Jedynie prawda jest ciekawa

Marek Pyza we "wSieci": Nierozliczony Donald Tusk

13.10.2016

„Oskarżony Donald T.” – tak już niedługo gazety mogą pisać o byłym polskim premierze. Obecnemu szefowi Rady Europejskiej grożą zarzuty karne i widmo nawet 10-letniej odsiadki. To bardzo realny scenariusz, jeśli na chłodno przeanalizuje się Kodeks karny w kontekście decyzji podjętych przez Tuska – pisze w artykule „Proces Tuska?” w najnowszym numerze tygodnika „wSieci” dziennikarz śledczy Marek Pyza.

Według Marka Pyzy, tym, co może pogrążyć byłego premiera są zaniedbania, jakich miał dopuścić się w kwietniu 2010 roku w związku z katastrofą smoleńską i wyjaśnianiem jej przyczyn. Pyza udowadnia, że Tusk, zgadzając się na  badanie przyczyn katastrofy w oparciu o Konwencję Chicagowską nie tylko naruszył polskie przepisy, a wręcz jawnie działał na szkodę państwa.

Tu dochodzimy do kolejnego naruszenia prawa przez premiera. Każda taka umowa międzynarodowa (nawet ustna) powinna być zatwierdzona przez Radę Ministrów. Nie doszło do tego (co jest złamaniem ustawy o umowach międzynarodowych z 2000 r.). Nadto — umowa Tusk–Putin była sprzeczna z polskim prawem lotniczym z 2002 r., określającym samoloty należące do Sił Zbrojnych RP jako państwowe (czyli w rozumieniu prawa — wojskowe), a nie cywilne. Nie wspominając już o delikcie konstytucyjnym, jakim było przyjęcie konwencji wbrew polskiemu interesowi. – podkreśla Pyza. 

A to, jak przekonuje dziennikarz, jest przestępstwem, o którym mówi 129 artykuł Kodeksu Karnego:  „Kto, będąc upoważniony do występowania w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w stosunkach z rządem obcego państwa lub zagraniczną organizacją, działa na szkodę RP, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”.

Odpowiedzialność za szkodliwe działanie podczas wyjaśniania przyczyn tragedii smoleńskiej to jedno, ale za Tuskiem ciągną się też inne sprawy, w których mogło dochodzić do nadużyć. Wylicza je publicysta „wSieci” i komentator polityczny  Stanisław Janecki. Chodzi o sprawę Amber Gold, sprzedaż po zaniżonych cenach sodowego giganta, czyli Ciechu, tzw aferę hazardową oraz aferę stoczniową. 

W ujawnionej w październiku 2009 r. aferze stoczniowej chodziło o odpowiedzialność premiera Tuska. Tym razem za działania Ministerstwa Skarbu Państwa oraz Agencji Rozwoju Przemysłu, czyli za fikcyjny przetarg na sprzedaż majątku stoczni w Gdyni i Szczecinie. Z dokumentów CBA wynika, że przetarg był ustawiony tak, aby wygrał go tylko jeden podmiot — Stiching Particulier Fonds Greenrights. Ustawienie przetargu służyło libańskiemu handlarzowi bronią Abdulowi Rahmanowi El-Assirowi – przekonuje Jancecki .

Jednak to nie wszystko:

Odrębna kwestia, która mogłaby być rozpatrywana w kategoriach odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu, to działania Donalda Tuska jako premiera, gdy zaczął się on ubiegać o stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej. Przez prawie rok, a może i dłużej, premier Tusk tak sprawował władzę, szczególnie w dziedzinie polityki zagranicznej, żeby nie zmniejszyć swoich szans na objęcie nowego stanowiska. Trudno obliczyć, ile to kosztowało Polskę w wymiarze gospodarczym, a jeszcze trudniej wyliczyć koszty wynikające z defensywnej i bojaźliwej polityki zagranicznej w tym czasie – wylicza publicysta „wSieci". 

Za co jeszcze Donald Tusk może być pociągnięty do odpowiedzialności w związku z katastrofą? Więcej w najnowszym numerze tygodnika „wSieci” – dostępnym już od 10 października, także w formie e-wydania na http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html.

kk/

[fot. EPA/PAP]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook