Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Marta Kaczyńska o 11 listopada

26.11.2011

Marta Kaczyńska specjalnie dla portalu Stefczyk.info: - Sądzę, że mój śp. Tata widząc obraz ludzi idących całymi rodzinami w skupieniu w trakcie Marszu Niepodległości cieszyłby się, że – pomimo wielu przeciwności – w Polsce coraz bardziej zauważalna jest kształtująca się wspólnota ludzi rozumiejących i ceniących sobie patriotyzm podobnie jak on.

Widziałam w Internecie dosyć długi materiał filmowy zawierający jedno tylko jedno ujęcie. Było na nim widać prawdziwą rzekę ludzi – uczestników Marszu Niepodległości. Część osób prowadziła wózki z malutkimi dziećmi, część niosła flagi, od czasu do czasu ktoś krzyknął coś pod adresem rosyjskiej ambasady. W większości jednak ludzie po prostu szli w milczeniu.  Ujmujący był dla mnie panujący wśród maszerujących spokój. Uczestnicy marszu miarowym krokiem i w większości w skupieniu manifestowali swoje przywiązanie do niepodległości naszego państwa. Do bezcennej wartości, z której znaczenia powinien zdawać sobie sprawę każdy obywatel.

Łukasz Warzecha na wstępie ostatniego wywiadu z moim śp. Tatą przytoczył jego następującą wypowiedź:

"Mamy już za sobą okres suwerenności, porównywalny z 20-leciem międzywojennym. Jeśli liczyć od 4 czerwca 1989 roku, to jest czas kampanii wrześniowej. Jeśli od 12 września, od udzielenia wotum zaufania rządowi Mazowieckiego, to trwa jeszcze lato 1939 roku. Wcześniej mieliśmy 123 lata niewoli, a okres zależności trwał co najmniej od bitwy pod Połtawą, czyli od 1709 roku. Wydaje się zatem oczywiste, że poczucie samodzielności państwowej powinno być dla naszych obywateli wartością."

Śp. Prezydent RP doskonale zdawał sobie sprawę z tej wartości. Świetnie znał historię i z pewnością także dzięki temu nie był politykiem krótkowzrocznym. Rozumiał mechanizmy rządzące statusem naszej ojczyzny w przeszłości i wiedział, że dokonane pod koniec lat osiemdziesiątych obalenie komunizmu winno zapoczątkować głębokie przemiany zmierzające do odzyskania przez państwo szacunku i zaufania wśród jego obywateli, co z kolei stanowi warunek konieczny w budowaniu liczącej się pozycji naszego kraju na arenie międzynarodowej.

Mój śp. Ojciec wiedział, że temu celowi winno służyć zapewnienie przejrzystości funkcjonowania poszczególnych organów państwa, przywrócenie obywatelom poczucia odpowiedzialności za ojczyznę oraz identyfikacji z jej historią i kulturą, które warunkują świadomość i charakter kolejnych pokoleń. Realizacji tych celów służyła, niestety dość powszechnie i nieprzypadkowo lekceważona, polityka historyczna. Przypominanie o postaciach zasłużonych dla polskiej niepodległości było działaniem w imię sprawiedliwości, ale miało także walor edukacyjny. Miało uświadomić społeczeństwu, a przede wszystkim najmłodszym pokoleniom, że niepodległość i suwerenność nie są dane raz na zawsze. Że są to wartości często wymagające poświęcenia prywatnych interesów, ryzykowania życiem w imię dobra wspólnoty, którą jest naród.

Śp. Lech Kaczyński był w zasadzie nieustannie atakowany za swoją politykę. Aspekt historyczny jego działalności był wręcz wyśmiewany i sprowadzany do stwierdzenia, zgodnie z którym jest on Prezydentem bezpodstawnie zapatrzonym w przeszłość. Nieprawda. Tata wiedział, że chcąc cieszyć się wolnością, musimy nieustannie nad nią czuwać, mając świadomość, że czyni tak każdy kraj. Bez znajomości historii zrozumienie tej prawdy nie jest możliwe.

W moim odczuciu agresywny atak na osoby świętujące odzyskanie przez Polskę niepodległości w Warszawie jest nieprzypadkowy i doskonale wpisuje się w inne działania mające na celu wyjałowienie z umiejętności racjonalnego oceniania bieżącej polityki, a przede wszystkim z tożsamości narodowej rozumianej jako szacunek i uznanie dla polskości.

Kilka dni temu czytałam artykuł zawierający zatrważające dane dotyczące liczby maturzystów, którzy decydują się na zdawanie egzaminu dojrzałości z historii. Z danych zawartych w tekście autorstwa Wojciecha Bogaczyka („Uwarzam Rze”, nr 42/2011) wynika, że w ostatnim roku maturę z historii zdecydowało się zdać jedynie 6,6 % abiturientów. Zgodnie z nowymi zasadami kształcenia po pierwszej klasie liceum historia ma stracić status przedmiotu obowiązkowego. Do tych informacji należałoby dodać tekst poświęcony zapaści na rynku księgarskim wynikającym z obłożenia książek 5% stawką podatku VAT oraz brakiem jakichkolwiek ulg w czynszach dla księgarni, które bardzo często mieszczą się w lokalach należących do samorządów.

Z drugiej strony po 11 listopada zrobiło się głośno na temat ogromnego wsparcia finansowego, które jest udzielane przez samorządy (wiem o Warszawie i Gdańsku) środowiskom skupionym wokół Krytyki Politycznej a także przez Ministerstwo Kultury lewicowym wydawnictwom. Przypominam sobie również o niedawnym Kongresie Kultury Polskiej, na którym byli obecni w zasadzie jedynie twórcy związani z PRL i wyznający poglądy zdecydowanie lewicowe. Zabrakło konserwatywnych artystów. W mainstreamowych mediach promowany jest agresywnie nastawiony do Kościoła Ruch Palikota opowiadający się między innymi za legalizacją narkotyków.

Widać wyraźnie, że wyżej opisane zjawiska zmierzają do spłycenia świadomości społecznej i narodowej. Młode pokolenie będzie bowiem cierpieć na brak wiedzy na temat historii. Dla wielu księgarni i mniejszych wydawnictw publikujących bardziej ambitne tytuły oraz zajmujących się promocją młodych twórców, egzystencja na rynku przestanie być możliwa. Z uwagi na wzrost cen spadnie sprzedaż książek. Wojna z krzyżem, symbolem chrześcijaństwa, a także polską ostoją patriotyzmu osłabi kultywowanie uniwersalnych wartości i tradycji narodowych.

Bezpośrednim skutkiem opisanych działań jest ograniczenie świadomości obywateli w zakresie wartości, jaką stanowi naród oraz jego niepodległość i suwerenność, a także oderwanie narodu od korzeni, którymi są historia i kultura. Zaproszenie do Polski niemieckich bojówkarzy, chaotyczne działania służb miejskich, agresja policjantów, nierzetelne relacjonowanie przebiegu obchodów 11 listopada koncentrujące się wyłącznie na aktach przemocy, której dopuszczała się niewspółmierna mniejszość osób obecnych na Marszu Niepodlegości, według mnie nosi znamiona próby zastraszenia wszystkich tych, którzy autentycznie kochają swoją ojczyznę i rozumieją wartość jej niepodległości.

Reasumując, z jednej strony mamy do czynienia z polityką spłycania świadomości narodowej, z drugiej – odbiorcy środków masowego przekazu powszechnie uznawanych za opiniotwórcze ulegają dezinformacji, mającej na celu przedstawienie osób kultywujących wartości narodowe jako agresywnych chuliganów. 11 listopada wieczorem włączyłam jeden z popularnych kanałów informacyjnych. Zobaczyłam żółty pasek z informacją, że na placu Na Rozdrożu jest niebezpiecznie. Obraz ilustrujący to groźnie brzmiące ostrzeżenie przedstawiał zaś spokojnie idących ludzi. Obserwowałam to ujęcie przez kilka minut. Na warszawskiej ulicy panował spokój. Dla każdego, kto poświęcił choćby chwilę, by przyjrzeć się tej telewizyjnej relacji oczywista była sprzeczność pomiędzy relacjonowanymi na żywo wydarzeniami, a komentarzem sugerującym rzekomo istniejące niebezpieczeństwo. Miałam wrażenie, że najwidoczniej komuś zależy na tym by warszawskie obchody Święta Niepodległości przedstawić wyłącznie negatywnie. By zniechęcić tych wszystkich, którzy podobnie jak wiele tysięcy uczestników Marszu Niepodległości chcieliby może spontanicznie się zorganizować, by wspólnie zamanifestować swój patriotyzm. Ten ostatni ma się bowiem kojarzyć z agresją, nieobliczalnym, bezosobowym tłumem i zagrożeniem dla wszystkich tych, którzy znajdą się w jego zasięgu. Czy tak wygląda demokracja?

Myślę, że mój śp. Tata byłby głęboko poruszony wydarzeniami, które miały miejsce 11 listopada. Nie wyobrażam sobie, by sprawa zaproszenia członków niemieckiej Antify i ataku tych  niemieckich bojówkarzy na niewinnych i bezbronnych Polaków obyła się bez jego stanowczej reakcji. Nie wyobrażam sobie, by pozostał bezczynny wiedząc o policjantach, którzy używali przemocy wobec niewinnych ludzi. Jako były Prezydent Warszawy z pewnością dostrzegłby również nieprzypadkowość chaotycznych działań służb miejskich. Swoją drogą, proszę pomyśleć o sytuacji, w której to polskie bojówki w Berlinie atakują Niemców w dniu ich narodowego święta. Ten przykład jednoznacznie obrazuje kondycję naszego kraju.

11 listopada 2008 roku śp. Lech Kaczyński powiedział: "Patriotyzm nie oznacza nacjonalizmu. Nacjonalizm, a jeszcze tym bardziej szowinizm, bierze się z nienawiści. Patriotyzm bierze się z miłości, z poczucia utożsamienia się ze wspólnotą, ze wspólnotą kultury i historii. I taki patriotyzm był wtedy (w 1918 roku) i w równym stopniu potrzebny jest dzisiaj". Sądzę, że mój świętej pamięci Tata widząc obraz ludzi idących całymi rodzinami w skupieniu w trakcie Marszu Niepodległości cieszyłby się, że – pomimo wielu przeciwności – w Polsce coraz bardziej zauważalna jest kształtująca się wspólnota ludzi rozumiejących i ceniących sobie patriotyzm podobnie jak on.

Marta Kaczyńska
[fot. Jan Nowak]
CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook