Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Łysiak we „wSieci”: Dzieci przeciw bolszewikom

13.08.2015

W 1920 r. rzesze uczniów zaciągały się do walki z bolszewikami – nie znając przecież jej wyniku, lecz wierząc, że warto iść w bój, nawet biorąc pod uwagę sromotną porażkę - pisze w najnowszym numerze tygodnika „wSieci” Tomasz Łysiak.

Autor opisuje sytuację, która oddaje charakter i specyfikę tamtych dni. Tuż przed rozpoczęciem ofensywy spod Dęblina, minister Maciej Rataj, premier Witos i generał Sikorski robili przegląd wojsk. Uwagę oficjeli przykuł jeden z żołnierzy, który ubrany był dość niecodziennie, biorąc pod uwagę upalną aurę: 

- Młodzieniec przedstawił się, mówiąc, że pochodzi z woj. lubelskiego, że ma lat szesnaście i pół oraz że jest uczniem gimnazjalnym. Takich jak on było w ówczesnym polskim wojsku wielu. Ale uwagę ministra przyciągnął gruby, sięgający do kostek wojskowy płaszcz, w który ubrany był ów młody wojak. Pogoda była przecież tak skwarna, że ze wszystkich lały się strugi potu. „Dlaczegoś w płaszczu? Może chory?” — zapytał Rataj. „Nie” — odpowiedział mocno skonfundowany chłopiec, nie wyjaśniając przyczyn. W końcu jednak ze wstydem uniósł kraj szynela. Okazało się, że jego spodnie całe były w strzępach, ledwie trzymały się na pasku. Tak to skomentował w roku 1921 minister: „Nie chciał się tak pokazać »przed rządem«. Ogarnął mnie ból i wstyd za siebie i innych, że oto tego chłopaka, dziecko prawie, które życie swe młode niosło w ofierze ojczyźnie, wyręczając starszych, nie zaopatrzono nawet w ubranie. Kilkadziesiąt zaledwie kilometrów od Warszawy! Musiał zauważyć moje z kolei zmieszanie, mój — powtarzam — wstyd. Powiedział z prostotą: »To nic! Ja wiem, że Polska teraz nie ma. Jak będzie miała, to da. Żeby tylko bolszewików wypędzić!«”.

To był jeden z wielu młodych uczniów bohaterów. Takich jak on były tysiące. Gdy ojczyzna stanęła wobec najtrudniejszej próby, gdy wiadomo było, że wysiłek regularnego wojska nie wystarczy, że do boju musi stanąć dosłownie cały naród, nie wahali się. Rzesze uczniów zaciągały się do walki z bolszewikami — nie znając przecież jej wyniku, lecz wierząc, że warto iść w bój, nawet biorąc pod uwagę sromotną porażkę – pisze autor.

Tomasz Łysiak przytacza też dramatyczne, osobiste i bardzo bolesne świadectwa walki pisane z perspektywy młodych żołnierzy, często pozostawionych bez należytej opieki bardziej doświadczonych oficerów:

- „Z przekleństwem skierował konia do mnie i wyjął szablę. Odwróciłem się i wcisnąłem twarz w ziemię… Uczułem silny trzask w głowie… drugi, trzeci… rękami ścisnąłem głowę”. A potem znowu urywane słowa, po jednym, po dwa, fragmenty zdań. Pisane w wielkiej emocji — wspomnienia były świeże… „Tętent przejeżdżających kozaków obudził mnie. Przypomniałem sobie wszystko. Wiedziałem, że umrę… Śmierci się nie bałem… Chciałem końca” – czytamy.

Więcej o dzieciach bohaterach roku 1920 i o tym co jesteśmy – jako społeczeństwo im winni pisze Tomasz Łysiak w najnowszym numerze tygodnika „wSieci”, w sprzedaży od 10 sierpnia br., także w formie e-wydania na http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html.

[Fot. wikipedia.org]
Słowa kluczowe:

wojna

,

bolszewicy

,

wSieci

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook