Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Magierowski: Tusk jest niekompetentny

22.12.2011

"Widok premiera RP, który z kolejnego szczytu UE wraca na tarczy, mimo iż wcześniej obiecywał wszystkim złoto i frykasy, wywołuje jednocześnie smutek i irytację" - pisze w Rzeczpospolitej Marek Magierowski, publicysta tygodnika "Uważam Rze". W komentarzu pod tytułem "Zdrajca? Nie, amator", publicysta podsumowuje polską aktywność na arenie europejskiej.

W ostatnich tygodniach zarówno sam Tusk, jak i jego minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski częstokroć podkreślali, iż nasz kraj stanął właśnie przed jedyną i niepowtarzalną szansą. Po latach niewoli, upokorzeń i gospodarczej zapaści w czasach komunizmu, po trudnym okresie transformacji, po żmudnym procesie dochodzenia do względnego dobrobytu wreszcie możemy stać się jednym z najważniejszych krajów Starego Kontynentu i kreować jego przyszłość.

Urządzono nawet w tym celu spektakl pod tytułem Europa mówi Sikorskim. Szef polskiej dyplomacji wygłosił brawurowe przemówienie w Berlinie, udzielił wywiadu CNN, zyskał aplauz w anglosaskiej prasie, a Tusk miał na tej fali tylko dopłynąć do Brukseli i ją oczarować.

Niestety, jak mawiał nieodżałowany Wiktor Stiepanowicz Czernomyrdin: Chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zwykle. Najpierw obwieściliśmy, że podpiszemy traktat ustanawiający unię fiskalną (zanim jeszcze ktokolwiek wymyślił doń choćby preambułę), a potem obudziliśmy się z ręką w niebieskim nocniku w złote gwiazdki. Projekt umowy nie pozostawia złudzeń: Polska nadal czeka w przedpokoju i nawet usilne starania premiera, by na zdjęciach ze szczytów występować zawsze w towarzystwie Angeli, na niewiele się zdadzą.

Znamienne, iż po powrocie naszej delegacji do Warszawy rządowa narracja się zmieniła - sukcesem okazało się... uzyskanie "statusu obserwatora". Nie będziemy więc pełnoprawnymi członkami "jądra Unii", ale za to będziemy je pilnie "obserwować".

Należy docenić upór państwowych urzędników, którzy ratowali w ten sposób twarz. Ale na nieszczęście dla Tuska i jego dyplomatów wspomniany projekt ma tylko osiem stron, jest wyjątkowo klarowny i został sporządzony nie po grecku, lecz po angielsku. Tym samym trudniej było ukryć fakt, że rząd opowiada banialuki. Nie było mowy o żadnym "statusie obserwatora", nie było mowy o żadnych korzyściach, jakie Polska miałaby otrzymać, przystępując do tego elitarnego paktu. "Nikt nie mówił, że w wyniku umowy zostaniemy dopuszczeni do współdecydowania o kwestiach, które dotyczą strefy euro.

A w ubiegły wtorek nastąpił kolejny zwrot: minister finansów Jacek Rostowski stwierdził, że Polska będzie się dopiero starała (sic!) o status obserwatora szczytów eurolandu.

Mylą się jednak ci, którzy utrzymują, iż premier zdradza polskie interesy, kupczy naszą suwerennością i składa ojczyznę na ołtarzu "niemieckiej Unii". Nic z tych rzeczy, Tusk nie zdradza ani nie kupczy. Przegrywa, bo jest w sprawach europejskich po prostu niekompetentny.

Tusk nie potrafiłby uderzyć pięścią w stół nie dlatego, że ma zbyt łagodny charakter, lecz dlatego, że nie wiedziałby, w którym momencie. A Dowgielewicz mu nie podpowie, bo dla niego nadrzędnym nakazem jest mityczny, europejski konsensus. Walenie pięścią w stół w repertuarze wiceministra w ogóle nie występuje.

Greg/Rzeczpospolita
[fot. PAP/Radek Pietruszka]
CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook