Jedynie prawda jest ciekawa


Lobby IP w pogoni za rentą z ACTA

07.05.2012

Niedawny spór o ACTA stanowi jedną z odsłon trwającej od wielu lat i ulegającej ciągłemu zaostrzaniu wojny lobby własności intelektualnej (Intellectual Property – IP) z nowymi technologiami. Za każdym razem, gdy dochodzi do upowszechnienia nowych rozwiązań technicznych, z których korzystanie jest postrzegane jako zagrożenie przez wielkie koncerny, rozpoczyna się zmasowana akcja lobbingowa oparta na tym samym zestawie argumentów: nowa technologia stanowi zagrożenie własności intelektualnej a zatem państwa muszą wzmocnić jej ochronę w imię wspierania kultury i innowacyjności.

Efekty takich akcji bywają różne w zależności od sił i możliwości lobbystów, ale często dochodzi do poszerzenia lub pogłębienia zakresu, w jaki państwo chroni własność intelektualną. Typowym przykładem jest tutaj wprowadzenie do aktualnego Kodeksu karnego z 1997 r. przestępstwa kradzieży programu komputerowego (art. 278 § 2). W jego efekcie pobranie z Internetu filmu, czy muzyki nie jest kryminalizowane, zaś programu komputerowego – jest, chociaż z punktu widzenia kategorii dóbr prawnych nie ma między nimi żadnej różnicy.

Własność intelektualna a rozwój kultury i innowacyjności

Zasadniczego argumentu forsowanego przez lobby IP, tj. o pozytywnym znaczeniu ochrony własności intelektualnej dla kultury i innowacyjności, nie można przyjmować bez zastrzeżeń. Po pierwsze własność intelektualna jest konceptem dość świeżej proweniencji. O ile własność rzeczy jest instytucją, której zręby funkcjonujące do dziś położyli starożytni Rzymianie, o tyle prawo autorskie w jego współczesnym rozumieniu, tj. jako konglomerat praw osobistych i majątkowych a także prawa składające się na własność przemysłową upowszechniły się dopiero w XIX wieku. Nie można więc mówić o koniecznym związku ochrony własności intelektualnej z rozwojem kultury, która przez tysiąclecia obywała się doskonale bez tej ochrony. Co więcej brak ograniczeń w korzystaniu z cudzego dorobku twórczego był niewątpliwie czynnikiem sprzyjającym rozwojowi i upowszechnianiu kultury. Całe szkoły malarstwa, czy rzeźby oraz style architektoniczne powstawały właśnie na zasadzie kopiowania istniejących dzieł.

Kolejny argument, często podnoszony przez lobby IP, szczególnie w obszarze prawa autorskiego, sprowadza się do twierdzenia, że wzmocnienie ochrony służy twórcom. Trudno sobie wyobrazić, jak wydłużenie czasu ochrony autorskich praw majątkowych z pięćdziesięciu do siedemdziesięciu lat od śmierci twórcy ma służyć tym, których to dotyczy, tj. nieżyjącym, ale należy tu rozróżnić dwie sfery w obrębie praw autorskich, tj. osobistą i majątkową. Potrzeby istnienia i ochrony tej pierwszej nie można negować. Prawo musi rozpoznawać i chronić więź twórcy z utworem polegającą na prawie do autorstwa, czy decydowania o pierwszym udostępnieniu tego utworu publiczności. Inaczej rzecz się ma z ochroną autorskich praw majątkowych. Nie ma wątpliwości, że takie przemiany w obszarze prawa autorskiego jak wydłużenie czasu ochrony praw majątkowych, czy kryminalizacja zachowań polegających na ingerencji w tę sferę nie służą interesom twórców, tylko przedsiębiorstw, które czerpią zyski z twórczości, samemu jej nie generując.

Kwestia, czy istnienie własności intelektualnej zwiększa innowacyjność, jest dyskusyjna. Zasadnym wydaje się twierdzenie, że upowszechnienie ochrony patentowej sprzyjało wynalazczości. Rozdęcie tej ochrony do jej dzisiejszej skali niewątpliwie innowacyjność hamuje, bo pęd do patentowania wszystkiego spowodował, że nie jest możliwe wdrożenie jakiegokolwiek nowego rozwiązania technologicznego bez korzystania z zarejestrowanych patentów, co rodzi konieczność dysponowania środkami na uiszczanie opłat licencyjnych. To zaś powoduje, że rozwój nowych technologii skupił się w rękach największych graczy, których stać na zapłatę lub proces. Doszło wręcz do zjawiska funkcjonowania na rynku tzw. trolli patentowych, tj. spółek, które skupują na masową skalę patenty nie po to, żeby z nich korzystać, ale wyłącznie  w celu wymuszania odszkodowań.

Fikcyjne zagrożenia dla branży rozrywkowej

Argument za zwiększaniem ochrony własności intelektualnej wobec zagrożenia, jakie ma dla niej nieść rozwój nowych technologii jest również trudny do obrony, gdy popatrzy się na kontekst historyczny. Mało kto pamięta, że kiedy w USA zaczęły się upowszechniać magnetowidy domowego użytku, w Hollywood podniesiono lament, że nowa technologia zabije przemysł filmowy. Próbowano w związku z tym forsować nowe rozwiązania prawne i rozpoczęto batalię sądową. Tymczasem, jak się szacuje, na początku trzeciego millenium niemal połowę dochodów branży filmowej stanowiły opłaty za wypożyczanie kaset wideo.

Również rozwój technologii internetowych przyniósł branży rozrywkowej ogromne zyski, bowiem po pierwsze pozwolił na dotarcie z ofertą do większej liczby potencjalnych nabywców, zaś po drugie na praktycznie bezkosztową dystrybucje chronionych utworów. Sprzedaż egzemplarza albumu muzycznego za pośrednictwem iTunes Store lub innego podobnego serwisu nie wymaga jego uprzedniego utrwalenia na jakimkolwiek fizycznym nośniku.

Nigdy nie przeprowadzono też rzetelnych badań, które pozwoliłyby na zweryfikowanie twierdzenia o zależności pomiędzy tzw. piractwem internetowym a dochodami branży rozrywkowej i informatycznej. Twierdzenie, że każdy ściągnięty z Internetu film powoduje utratę przez dystrybutora zysku z biletu kinowego lub legalnie sprzedawanego egzemplarza, opiera się na założeniu, że gdyby “pirat” filmu nie pobrał bez zezwolenia uprawnionego,  musiałby podjąć decyzję o legalnym, tj. odpłatnym skorzystaniu z danej produkcji. Tego założenia nikt nie weryfikował, więc traktowanie go jako pewnika, a w konsekwencji podstawy szacowania szkód wywołanych przez nielegalny obrót plikami, wydaje się grubym nadużyciem. W odróżnieniu od kradzieży rzeczy ruchomej, która skutkuje pozbawieniem uprawnionego możliwości realizowania większości uprawnień właścicielskich, tj. posiadania i pobierania pożytków, “kradzież” własności intelektualnej nie pozbawia uprawnionego możności dalszego eksploatowania służącego mu dobra. Dóbr niematerialnych posiadać nie można, zaś korzystanie z nich bez zezwolenia uprawnionego nie uniemożliwia mu ich dalszej ekonomicznej eksploatacji, stąd posługiwanie się pojęciem “kradzieży własności intelektualnej” stanowi kolejne nadużycie.

Biznes w pogoni za rentą IP

Jeżeli można racjonalnie przyjmować, że nowe technologie na szerszą skalę zawsze służą dysponentom własności intelektualnej, powstaje pytanie, dlaczego lobbing za zwiększeniem ochrony jest tak intensywny. Zjawisko aktywnego poszukiwania renty, tj. wpływania na otoczenie prawne, w celu uzyskania wymiernych korzyści materialnych ma miejsce nie tylko w odniesieniu do własności intelektualnej, ale tylko własność intelektualna stanowi fundament zysków w tak wielu gałęziach gospodarki. Zarabia na niej nie tylko przemysł rozrywkowy, ale także elektroniczny i farmaceutyczny. Wszystkie te branże dysponują w globalnej gospodarce ogromnymi zasobami. Ponieważ zaś fundamentem ich istnienia i rozwoju jest zysk, dążą do jego maksymalizacji, zaś ochrona własności intelektualnej jest jednym z najprostszych sposobów zarabiania.

Przedsiębiorca dysponując określonym dobrem niematerialnym, jak utwór, czy wynalazek, chce zarabiać na nim jak najwięcej i jak najdłużej. Woli też nie wydawać zbyt dużo na jego ochronę. Dlatego z punktu widzenia biznesu opartego na własności intelektualnej, najmilej widzianą prawną formą ochrony tej własności stanowią instrumenty prawnokarne. Płaszczyzna cywilnoprawna generuje szereg kosztów dla dysponenta praw, który musi ustalić osobę naruszyciela, ponieść przynajmniej na wstępie koszty procesu cywilnego i wynająć profesjonalną obsługę prawną. O ileż wygodniej jest, gdy policja finansowana z naszych podatków wykona żmudne czynności śledcze, zaś profesjonalna obsługa prawna, również finansowana przez nas, tj. prokuratura, reprezentuje interesy przedsiębiorcy przed sądem. Ochrona tych interesów przed sądem cywilnym sporo kosztuje – przed sądem karnym jest darmowa. Dlatego właśnie jednym z kluczowych rozwiązań przewidzianych w ACTA było zobowiązanie stron do kryminalizacji wszelkich form tzw. piractwa.

W idealnej dla lobby IP gospodarce, powinniśmy w nieskończoność płacić za każdą postać korzystania z wszelkich wytworów ludzkiego intelektu oraz finansować poprzez podatki kontrolę oraz egzekwowanie sankcji za wszelkie naruszenia, tj. chronić instrumentami publicznoprawnymi interesy czysto prywatne. Nie mam wątpliwości, że gdyby można było skutecznie opatentować oddychanie, przemysł domagałby się penalizacji nieodprowadzania z tego tytułu regularnych opłat licencyjnych.

Globalny system regulowania własności intelektualnej

Wszystko co zostało dotychczas powiedziane prowadzi do przekonania, że kształt systemu ochrony własności intelektualnej zaczyna służyć tylko jednej grupie, tj. przedsiębiorcom, którzy opierają swoją działalność na tej czy innej formule eksploatowania wytworów ludzkiego intelektu. Koncepty prawne, które w swych założeniach miały realizować ochronę twórców i wynalazców dziś funkcjonują głównie jako perpetuum mobile do generowania zysków wielkich organizmów gospodarczych, które to organizmy – co zrozumiałe – dążą do wyciśnięcia z systemu jeszcze większych pieniędzy i ograniczenia swoich kosztów.

Jeśli chodzi o przyszłość tej sfery regulacyjnej, to trzeba brać pod uwagę jej globalny kontekst. Nie można uczynić wiele w obszarze polskiego systemu prawa autorskiego, czy własności przemysłowej, jako że większość obowiązujących rozwiązań stanowi już to realizację zobowiązań wynikających z umów międzynarodowych, których Rzeczpospolita jest stroną, już to z implementacji aktów prawa Unii Europejskiej. Tytułem przykładu można wskazać na kuriozalnie wręcz długi czas ochrony autorskich praw majątkowych. Nie jest możliwe jego skrócenie na gruncie polskiego systemu prawnego, bo treść art. 36 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowi implementację unijnej dyrektywy. Podobnie rzecz się ma z większością instytucji obecnie funkcjonujących na gruncie własności intelektualnej.

Wydaje się więc, że tylko w skali międzynarodowej lub ponadnarodowej mogą nastąpić jakiekolwiek zmiany, których efektem mogłoby być przywrócenie ochrony własności intelektualnej do jej pierwotnej roli, tj. po pierwsze zapewnienia, że związek człowieka z wytworzonym przez niego dobrem intelektualnym jest rozpoznawany i chroniony zaś po drugie że system prawny zapewnia i chroni możliwość czerpania korzyści z tego dobra przez ściśle określony okres czasu, po upływie którego, z wytworów ludzkiego intelektu korzystać mogą wszyscy bez ograniczeń.

Jedyny realny wybór, jaki stoi przed polskim ustawodawcą sprowadza się do tego, czy iść dalej w ochronie własności intelektualnej niż wynika to z wiążących Polskę umów międzynarodowych i aktów prawa unijnego, czy też przyjąć zasadę “prawo międzynarodowe/unijne + zero” i oczekiwać na zmiany w skali makro, które umożliwią powrót do racjonalnych ram systemu ochrony. Rzeczpospolita nie powinna również być rzecznikiem przemysłu rozrywkowego i patentowego na forach organizacji międzynarodowych oraz w Unii Europejskiej. Więcej – jak się wydaje – w tym obszarze uczynić obecnie się nie da.

Nie wydaje się, aby adekwatnym kontrapunktem dla rosnącego apetytu lobby IP był rozwój czegoś, co można nazwać drugim obiegiem własności intelektualnej. Chodzi o wszelkie systemy nieodpłatnych licencji, takich jak Creative Commons, czy ich odpowiedników na gruncie oprogramowania. Systemy te, nie mając dostatecznego zakotwiczenia w porządkach prawnych, a nierzadko pozostając w sprzeczności z kształtem obowiązujących instytucji,  działać mogą tylko w odniesieniu do niewielkiego ułamka sfery własności intelektualnej. Ich dobrowolny charakter nie eliminuje też żadnego z problemów, jakie wynikają z rozrostu ochrony tej własności na gruncie prawa pozytywnego oraz jej nadużywania przez przedsiębiorców. Oczywiście można powiedzieć, że doskonale funkcjonuje kilka ogromnych przedsięwzięć z sektora nowych technologii, których twórcy świadomie zdecydowali się na zapewnienie użytkownikom możliwości nieodpłatnego korzystania z usług oraz tworzenia nowych rozwiązań w oparciu o własność intelektualną firmy. Jednak to, że firma przyjęła taki model prowadzenia biznesu nie zmienia faktu, że tysiące innych przedsiębiorców woli pozostać przy starych dobrych licencjach i ściganiu niepłacących użytkowników dopóki to przynosi zysk.

Zwycięstwo nowych technologii nad skostniałymi modelami

Na koniec dwie refleksje osobiste. Kilka lat temu uczestniczyłem w seminarium jednej z międzynarodowych organizacji skupiających profesjonalistów z obszaru własności intelektualnej. Na jednym z paneli prezentacje przedstawiał prawnik firmy, będącej ówcześnie niekwestionowanym globalnym liderem w jednym z segmentów rynku nowych technologii. Z prezentacji wynikało, że zadaniem takich firm jest obecnie bardziej ochrona swojego stanu posiadania w zakresie własności intelektualnej, niż skupianie się na generowaniu nowych, bardziej zaawansowanych rozwiązań. Dzisiaj ta firma nie tylko straciła pozycję lidera, ale znajduje się w permanentnym kryzysie, zaś jej miejsce zajął podmiot, który oparł swój biznes o koncepcję umożliwiającą w miarę swobodne korzystanie i rozwijanie jej rozwiązań przez każdego zainteresowanego. Konkluzję jaka stąd wynika sprowadzić można do stwierdzenia, że na dłuższą metę oparcie biznesu o restrykcyjny model ochrony posiadanych praw własności intelektualnej niekoniecznie musi się sprawdzić.

Druga refleksja jest pokłosiem doświadczeń zawodowych w zakresie współpracy z instytucjami kultury. W mojej ocenie obecny system prawa autorskiego stanowi kluczową przeszkodę dla korzystania przez instytucje kultury z nowych technologii. Jeśli obowiązywanie przywołanego już art. 36 ustawy autorskiej sprawia, że aby mieć pewność, że nie narusza się cudzych praw, nie można udostępniać w Internecie książek opublikowanych mniej więcej od drugiej połowy XIX wieku, to przy obecnych możliwościach technologicznych w zakresie digitalizacji, w istocie odcina się od kultury miliony ludzi.

Do 1994 r. czas ochrony autorskich praw majątkowych wynosił dwadzieścia pięć lat, od tego czasu wydłużono go niemal trzykrotnie i to w sposób retroaktywny, bowiem z objęciem utworów, do których prawa już wygasły. Na wydłużeniu czasu ochrony nie zyskali, co oczywiste, twórcy lecz ewentualnie ich dalecy spadkobiercy, czyli osoby czerpiące zyski stąd, że tworzyli ich pradziadowie, których nawet nie mieli szansy poznać. Sformułowanie „ewentualnie” jest tu jak najbardziej na miejscu, bo bardzo często wznowieniem wydania takiego utworu nie jest zainteresowane żadne wydawnictwo z uwagi na słabe przewidywania co do zysków ze sprzedaży. Często spadkobierców lub innych dysponentów praw nie sposób też ustalić. Tymczasem szereg badaczy, naukowców oraz zwykłych pasjonatów, jest pozbawianych możności zapoznania się z utworem, bo biblioteka, która ma go w swoich zbiorach i dysponująca narzędziami do digitalizacji, rozpowszechnić chronionego utworu nie ma prawa. W rezultacie nikt nie zyskuje. Utwór pozostaje nieznany, dochodów wygenerować już nie może, zaś pamięć o jego zmarłym twórcy zanika wraz z upływem czasu.

Nie ma chyba bardziej dobitnego przykładu na anachronizm a wręcz szkodliwość obecnego systemu prawa autorskiego. Można się tylko pocieszać, że rozwój technologiczny jest nieubłagany, zaś próby monopolizowania eksploatacji dóbr, których ten rozwój dotyczy, w dłuższym horyzoncie czasowym zawsze były skazane na porażkę. Sektor IP, jeśli kategorycznie powstrzyma się jego próby wymuszenia dodatkowej ochrony przed nowymi technologiami, w końcu technologie te zaadaptuje i wykorzysta z zyskiem, dlatego tak istotne jest by pamiętać, że własność intelektualna ma – zgodnie ze swoją nazwą – służyć ochronie tego, czyj intelekt ją generuje i temu celowi powinien być podporządkowany cały system.

Tymoteusz Barański

Ekspert Fundacji Republikańskiej w zakresie prawa autorskiego
[fot.sxc.hu]

Warto poczytać

  1. sleeping-giants-18072018 18.07.2018

    Zastraszali firmy bo chcieli zniszczyć prawicowe media. Działalność lewicowej grupy została zdemaskowana

    Prawicowy portal Daily Caller ujawnił tożsamość założyciela organizacji Sleeping Giants, zajmującej się zastraszaniem firm zamieszczających reklamy w prawicowych mediach. Okazało się, że jej założyciel, Matt Rivitz, sam jest pracownikiem przemysłu reklamowego

  2. 1270SZTUCZNEMIESKO 18.07.2018

    Zgroza. Już za kilka lat w restauracjach będziemy jeść sztuczne mięso

    Świat stanął na głowie. Choć tę tendencję obserwujemy na wielu płaszczyznach, to jednak ostatnie dokonania holenderskich naukowców napawają nas przerażeniem. Tamtejsza spółka zaprezentowała pierwszego hamburgera, do którego mięso wyprodukowano w laboratorium

  3. 1270lenin12 17.07.2018

    Rosyjski zbrodniarz twarzą reklamy polskiej firmy. Przesadzili

    Lenin, to wbrew komunistycznej propagandzie, jeden z najkrwawszych dyktatorów ubiegłego stulecia.

  4. stop-pedofilii-14072018 14.07.2018

    Czy to krok w celu akceptacji pedofilii? Amerykańska strona internetowa chce zmiany słowa "pedofil" bo jest obraźliwie

    Thepreventionproject.org to strona internetowa o charakterze profilaktycznym, która zajmuje się badaniem oraz pomocą osobom, które posiadają skłonności pedofilskie

  5. 1270tuseksmieszek 13.07.2018

    Tusk wyśmiany przez amerykańskich dziennikarzy. Mocny komentarz Antoniego Macierewicza

    Donald Tusk chyba nie zdaje sobie sprawy z faktu, że w Europie niewielu traktuje go poważnie. Choć wielokrotnie dano mu to odczuć, on niezrażony stara się pokazac, że jest politykiem „z pierwszej ligi”. Próbował to udowodnić, pouczając Donalda Trumpa

  6. walesa02022018 09.07.2018

    Czy to atak sztabu wyborczego PO? Przychylne dla Jarosława Wałęsy komentarze pochodzą z tego samego komputera

    Zobacz zdjęcie z komentarzami dla Jarosława Wałęsy

  7. 1270prezydentandrzejwolyn 09.07.2018

    Prezydent oddający hołd wymordowanym Polakom? Dla lewactwa to powód do śmiechu!

    Trudno o większe zezwierzęcenie, niż wyśmiewanie się z osoby, która oddaje hołd ofiarom ludobójstwa. Jednak to, co dla przyzwoitych ludzi jest niedopuszczalne, dla wielu, wychowanych na publicystyce wiadomej gazety, jest rzeczą naturalną

  8. 1270jaroslawkacz1 06.07.2018

    Ordynarny atak na Jarosława Kaczyńskiego. „Totalni”, chcą „odstrzelić” prezesa PiS

    Opozycjo, opamiętaj się, bo może dojść do tragedii

CS157fotoMINI

Czas Stefczyka 157/2018

PDF (9,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook