Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Lew-Mirski: "Poziom tej publikacji jest zaskakująco niski"

18.08.2014

Tygodnik "Wprost" opublikował tekst, który miał wedle zapowiedzi świadczyć o wyciekach z komisji weryfikacyjnej WSI. Czy tak się stało pytamy Macieja Lew-Mirskiego, jednego z byłych członków komisji weryfikacyjnej WSI.

Czy czuje się pan wstrząśnięty publikacją tygodnika „Wprost”?

Wstrząśnięty nie, ale zmieszany i troszkę rozbawiony. A to dlatego, że poziom tej publikacji jest zaskakująco niski. Te informacje, które rzekomo pochodzą z dokumentów z komisji weryfikacyjnej są tak naprawdę zbieraniną ścinek prasowych, jakichś spekulacji, które pojawiały się od początku działania komisji weryfikacyjnej.


Więc jaki cel przyświecał autorom tekstów, jeśli nie informacyjny, zakładając, że w artykułach nie ma niczego nowego? To jak, chcieli odgrzać starą sprawę, czy jak?

Ciężko mi powiedzieć, bo nie jestem dziennikarzem. Wydaje mi się, że na pewno potrzeba wstrząśnięcia opinią publiczną, bo mamy sezon wakacyjny.

Jednak jesteśmy też w przeddzień obrad Sejmu i ma się rozstrzygnąć, czy zostanie powołana komisja śledcza ds. weryfikcji WSI. Więc pewnie chodziło o pociągnięcie tematu jeszcze trochę dalej, bo sprawę powołania komisji śledczej rozstrzygnęli sami autorzy wniosku, który jest niekonstytucyjny i komisja w tym kształcie, jaki chcą wnioskodawcy, nigdy nie będzie mogła powstać. Spektakle medialne, naciski niczego nie zmienią, bo tak komisja nie powstanie.


Jednym z głównych wątków zawartych w publikacji, a zwłaszcza w komentarzach po publikacji jest kwestia nieszczelności komisji weryfikacyjnej, z których już w 2007 roku miały wyciekać tajne dokumenty.

Tego rodzaju teza jest sprzeczna logiczna. Podaje się informacje, że dokumenty wypływały, ale nie daje się na to żadnych dowodów. Ciężko się tu nawet do czegokolwiek odnieść. Od czasu zakończenia prac komisji minęło sześć lat i od tego czasu nie pojawiały się żadne informacje na temat tego, że są jakieś dokumenty, które wypłynęły z komisji. Nikt nie zgłosił się do prokuratury, do służb specjalnych...


Zresztą prokuratura i ABW badały doniesienia o wyciekach z komisji w 2007 r., prawda?

Tak, chciałem właśnie o tym powiedzieć. Prokuratura badała i prawomocnie zakończyła postępowanie karne w sprawie rzekomego wynoszenia z komisji weryfikacyjnej jakichś niejawnych dokumentów. W tej sprawie wykonywane były czynności operacyjne przez ABW, CBA i SKW. I mimo, że zaangażowano tak wielki i specjalistyczny aparat służb specjalnych i prokuratury najwyższego szczebla, bo była to wówczas Prokuratura Krajowa, nie udało się potwierdzić rzekomych wycieków z komisji weryfikacyjnej.

W dzisiejsze rewelacje może uwierzyć tylko ktoś, kto odczuwa dużą potrzebę wiary w nie. Nikt rozsądnie rozumujący po przeczytaniu ze zrozumieniem tekstu we „Wprost” nie uwierzy w tezę, że z komisji weryfikacyjnej wyciekł jakiś dokument.


Czy jest pan w takim razie zaskoczony reakcją Kancelarii Prezydenta?

Ta reakcja wpisuje się w klimat nagonki na weryfikatów WSI. Ale jest coś, co zaskakuje. Brak dementi co do zawartości merytorycznej. Dlatego, że tam – niezależnie nawet skąd pochodzą te informacje, a pamiętajmy, że mogą one mieć swe źródło w relacjach oficerów byłych WSI, do których dotarli dziennikarze „Wprost” – stawiają urzędującego prezydenta w bardzo negatywnym świetle. Jednak Kancelaria Prezydenta tego nie dementuje.


Ale za to kategorycznie żąda zajęcia się sprawą wycieku dokumentów.

Zgadza się. I od razu mamy reakcję prokuratury, która zaledwie po kilku godzinach postępowania sprawdzającego już wszczyna śledztwo w sprawie ujawnienia tajemnicy państwowej. Warto porównać tę reakcję z sytuacją sprzed kilku tygodni, gdy przez ten sam tygodnik ujawnione zostały nagrane rozmowy polityków z treściami mającymi znamiona czynu zabronionego. Wówczas prokuratura czekała ponad tydzień z rozpoczęciem śledztwa; w sprawie kupczenia Polską, w sprawie pogróżek itd. To też pokazuje stosunek prokuratury do władzy i do jej oczekiwań. 

ROZMAWIAŁ: Sławomir Sieradzki

[FOTO: PAP/Stanisław Rozpędzik]

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook