Jedynie prawda jest ciekawa

Kuźmiuk: Najwyższy czas aby minister Sawicki przestał politykować

01.08.2014

Rosjanie ogłosili embargo na import owoców i warzyw z Polski, które będzie obowiązywało właśnie od dzisiaj i jak się wydaje po komunikatach Rossielchoznadzoru (rosyjskiego nadzoru sanitarnego i weterynaryjnego), przygotowują się do ogłoszenia embarga na import mięsa wołowego i drobiowego (embargo na mięso wieprzowe z Polski obowiązuje już od kilku miesięcy na skutek wykrycia wirusa afrykańskiego pomoru świń u kilku wolno żyjących dzików).

Minister rolnictwa i rozwoju wisi natychmiast ogłosił, że Polska pierwszą ofiarą rosyjskich retorsji na wprowadzane właśnie przez Unię Europejską sankcje gospodarcze, ba stwierdził nawet, że się temu specjalnie nie dziwi. Zamiast ostro zareagować, że Rosja jako członek Światowej Organizacji Handlu (WTO), nie ma prawa podejmować jakichkolwiek ograniczeń dotyczących wwozu na jej rynek towarów lub usług, w sytuacji kiedy te ograniczenia są motywowane politycznie, minister jak wynika z jego wypowiedzi, akceptuje takie decyzje naszego wschodniego sąsiada.

To zachowanie ministra Sawickiego jest zastanawiające także z innego powodu, otóż od momentu kiedy został szefem resortu rolnictwa (a pierwszy raz został powołany na to stanowisko na jesieni 2007 roku), ogłosił swoisty reset w relacjach z Rosją i publicznie twierdził, że nie będzie czekał na Komisję Europejską i sam poprawi relacje ze swoim odpowiednikiem w tym kraju.

Przy okazji dostało się także Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego rządowi, za to że problemy w handlu z Rosją, przeniósł na poziom instytucji unijnych i że to Komisja Europejska i Rada, dyskutowały wówczas z tym krajem o embargu na polskie mięso. Ostatecznie to embargo zostało przełamane przez Angelę Merkel (Niemcy przewodziły wtedy Radzie), która podczas szczytu UE - Rosja w Soczi, twardo stwierdziła, że Polska jest członkiem UE i Rosja nie może wybiórczo blokować eksportu z jakiegokolwiek unijnego kraju. Sawickiemu to się nie podobało, twierdził, że sam ze swoim rosyjskim odpowiednikiem, załatwi więcej.

Rosja przez te kilka ostatnich lat co i rusz wymyślała jakieś ograniczenia w dostępie polskich towarów rolnych do swojego rynku (uzyskała nawet od Polski możliwość inspekcji na miejscu we wszystkich zakładach mięsnych, które sprzedają na rosyjski rynek, choć żaden inny unijny kraj takim inspekcjom się nie poddał) ale w Polsce udawano , że nic się nie dzieje.

Dopiero ponoć rok temu, rozpoczęto poszukiwania nowych rynków zbytu dla polskich towarów rolnych (Azja Południowo - Wschodnia), promocją polskich owoców zajął się także Związek Sadowników Polskich ale do tej pory jakichkolwiek rezultatów tych działań, zarówno ministerialnych jak producenckich ani widu ani słychu. Minister Sawicki wręcz do ostatniej chwili był przekonany, że jego sojusz z rosyjskim ministrem rolnictwa jest nie do podważenia. Jeszcze 2 lipca publicznie mówił, że nie spodziewa się żadnego embarga na polskie produkty rolne.

Po ogłoszeniu embarga przez Rosję na polskie owoce i warzywa, minister na konferencji prasowej ogłosił, że ich eksport na ten rynek w poprzednim roku wyniósł około 1 mld euro, w tym jabłek za około 0,5 mld euro.

Ale już wczoraj wysyłając wniosek do Komisji Europejskiej o rekompensaty finansowe dla polskich rolników, którzy ucierpią w wyniku rosyjskiego embarga, poinformował ją, że w roku 2013 Polska sprzedała do Rosji 804 tys. ton owoców i warzyw tylko za 336 mln euro. Wprawdzie ostatecznie określił łączne przewidywane straty polskiego sektora owoców i warzyw z tytułu wprowadzonego przez Rosję embarga na kwotę około 0,5 mld euro ale to kwota o połowę mniejsza od tej wymienionej poprzednio.

Najwyższy już czas aby minister Sawicki, wreszcie przestał politykować, obrażać zarówno rolników jak i opozycję i zabrał się za robotę. (europoseł Janusz Wojciechowski i moja skromna osoba jako członkowie Komisji Rolnictwa PE, skierowaliśmy już pytanie do Komisji Europejskiej o sposoby rekompensaty strat polskich rolników z tytułu rosyjskiego embarga). Problemów rolniczych pod jego rządami jest bowiem co niemiara i spora część z nich, wynika z nic nie robienia właśnie ministra rolnictwa i jego urzędników.

Spadek cen wieprzowiny o ponad 30 proc., kary rzędu 200 mln zł za przekroczenie limitów produkcji mleka, dramat na rynku owoców miękkich (duża ich część pozostała na drzewach i krzakach ponieważ koszty ich zbioru były wyższe od cen skupu), przewidywane poważne problemy na rynku zbóż, teraz szykujący się dramat sadowników, to tylko niektóre z nich, obciążające ministra rolnictwa.

Zbigniew Kuźmiuk

Fot. [PAP/Leszek Szymański]

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook