Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Łosiewicz: Jarosław Kaczyński nie był przeciwny tej książce

20.05.2014

To byli ludzie z krwi i kości, którzy bardzo się kochali i kochali swoją córkę, tworząc normalną, prawdziwą rodzinę, a których potem z jakichś powodów tak straszliwie atakowano i szczuto - mówi w rozmowie z portalem Stefczyk.info Dorota Łosiewicz, autorka wywiadu rzeki z Martą Kaczyńską, publicystka "wSieci".

Stefczyk.info: Co zrobiło na pani największe wrażenie podczas pracy na książką "Moi Rodzice"?

Dorota Łosiewicz: Po pierwsze sama Marta Kaczyńska. To osoba bardzo ciepła, wrażliwa, mądra, pilnie śledząca debatę publiczną. Po drugie wzruszające było to, że Marta Kaczyńska zechciała mi opowiedzieć historię swojego życia i zabrała mnie w sentymentalną podróż do czasów dzieciństwa. To na pewno nie było dla niej łatwe, ponieważ opowiadała o rodzicach, którzy zginęli. Wracały wspomnienia pięknych chwil z dzieciństwa, czyli coś, co na zawsze odeszło, zniknęło z jej życia.

Dlaczego Marta Kaczyńska zdecydowała się na tę książkę?

Myślę, że czuła, że historię o rodzicach jest winna Polakom. A opowiedziała ją pięknie. "Moi Rodzice" to namalowany przez córkę obraz tego, jacy Lech i Maria Kaczyńscy byli naprawdę. Próba odkłamania tego krzywego zwierciadła, w jakim przez całe lata byli przedstawiani przez media. Marta Kaczyńska, opowiadając o swoich rodzicach chciała, żeby zapisali się w pamięci Polaków takimi, jakimi ona ich widziała na co dzień, a nie jak pokazywały ich media. To byli ludzie z krwi i kości, którzy bardzo się kochali i kochali swoją córkę, tworząc normalną, prawdziwą rodzinę. Niestety z różnych powodów odczuli na własnej skórze przemysł pogardy.

Dużo Marta Kaczyńska powiedziała też o sobie.

O sobie starała się mówić jak najmniej, bo to jednak miała być książka o jej rodzicach, nie o niej. Były jednak takie momenty, w których nie dało się tego uniknąć, np. wątki dotyczące młodości. Jednak to przede wszystkim Lech i Maria Kaczyńscy są bohaterami tej książki, a nie ich córka. Dlatego taki przykry jest atak na nią, szczególnie ze strony kolorowej prasy. Córka Pary Prezydenckiej chciała po prostu zatrzymać wspomnienia. Dla nas wszystkich, także dla siebie.  

Jak się pani pracowało z córką śp. Pary Prezydenckiej?

Marta Kaczyńska jest perfekcjonistką. Dużo sama pracowała nad tekstem. Miała też swój pomysł na tę książkę. Tydzień, który spędziłam w Sopocie, bo tam w mieszkaniu jej rodziców się spotykałyśmy, był czasem wyjątkowym, magicznym.  Dobrze nam się rozmawiało chociażby dlatego, że jesteśmy w podobnym wieku. Dorastałyśmy w tych samych czasach, choć widzianych trochę z innej perspektywy. Obie zajadałyśmy oranżadę w proszku, prażynki ziemniaczane czy czekoladowe kremiki w serduszkach. Obie pamiętamy także naszą pierwszą lalkę Barbie. W tym samym czasie chodziłyśmy do szkoły, słuchałyśmy podobnej muzyki, tak samo przeżywałyśmy śmierć Kurta Cobaina. To wszystko chyba ułatwiło nam rozmowę.

Pojawiły się zarzuty, że była pani za łagodna przy zadawaniu pytań.

Gdybym atakowała Martę Kaczyńską przez 280 stron, nikt nie byłby w stanie tego przeczytać i też nie taki był zamysł. Chodziło o to, żeby dać ludziom do przeczytania historię opowiedzianą przez Martę Kaczyńską, a nie wariacje na temat tego, co ja czy ktoś inny myśli o niej czy jej rodzicach.  A nikt nie ma do opowiedzenia takiej historii, jak Marta Kaczyńska, bo nie ma drugiej tak wyjątkowej osoby. To jest córka człowieka, który pełnił w Polsce wszystkie najważniejsze funkcje państwowe. Był senatorem, ministrem stanu w Kancelarii Prezydenta, szefem NIK, posłem, ministrem sprawiedliwości, prezydentem Warszawy i wreszcie prezydentem Polski. On znał państwo od podszewki. Marta Kaczyńska była córką prezydenta Polski, a jednocześnie bratanicą premiera kraju. Proszę mi pokazać drugą taką osobę na świecie, która mogłaby oglądać na wspólnym spacerze  prezydenta z premierem i powiedzieć o nich: to mój tata, to mój stryj.

Czy to prawda, że Jarosław Kaczyński był przeciwny tej książce?

Nie sądzę, takie rzeczy piszą tabloidy, jednak kiedy zapytałam, czy stryj wie, że powstanie książka "Moi Rodzice", usłyszałam, że wie i powiedział: "No nareszcie!"

Komu szczególnie poleciłaby pani książkę "Moi Rodzice"?

Polecam ją wszystkim tym, którym bliscy są Lech i Maria Kaczyńscy. To unikalna i wspaniała pamiątka z olbrzymia ilością zdjęć i pięknych wspomnień.

Rozmawiał Bogusław Rąpała

[Fot.: Wydawnictwo "The Facto"]
CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook