Jedynie prawda jest ciekawa

Ks. Zieliński: spotkajmy się przy Chrystusie

23.12.2011

Dla mnie Święta Bożego Narodzenia nieodłącznie wiążą się z postacią kard. Stefana Wyszyńskiego. Jako młody kleryk głęboko przeżywałem pasterkę odprawiając mszę w Archikatedrze Warszawskiej pod Jego przewodnictwem. Zapamiętałem bardzo mocno jak ks. Prymas każde kazanie zaczynał od zwrotu: "Umiłowane dzieci Boże". To nie był w ustach ks. Prymasa jakiś slogan, tylko wyznanie głębokiej prawdy, w którą ona bardzo mocno wierzył - mówi portalowi Stefczyk.info ks. Henryk Zieliński, redaktor naczelny tygodnika "Idziemy".

I ta wiara w to, że człowiek jest dzieckiem Bożym, że on sam, kardynał też jest dzieckiem Bożym była fundamentem jego niezwykłego poczucia godności, własnej godności, której nie były w stanie złamać ani władze komunistyczne, wtedy, kiedy go osadziły w internowaniu, ani wtedy kiedy rozmaite szykany wobec Niego uprawiały. Nawet niewdzięczność, czasami, niektórych środowisk katolickich nie była w stanie zachwiać harmonii, równowagi duchowej ks. kard. Prymasa Wyszyńskiego.

I życzę wszystkim nam, Polakom, tego głębokiego doświadczenia, poczucia dziecięctwa Bożego. Syn Boży stał się człowiekiem, pisze Św. Jan Apostoł, po to, abyśmy my stali się dziećmi Bożymi. A więc jeżeli jesteśmy dziećmi Bożymi, jeżeli za nami stoi ktoś tak potężny - nasz Ojciec jest tak potężny, jest Bogiem samym - to w tym momencie: Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?.

Dlatego życzę takiego głębokiego doświadczenia w Boże Narodzenie, własnej godności, godności dziecięctwa Bożego, którego żadne upokorzenia, żadne trudności, żadne knowania ludzi niegodziwych nie będą w stanie w nas zachwiać.

- Ale gdzie szukać nadziei, w tych czasach, tak rozchwianych, kiedy podziały idą nierzadko w poprzek rodzin?

Spotkać się musimy w jednym miejscu - spotkać się musimy w Chrystusie, przy Chrystusie, przy Jego żłóbku. Dlatego, że jeśli umówimy inne miejsce spotkania, to boję się, że takiego innego miejsca nie jesteśmy w stanie ustalić. Każdy musi sobie zadać pytanie, jak daleko znalazł się, nie od drugiego człowieka, bo znaleźliśmy się od siebie dosyć daleko rzeczywiście, ale jak daleko znalazł się po prostu od Chrystusa. Jeżeli odnajdzie Chrystusa, jeżeli odnajdzie miejsce w którym będzie mógł żyć, mówić, istnieć z czystym sumieniem, to w tym momencie spotkamy się wszyscy w jednym miejscu, a więc w Chrystusie. Dlatego że wszystkie inne umowne miejsca, boję się, że są po prostu nierealne.

- A czy ksiądz nie odnosi wrażenia, że powoli tracimy wymiar chrześcijański Świąt Bożego Narodzenia, że stają się one coraz bardziej skomercjalizowane?

Jestem w pewnej rozterce, gdy patrzę na to, co się dzieje. Bo z jednej strony, oczywiście, komercjalizacja Świąt jest czymś smutnym - ta komercjalizacja powiedzmy sobie szczerze, odebrała nam np. Adwent - jako czas tęsknoty, przygotowania i poszerzania serca - czas pewnego wyciszenia.

Natomiast z drugiej strony, kiedy patrzę na to, co stało już w krajach zachodnich, czy też zdarzyło się w jednej z redakcji, która kiedyś była taka bardzo prawicowa, żeby nie powiedzieć wręcz katolicka, gdzie dziennikarzom zabroniono śpiewać kolędę przed kamerami własnej gazety, w takiej wewnętrznej telewizji, czy to, co się stało w Szwajcarii, gdzie zabroniono pracownikom ubierać choinkę na Boże Narodzenie, bo wszędzie obowiązuje neutralność, to w tym momencie ja doceniam również to, że jeżeli cała sieć handlu i reklamy wykorzystuje, żeruje niejako na tej naszej symbolice chrześcijańskiej po to, aby nas zmobilizować do zakupów, to świadczy, że ten katolicyzm, te odniesienia katolickie, nawet jeżeli one są w sferze tradycji, a nie w sferze jakiejś mistyki, to, że one są silne.

I w sumie to wolę, kiedy nas będą hipermarkety bombardować, może nie w porę, tymi melodiami bożonarodzeniowymi, niż sytuacje, w której nie wolno będzie tych melodii słuchać i w ogóle się odnosić do tej symboliki bożonarodzeniowej

Aczkolwiek my jako chrześcijanie musimy dbać, bronić tożsamości tego wszystkiego, treści, żeby nie było już tak, że zamiast Św. Mikołaja będzie gruby, opasły pan z czerwonym nosem i zamiast Bożego Narodzenia i Pana Jezusa w żłóbku to będą renifery, bo to nie o to chodzi. Musimy dbać o zachowanie swojej tożsamości, bo kiedy ta tożsamość będzie silna, to cała ta otoczka musi się dostosować. Oczywiście ona czasami żeruje na tym, co dla nas jest ważne, ale cóż, ciągle jest tak, że pasożyty pojawiają się na żywym organizmie...

not. zrk
[fot.PAP/Adam Ciereszko]
CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook