Jedynie prawda jest ciekawa

Lis w kurniku

12.08.2014

Dziennikarz TVP przeszedł samego siebie w wyrażaniu sympatii do PiS.

Są takie teksty i porównania, które raz, a dobrze powinny wykreślać publicystów i komentatorów z życia publicznego. Granicę tę przekroczył w ostatnich dniachTomasz Lis, publikując kuriozalny tekst, w którym porównuje przejęcie władzy przez PiS z rządami komunistów w PRL, a nawet... z wybuchem Powstania Warszawskiego. Bo naczelny "Newsweeka" uważa, że Polacy raz na jakiś czas potrzebują wyrządzić sobie krzywdę. I stosuje tu karkołomną logikę i analogie - skoro Polaków stać było na 1944 roku i wybuch Powstania, to stać ich na odebranie sterów Tuskowi i przekazanie ich Kaczyńskiemu. "Jesteśmy przecież tuż po obchodzonej z entuzjazmem rocznicy zbiorowego samobójstwa. Jest może nieefektownie, ale w miarę dostatnio – mamy gospodarczy wzrost. Dosyć – jesteśmy ponad takie banały! Zaczyna być nudno – nie do wytrzymania. Czas coś spieprzyć. Czas na coś niebanalnego. Czas na elektrowstrząsy" - drwi funkcjonariusz Lis. 

Powstanie Warszawskie to jedno. Drugi odcinek bredni to porównanie dwóch lat rządów PiS do... okresu komunizmu. "Jeśli cztery lata po upadku komuny lud zapomniał, czym był PRL, to dlaczego osiem lat po upadku rządu Kaczyńskiego nie miałby zapomnieć, czym były jego rządy?" - pyta dramatycznie. Zastanawiam się, co trzeba mieć w głowie, żeby pójść tak koszmarną logiką. Ta zresztą wraca i powinna uderzać jak bumerang - bo skoro rządy PiS miały być jak Powstanie Warszawskie, to kto tu jest hitlerowskim oprawcą? Kto buduje jego propagandowym ramię? A i porównanie do postkomunistów przestrzelone - chciałoby się zapytać, po której stronie był Tomasz Lis, gdy w 1992 roku obalano rząd Jana Olszewskiego: czy przestrzegał przed powrotem ludzi z PZPR? Czy krytykował i punktował premiera Millera? Czy zapytał o niejasne powiązania prezydenta Kwaśniewskiego? Odpowiedź jest jednoznaczna. 

W tych całych ironicznych porównaniach i metaforach, w tym sarkazmie i kpinach widać jednak strach i panikę. Tomasz Lis wbrew temu, co pisze - po prostu się obawia. "Może po prostu tej PiS-owskiej fali nie da się powstrzymać? Należy ją potraktować jak surfer – nie być jej ofiarą, tylko na niej popłynąć..." - ubolewa Lis. 

Gdybym chciał być złośliwy, to przecież nie tak trudno znowu przypomnieć panu Tomaszowi, jak „popłynął na pisowskiej fali” - któż przybliżył mu bramy Woronicza, któż mu załatwił olbrzymi kontrakt w TVP? Któż dał program w czasie najlepszej oglądalności? Pan Tomasz umie surfować na pisowskiej fali, zdecydowanie...

Tym bardziej groteskowo brzmią jego klisze, którymi straszy monsieur Lis, bredząc o masochizmie i sadyzmie. Panie Tomaszu, kończ waść, wstydu sobie oszczędź. 

Marcin Fijołek

[Fot. TVP]

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na Facebooku. 

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook