Jedynie prawda jest ciekawa

Loty rejsowe to odcięcie polityków od państwa

22.09.2011

Gen. Roman Polko krytykuje decyzję o rozwiązaniu 36 specpułku lotnictwa oraz podróżowanie polskich VIPów rejsowymi samolotami.

Prezydent Bronisław Komorowski przebywa z wizytą w Stanach Zjednoczonych. W związku z decyzją o rozwiązaniu 36. specjalnego pułku transportowego prezydent w podróż udał się rejsowym samolotem. Zdaniem generała Romana Polko, byłego dowódcy GROM, taki sposób podróży jest nieodpowiedni. „Może gdyby prezydent leciał do USA turystycznie, nie miałbym nic przeciwko temu, choć i wtedy głowie naszego państwa należy się ochrona. Jednak prezydent poleciał tam służbowo. Ja jako obywatel Rzeczypospolitej nie czuję się z tym komfortowo. Chcę, żeby godność naszego kraju została zachowana, żebyśmy pokazali, że Polska jest w stanie dysponować flotą powietrzną, konieczną do skutecznego prowadzenia polityki międzynarodowej” – mówi portalowi Stefczyk.info gen. Polko.

W ocenie wojskowego podróżowanie polityków samolotami rejsowymi jest niebezpieczne dla państwa. „Chciałbym, żeby premier czy prezydent mogli pracować swobodnie w samolocie. Systemy łączności samolotów wojskowych zapewniają możliwość kontaktów poufnych, wymiany informacji niejawnych. W nich nie ma obawy, że ktoś usłyszy rozmowę prezydenta. Takiej pewności w samolotach rejsowych nie ma” – tłumaczy gen. Roman Polko. Zaznacza, że politycy podczas lotów rejsowych są „wyłączeni z procesów decyzyjnych”. „Nie wyobrażam sobie, by mógł ważne sprawy państwowe dyskutować w samolocie” – dodaje rozmówca portalu Stefczyk.info.

Gen. Roman Polko sam wielokrotnie latał z śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim na oficjalne wizyty państwowe. Zaznacza, że każdy lot był czasem „wzmożonej pracy”. „Omawialiśmy wiele projektów i spraw na pokładzie. Dzięki komfortowym warunkom ten czas nie był marnowany” - tłumaczy.

Niestety jednak w wyniku decyzji rządu politycy są obecnie skazani na loty rejsowe. Specjalny pułk transportowy, zajmujący się obsługą lotów VIPów, został bowiem rozwiązany. „To błędna decyzja. W ten sposób tracimy konkretne zdolności. Tu chodzi zarówno o loty VIPów, ale również możliwość prowadzenia misji humanitarnych, czy przewożenia wojska” – tłumaczy generał Polko. Były dowódca GROM tłumaczy, że rozwiązanie pułku prowadzi do utraty sprzętu oraz kapitału ludzkiego. „Jestem jednak przekonany, że prędzej czy później będziemy ten pułk odbudowywać. Wtedy jednak trzeba będzie ponosić znacznie wyższe koszty. Niszczenie tego tylko po to, by później odbudowywać, jest bezsensu” – tłumaczy portalowi Stefczyk.info generał Polko.

Niestety jednak rząd doszedł do innych wniosków niż generał Polko. Jak donoszą media, władze rozpoczęły już proces sprzedaży części maszyn. „Trzeba postawić pytanie, dlaczego ws. tego pułku podejmowane są sprzeczne rozstrzygnięcia. Przypadek Tupolewa 154M jest tego najlepszym przykładem. Początkowo minister Bogdan Klich ogłosił, że Tu będzie sprzedany. Potem MON zainwestował miliony w jego remont, kupiono tonażery itd., żeby maszyna mogła jeszcze latać. Klich przekonywał nas, że ten samolot jest dobry i nowoczesny, że będzie jeszcze mógł wozić VIPów. I teraz znów zmiana decyzji” – opisuje zamieszanie związane z pułkiem Roman Polko.

Gen. Polko przypomina znany w wojsku dowcip: ciągłe zmiany decyzji zapewniają ciągłość działań. ”Jednak kosztem takich zmian obciążeni są podatnicy. Dlatego należałoby pociągnąć kogoś do odpowiedzialności za podejmowanie nieroztropnych decyzji. Najlepiej, żeby odpowiedział w jakiś sposób finansowo” – tłumaczy gen. Roman Polko w rozmowie z portalem Stefczyk.info.

Stanisław Żaryn

[Fot. PAP/Radek Pietruszka]

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook