Jedynie prawda jest ciekawa

Kto się boi licealistki Marysi?

30.05.2014

Tego w scenariuszu nie było... Miało być jak zwykle, czyli pięknie. Tusk pędził na spotkanie, mocno spóźniony, ale znalazł jeszcze trzy minutki by zatrzymać się przy grupce młodzieży. Nie przewidział jednak, że wśród tych dzieciaków stoi Marysia Sokołowska, która spowoduje panikę wśród jego PR-owców, doradców, a samego szefa rządu skaże na śmieszność.

Marysia zapytała: „Dlaczego udaje Pan patriotę, a jest zdrajcą Polski?”, na co pan premier najpierw nieco się speszył, później  udał, że to dowcip, a następnie szybko się  oddalił na zaplanowane spotkanie. To co stało się później, to kompletna paranoja. Tusk nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Postanowił wrócić do Gorzowa i odkręcić sprawę, próbując przekupić Marysię bukietem kwiatów. Nie udało się, bo licealistka nie przyjęła wiązanki od zdrajcy, jak sama powiedziała przed kamerami.  Sprawa odbiła się głośnym echem. Marysia stała się bohaterką dla mediów prawicowych i zakałą dla słusznych politycznie. Na szczęście premier Tusk zawsze może liczyć na przychylność niezawodnych żurnalistów, którzy tylko czekają, kiedy będą mogli okazać swoje poddaństwo dla władzy. Gdy PR-owcy zawodzą, przed szereg wychodzi nieoceniony Tomasz Lis, znany głównie z tego, że w obronie premiera potrafi ugryźć tam, gdzie najbardziej zaboli. No i ugryzł... rodziców Marysi. Popełnił więc wpis blogowy w NaTemat.pl zatytułowany "Panna Marysia Patriotka", gdzie dał upust swoim lękom i frustracji spowodowanej postawą licealistki.


„Panna Marysia mnie wcale nie bawi. Ona jest na swój sposób przerażająca. Ta buta, ta - mam wrażenie nienawiść - w spojrzeniu, te nienawistne słowa wypowiedziane z absolutną wiarą w ich słuszność” - pisze Tomasz Lis i dodaje:

„Panna Marysia poszła po całości także w dogrywce. Rozumiem, że w antrakcie była w domu. Rozumiem, że tatuś i mamusia są z córeczki dumni. Nie uznali, że zachowała się niestosownie. Nie kazali przeprosić. Przeciwnie, dali zielone światło, by popis swego złego wychowania dała raz jeszcze. Pewnie są jeszcze bardziej z siebie zadowoleni”.

Dalej pisze o własnych problemach związanych z zachowaniem "panny Marysi patriotki". A jego problemy nie  wynikają  z jej przekonań, bo ma do nich prawo, nawet jeśli - według redaktora Lisa - są "ostrą oceną, a może nawet niesprawiedliwą", ale z jej manier i braku wychowania.  „Nie z poglądami panny Marysi mam więc problem, ale z jej manierami. I z recydywą, bo jakby się zreflektowała i przeprosiła, nie byłoby problemu. Ale za brak manier i refleksji już nie Marysia odpowiada, ale jej zapewne bardzo teraz z siebie zadowoleni tatuś i mamusia” - puentuje Tomasz Lis. 

Wychodzi na to, że według redaktora, rodzice Marysi zaszczepili w niej nienawiść do premiera. A nawet  można uznać, że wychowali potwora. Przecież nie od dziś wiadomo, że władzę trzeba szanować niezależnie od jej poczynań. Tak po prostu wypada. A kto się z tym nie zgadza, niech zamilczy na wieki... A nie przed kamerami daje złe świadectwo własnym rodziców i co gorsza- premierowi. 

Do redaktora Lisa dołączył usłużny reżyser Andrzej Saramonowicz , który również jest zniesmaczony brakiem kultury licealistki. 

"W tych swoich medialnych umizgach Tusk się znowu zagubił. Zamiast olać idiotkę, która nazywa go zdrajcą albo - co znacznie lepsze - op...ć ją tak, żeby jej szkolne kapcie spadły, usiłował jej wcisnąć kwiaty" - napisał reżyser "Lejdis"na Facebooku.

Reżyser, który zawodowo zajmuje się "kulturą", powiem wiedzieć, że z brakiem kultury nie należy walczyć chamstwem. Tak czy inaczej, na tych ludzi Tusk może zawsze polegać, a ich troska o dobre imię premiera na pewno zostanie doceniona. Szkoda tylko, że szef rządu, zamiast  zmuszać ich  swoim zachowaniem do produkowania  przygłupich wpisów,  nie  zakończył "sprawy panny Marysi" w kolejne trzy minuty na bulwarze gorzowskim, zadając jej pytanie - czemu uważa go za zdrajcę Polski?

Czyżby ogromne zaskoczenie nieprzychylnością dziewczyny sparaliżowało myślenie premiera?  A może bał się odpowiedzi młodej licealistki i gradu argumentów z jej strony?  Nie wkłada się przecież  ręki do rozgrzanego pieca, bo można się nieźle poparzyć.  Przykre, że Lis-ojciec dorastających córek, nie potrafi docenić samodzielnego myślenia u młodzieży, zamiast tego dyskredytuje innych rodziców, którzy uczą dziecko, że w wolnej Polsce funkcjonuje wolność słowa i przekonań. A szczerość i odwaga mówienia w oczy jest cnotą, a nie brakiem manier.

I tak stworzono  wojnę na kolorowe łopatki w piaskownicy, by przykryć wstyd pana premiera i odwrócić uwagę od problematycznego pytania. Przy okazji tworzy się niezły materiał na komedię, z którego może skorzysta sam Saramonowicz. Ciekawe, czy dowiemy się, co licealistka Marysia miała na myśli, czy jednak wcześniej, prorządowym obrońcą, uda się ją i jej rodzinę zdyskredytować na tyle, by uznać ich za niewychowanych odszczepieńców od reszty porządnego i przychylnego premierowi społeczeństwa? 

Katarzyna Kawlewska/natemat.pl

[fot. YouTube]



CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook