Jedynie prawda jest ciekawa

Ludzie komuny i służb w Pałacu

22.09.2011

Bronisław Komorowski w latach 90. nadzorował WSI. Dziś chętnie sięga po ludzi, z którymi wtedy współpracował.

Rosną wątpliwości związane z otoczeniem prezydenta Bronisława Komorowskiego. Media raz na jakiś czas opisują groźne dla państwa powiązania ludzi, którzy pracują w Pałacu Prezydenckim. Pojawiają się poważne wątpliwości dotyczące ich przeszłości oraz związków z byłymi służbami, również rosyjskimi.

Jednym z najważniejszych doradców prezydenta jest obecnie Waldemar Strzałkowski. Na stronie Kancelarii Prezydenta wiadomości na jego temat są bardzo skąpe. Więcej znajduje się w archiwach IPN. Jak pisze portal Niezalezna.pl, w Instytucie znajdują się zapisy świadczące o tym, że Strzałkowski był szefem Podstawowej Organizacji Partyjnej w Wojskowym Instytucie Historycznym im. Wandy Wasilewskiej. Akta dowodzą, że wielokrotnie jeździł on do Związku Sowieckiego. W latach 80. jego pracownia ściśle współpracowała ze Sztabem Generalnym Wojska Polskiego. Z Bronisławem Komorowskim współpracuje od 1990 roku.

Inny z bardzo aktywnych doradców prezydenta, Roman Kuźniar miał z kolei w latach 70. przechodzić szkolenie wojskowe, a w stanie wojennym odznaczono go za „Za Zasługi dla Obronności Kraju”. Od końca lat 70. do dziś pracuje w Instytucie Stosunków Międzynarodowych UW. W czasie PRLu, m.in. za sprawą działania w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, prowadził w sposób nieskrępowany badania naukowe, jeżdżąc po świecie. Dziś jest doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego ds. stosunków międzynarodowych.

Również przeszłość Tomasza Nałęcza, który w imieniu prezydenta wypowiada się często na tematy historyczne, budzi wątpliwości. W czasie PRLu włączył się w aparat partyjny. Jak pisze Niezalezna.pl, miał dzięki temu w 1990 roku spędzić luksusowy urlop na Krymie na zaproszenie Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Jak wskazywali komentatorzy, wypowiedzi Nałęcza wielokrotnie udowadniały, że wciąż czuje on sentyment do Rosji.

Bronisław Komorowski w latach 90. nadzorował WSI. Dziś chętnie sięga po ludzi, z którymi wtedy współpracował. Jego rzecznikiem prasowym w Sejmie był Jerzy Smoliński. To były major, absolwent wojskowej szkoły, który potem ściśle współpracował z WSI. Dziś jest doradcą prezydenta Komorowskiego ds. mediów. Jego pozycją nie zachwiał nawet skandaliczny wybryk, jakiego dopuścili się wraz ze Strzałkowskim. Składali w imieniu prezydenta RP kwiaty na grobie Anny Walentynowicz. Jak donosiły lokalne media, obaj byli tak pijani, że omal się nie przewracali. Smoliński został zdymisjonowany na chwilę tylko po to, by powrócić do Pałacu.

Z wiadomości ujawnionych przez „Gazetę Polską” wynika również, że szef BBN Stanisław Koziej miał kontakty ze służbami w czasie komuny. W sierpniu 1987 r. miał brać udział w zabezpieczanym przez GRU kursie Sztabu Generalnego ZSRR. Jako żołnierz I Zarządu Sztabu Generalnego w latach 1978-81 brał udział w opracowaniach planu ataku wojsk UW na państwa Europy Zachodniej. Jako szef BBN zaprosił na XX-lecie Biura generała KGB Nikołaja Patruszewa, sekretarza Rady Bezpieczeństwa prezydenta Rosji i przyjaciela Władimira Putina.

W sposobie doboru ludzi przez Bronisława Komorowskiego widać niebezpieczną tendencję. Szczególnie chętnie obsadza on stanowiska ludźmi, których przeszłość związana jest z komunistycznym reżimem oraz służbami specjalnymi. Takie powiązania ludzi z Pałacu Prezydenckiego mogą być niebezpieczne i zagrażać państwu. Nie wiadomo bowiem, z kim ci ludzie mają powiązania i z kim utrzymują kontakty.

Stanisław Żaryn

[Fot. PAP/Bartłomiej Zborowski]

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook