnej Polski. Nie doczekały się także uznania w tej wolnej Polsce po 89 roku. Zostały opuszczone w tych staraniach o odzyskanie ciał i szczątków swych bliskich, które zostały tam, na wieczne pohańbienie w miejscu, w którym zostali zdradziecko zabici.

Ona była tego świadoma. Pamiętam, jak przekazywała kolejnym pokoleniom tę misję - to jest drogowskaz dla nas żyjących.



Nie odnosi Pan wrażenia, że zabrakło dziś, na jej pogrzebie, jakichkolwiek elementów państwowych? Czy pożegnaniu wdowy katyńskiej nie powinno towarzyszyć chociaż paru żołnierzy, jeśli nie oficerów?

- To prawda, ale nie wiem, czy rodzina się o to starała, czy o to występowała. Niestety taką mamy rzeczywistość, jaką mamy.



To znaczy, że bez starań rodziny, samo Ministerstwo Obrony Narodowej, czy ktoś z władz Warszawy nie mógł na to wpaść? Salwa honorowa nad trumną wdowy po zamordowanym w Katyniu wydawałaby się taka oczywista, a był tylko jeden oficer...



- Obowiązkiem było pilnować i doceniać tych ludzi, którzy dbają o honor tych, którzy mienią się żołnierzami, bo są spadkobiercami tych zamordowanych w Katyniu. Niestety
bywa z tym niedostatecznie
 i różnie. To faktycznie jest smutne.



Czy Ojcumiła Wołk była ostatnią żyjącą wdową katyńską?

- Naprawdę trudno mi powiedzieć. Na pewno była jedną z ostatnich, dożyła 96 lat. Być może żyją jeszcze wdowy, o których jednak nie wiem.



not. zrk
[for. J. Michalski, wPolityce.pl]


Zainteresował Cię artykuł? Znajdź nas na Facebooku!
CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook