Jedynie prawda jest ciekawa

Macierewicz: polityczna przemoc w śledztwie smoleńskim

10.01.2014

Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka na nadzwyczajnym posiedzeniu zajęła się wątpliwościami związanymi z identyfikacją ciała śp. Anny Walentynowicz. Jak to możliwe, że kilka lat po katastrofie, po ekshumacji i ponownym pochówku, nadal nie ma pewności kto rzeczywiście leży w grobie legendarnej działaczki „Solidarności”? O komentarz poprosiliśmy Antoniego Macierewicza z PiS – szefa sejmowego zespołu wyjaśniającego przyczyny tragedii smoleńskiej.

Posiedzenie zostało zwołane w trybie nadzwyczajnym na wniosek zespołu parlamentarnego i jednej trzeciej członków komisji sprawiedliwości. Podczas obrad zarówno panowie Walentynowiczowie, jak i przedstawiciele innych rodzin smoleńskich, a także przewodniczący Stanisław Piotrowicz oraz ja, przedstawialiśmy całą historię dramatu związanego z niedopełnieniem obowiązków przez prokuraturę, ale także z prawdopodobnymi działaniami ministra sprawiedliwości.

Trudno zrozumieć jak to jest możliwe, by po blisko czterech latach istnieją w tej sprawie niejasności. Więcej – istotą posiedzenia było to, że Janusz Walentynowicz (syn śp. Anny Walentynowicz – red.) stwierdził jednoznacznie, iż on – po wielu badaniach, lekturach, analizach dokumentów oraz przebiegu ekshumacji i sekcji zwłok – jest pewien, że nie zostało pochowane ciało jego matki w rodzinnym grobie. Powiedział : w moim grobie rodzinnym leży kto inny, a nie Anna Walentynowicz.

Jak to jest możliwe? Odpowiedź nie należy do mnie. Odpowiedź należy do wszystkich Polaków, którzy powinni o to zapytać premiera Donalda Tuska, prokuratorów z prokuratury wojskowej, Jerzego Millera, prezydenta Bronisława Komorowskiego - wszystkie te osoby, które winne są i odpowiedzialne za oddanie całego śledztwa, całego materiału i wszystkich związanych z tym spraw, stronie rosyjskiej.

Być może szczególnie ważne pytanie powinno być kierowane do ministra sprawiedliwości. Nie mówię personalnie o obecnym ministrze – Marku Biernackim, tylko o urzędzie ministra sprawiedliwości. Dlatego, że wszystko zaczęło się od narady, którą 10 kwietnia wieczorem odbył z polskimi prokuratorami ówczesnym minister sprawiedliwości, Krzysztof Kwiatkowski,. Polska Agencja Prasowa donosi, że taka narada odbyła się. Nie wiemy co podczas tej narady miało miejsce. Wiemy natomiast, że strona rosyjska stwierdziła, iż polscy prokuratorzy mają prawo do wstępu i uczestnictwa we wszystkich czynnościach procesowych – także w sekcjach zwłok, w oględzinach zwłok, oględzinach miejsca zdarzenia. Polscy prokuratorzy jednak tego nie zrobili.

Jest pytanie czy właśnie narada z ministrem Kwiatkowskim, obecnie szefem NIK, nie wpłynęła na taką postawę prokuratury wojskowej. Bo do dnia dzisiejszego prokuratura wojskowa w większym stopniu zajmuje się tuszowaniem przebiegu wydarzeń i utrudnianiem dowiedzenia się, co naprawdę się zdarzyło, niż wyjaśnianiem prawdy.

Niesłychanie charakterystyczne są dwa wydarzenia. Po pierwsze – przyznanie się prokuratury, że dokumentacja jaką dysponuje jest dokumentacją, która nie zawiera jednoznacznych rozstrzygnięć dotyczących Anny Walentynowicz. Tutaj nie ma wątpliwości. Panowie Walentynowiczowie zapoznali się z tą dokumentacją, znają wszystkie dokumenty i jednoznacznie stwierdzają, że tam nie ma pełnych dokumentów wskazujących na identyfikację ich matki i babci.

Po drugie – jest kwestia identyfikacji przy pomocy badania DNA. Prokuratura powołuje się na to, że to DNA umożliwiło ostateczne rozstrzygnięcie, iż osoba pochowana w grobie rodzinnym jest Anną Walentynowicz. Wygląd zewnętrzny, co nie ulega wątpliwości, tego nie potwierdza. Janusz Walentynowicz widział twarz swojej matki w prosektorium w Moskwie.   Czterech innych świadków też widziało tam i rozpoznało ciało Anny Walentynowicz.

A więc ciało, które było rozpoznawalne i identyfikowalne w Moskwie uległo tak gigantycznym zmianom, że niemożliwe jest do rozpoznanie obecnie, co nie powinno mieć miejsca i co w żaden sposób nie jest skutkiem naturalnych procesów, tylko mamy do czynienia z innym wyglądem spowodowanym - według pana Walentynowicza – tym, iż jest to inna osoba.

Prokuratura, jak mówił Janusz Walentynowicz, zaproponowała mu dokonanie jeszcze jednych, nowych,  badań genetycznych. Przyjął to z radością, stwierdzając, że chciałby, aby te badania – robione wspólnie przez prokuraturę i rodzinę państwa Walentynowiczów – zrobione zostały w Szwajcarii. Wtedy okazało się, że na to nie ma zgody ze strony prokuratury, że prokuratura wojskowa ogranicza możliwość zrobienia tych badań wyłącznie do ośrodków, które są pod jurysdykcją prokuratury wojskowej. Prokuratura wykazuje więc, że nie jest zainteresowana obiektywnym zweryfikowaniem tego z jakimi wynikami mamy do czynienia w tej całej sprawie.

To dramatyczna sprawa, a posiedzenie komisji sprawiedliwości potwierdziło najgorsze przypuszczenia na temat zachowania się większości sejmowej, Platformy Obywatelskiej pod kierownictwem premiera Donalda Tuska.

Stanowisko Roberta Kropiwnickiego (PO, wiceszef komisji – przyp. red), który w istocie kierował posiedzeniem komisji, niedopuszczenie do głosowania wniosku o powołanie podkomisji, która by referowała Sejmowi i komisji sprawiedliwości przebieg jawnego śledztwa (pod pozorem, że to nie jest możliwe), publiczne poświadczenie, iż komisja sprawiedliwości nie ma możliwości zajmowania się przestrzeganiem praw człowieka w Polsce (wbrew nazwie komisji), że jest bezradna, że musi tolerować jawne bezprawie dokonujące się na naszych oczach – to wszystko skompromitowało ostatecznie większość rządzącą i pokazało, że w sprawie śledztwa smoleńskiego żadne prawo i żadna przyzwoitość nie obowiązują. Obowiązuje tylko polityczna przemoc ze strony parlamentarnej większości, która zakorzeniona jest w decyzjach politycznych premiera Donalda Tuska.

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na Facebooku!


Not. JKUB

[fot. PAP/Bartłomiej Zborowski]
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook