Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Mec. Pszczółkowski: Raport BND może być bardzo ważny

09.04.2015

Rozmowa z mec. Piotrem Pszczółkowskim, pełnomocnikiem rodzin ofiar tragedii smoleńskiej.

Stefczyk.info: Mnożą się wersje zapisów rozmów z rządowego tupolewa. Okazuje się, że opisywany ostatnio przez RMF FM stenogram nie jest ostatni. Ponoć są dwie ekspertyzy, które się różnią. To oznacza, że wersji rozmów jest już pięć. Co to oznacza dla śledztwa smoleńskiego?

Mec. Piotr Pszczółkowski: Warto zwrócić uwagę, że odnosząc się do ostatnich materiałów najpierw prokurator Seremet mówił o dwóch opiniach i dwóch stenogramach, zaś potem rzecznik Prokuratury Generalnej mówił, że chodzi jednak o dwie opinie, ale jeden stenogram. Nie mając zgody prokuratora-refereneta, by ujawniać materiały w tej sprawię, chcę wstrzymać się od oceny. Czekam aż prokuratura uzgodni, ile ma opinii. Wtedy będę mógł potwierdzić lub zaprzeczyć. Jednak problem jest głębszy. Tu nie chodzi o to, czy są dwie nowe opinie czy jedna, nie ważne na ile one są one ze sobą niespójne. Ważne jest, że opinii jest już rzeczywiście dużo więcej, jest opinia m.in. IES, CLKP. One różnią się od siebie, i pod względem sposobu przypisania wypowiedzi konkretnym osobom, i jeśli chodzi o samo odczytanie poszczególnych słów.

Z czego to wynika? Jesteśmy skazani na takie różnice?

To wynika z braku dostępu do rejestratorów. Prokuratura zdaje się już widzi, że bez dostępu do oryginału czarnej skrzynki każda opinia fonoskopijna naraża prokuraturę wojskową na śmieszność. Niedługo będziemy mieli dziesięć opinii i dziesięć innych wersji zapisów. Wtedy być może każdy będzie miał wersję da siebie, każdy będzie zadowolony... Jednak w procesie karnym chodzi o to, by ustalić w sposób niebudzący wątpliwości jaka jest prawda. To się nie udało do tej pory i nie uda się tak długo, jak długo dostęp do czarnych skrzynek nie będzie swobodny. Dopóki to nie zostanie zagwarantowane tak długo biegli nie będą w stanie stwierdzić, czy zapis pochodzi z oryginalnego nośnika.

Biegli i prokuratorzy przekonują jednak, że mieli dostęp do rejestratorów i zrobili już wszystko, co chcieli.

Weryfikacja, czy materiał pochodzi z oryginalnego nośnika, jest możliwa jedynie, gdy ma się oryginał u siebie. To nie jest możliwe w czasie jednorazowej wycieczki. Nie jest możliwe zweryfikowanie przez strony tego postępowania czy te opinie są wiarygodne, czy są oparte na materiale dowodowym sfałszowanym czy prawdziwym. To wszystko jest możliwe jedynie po odzyskaniu rejestratorów. Rosjanie dobrze o tym wiedzą, więc nie wydają nam tych urządzeń. Oni zapewne przyglądają się z uśmiechem staraniom i działaniom polskiej prokuratury, która została postawiona w tej sytuacji.

Kto za to odpowiada?

Prokuratorów w tej sytuacji postawił polski aparat administracyjny, decydując się na oddanie śledztwa a potem czarnych skrzynek Rosji. To m.in. skutek decyzji o podpisaniu przez Jerzego Millera memorandum z Rosją. To są zaniedbania ze strony aparatu państwa. Te błędy będą pokutowały licznymi nieścisłościami w tym postępowaniu, a także niemożnością zamknięcia tego śledztwa.

Prokuratura przekonuje, że nie ma tu sprzeczności, że można zamknąć śledztwo bez oryginałów...

Oczywiście każde śledztwo formalnie można zamknąć, jednak jeśli ktoś chce zrobić to odpowiedzialnie i rzetelnie, jeśli chce być zadowolony ze swoich ustaleń, to powinien mieć świadomość, że zamknięcie tego śledztwa bez wraku i czarnych skrzynek będzie narażało na śmieszność, a być może i na odpowiedzialność.

Emocje w ostatnich dniach budzi nie tylko narracja polskiej prokuratury, ale i książka Jurgena Rotha, który wskazuje, że niemiecki wywiad ma materiały mówiące o zamachu w Smoleńsku i wskazujący wykonawce oraz zleceniodawcę. Czy Pan, jako pełnomocnik, może taką publikację jakoś wykorzystać?

Wiele zależy od tego, czy w książce znajdują się zdjęcia raportu niemieckich służb w tej sprawie. Sama publikacja dziennikarza śledczego jest pewną informacją o dowodzie. Ja czekam na możliwość zapoznania się z tą książką przede wszystkim, by sprawdzić, czy są w publikacji zdjęcia czy skany tego dokumentu. Gdyby w książce został opublikowany ten dokument, zajdzie potrzeba wnioskowania do prokuratury wojskowej, by zwróciła się do niemieckich służb o pozyskanie tego materiału. On będzie miał bardzo istotne znaczenie dla tego śledztwa. Szczególnie, że on jest komplementarny w stosunku do badań, jakie wykonała prof. Kamieńska-Trela i prof. Szymański, analizując ustalenia CLKP ws. materiałów wybuchowych. Polscy chemicy wykazali, że na próbkach pobranych w Smoleńsku wykryto ślady heksogenu, czyli materiału wybuchowego. Publikacja Rotha, raport BND, jeśli okażą się prawdziwe, będą bardzo silnym wsparciem dla badań prof. Kamieńskiej-Treli i pana prof. Szymańskiego.

Rozmawiał Stanisław Żaryn
[Fot. M.Czutko]

Słowa kluczowe:

katastrofa smoleńska

,

polityka

,

rząd

Facebook