Jedynie prawda jest ciekawa

Ks. Zieliński: Prof. Chazan nie chce być katem

12.06.2014

Profesor nie odmawia żadnych świadczeń medycznych. Jeśli przychodzi do niego pacjentka w trudnej sytuacji, nawet w takiej, w której trzeba zaryzykować życiem dziecka - to profesor nie odmawia. Profesor nie chce być katem.

Czy nagonka na prof. Chazana to konsekwencja podpisania przez środowisko lekarskie deklaracji wiary? Dlaczego ten dokument wywołuje takie emocje?


Ks.Henryk Zieliński: Sprawa deklaracji wiary podpisana przez prawie 3 tys. lekarzy była tylko pretekstem do tego, by ten atak został przeprowadzony. Bo  w Polsce postępują procesy laicyzacyjne -spychanie religii do narożnika, wyłącznie do życia prywatnego, wręcz intymnego. Mówienie o religii w systemie, w którym żyjemy, staje się bardziej krępujące od rozmów o seksie. O seksie się mówi dość otwarcie. A do swojej wiary należałoby się nie przyznawać i uważać ją za sprawę absolutnie prywatna. Kierowanie się zasadami wiary w życiu codziennym jest traktowane jako wręcz naganne. 

Dlaczego?

Bo przyznawanie się do wiary i kierowanie jej zasadami sprawia, że człowiek przestaje być bezwolną marionetka w rękach tych, którzy chcieliby mieć rząd nie tylko administracyjny, ale też władzę nad duszami.

Profesor Chazan jest atakowany za to, że nie wskazał lekarza, który mógłby dokonać aborcji ,a do tego zobowiązywała go ustawa. Czy często w zawodzie lekarza dochodzi do konfliktów sumienia na tle sprzeczności prawa i wiary?


Z moich kontaktów z tym środowiskiem wynika, że znacznie częściej konflikt sumienia zachodzi u lekarzy z powodu tego, ze prawo każe im  wysyłać pacjentów na niekończące się badania, zanim przepiszą im stosowne leki .A kolejki do specjalistów są bardzo długie. Więc lekarze, często ryzykując własnymi zarobkami i karami pieniężnymi, kierując się właśnie sumieniem, wypisują swoim pacjentom leki, których normalnie nie mają prawa im wypisywać. Bo jeśli lekarz pierwszego kontaktu ma informację, że na wizytę u specjalisty pacjent będzie czekał 4 miesiące, to  przepisuje lek sam, bo chce pomóc. To znacznie powszechniejsze przypadki niż te, że ktoś musiał odmówić aborcji. 


Przy okazji sprawy deklaracji i prof. Chazana okazało się, że środowiska lekarskie mają dziś zupełnie inne podejście do spraw życia i śmierci niż  jeszcze 20 lat temu, kiedy aborcję traktowano jako dość banalny "zabieg".


Środowisko lekarskie, tak zresztą jak i całe społeczeństwo, ma dziś znacznie bardziej pogłębione  podejście do życia. Zdało sobie sprawę z tego, czym jest aborcja. Samo wprowadzenie badań EEG, dzięki którym można zobaczyć jak wygląda dziecko w łonie matki, powoduje, że zwłaszcza specjalista, nie może zamykać oczu i udawać, że nie widzi, że ma do czynienia z żyjącym człowiekiem. Gdy byłem duszpasterzem akademickim miałem takie doświadczenie, że wśród studentów uczestniczących w spotkaniach akademickich, najwięcej proporcjonalnie było studentów  medycyny. I z nimi można było najpoważniej porozmawiać. A to dlatego, że oni codziennie dotykali spraw najważniejszych. To nie humaniści, którzy mogą sobie bezkarnie pofilozofować. Tu chodzi o ludzkie życie  i to wymaga znacznie głębszej refleksji.  Obcowanie z ludzkim ciałem w prosektorium, z ludźmi cierpiącymi w szpitalach, wymaga szczególnej wrażliwości i tę wrażliwość wzmaga. 


Czy zachowanie prof Chazana powinna być wzorcem dla innych lekarzy? Czy jednak aż tak daleko idącego poświęcenia Kościól nie oczekuje? Wiele wskazuje na to, że profesor może zapłacić stanowiskiem za swoją postawę.


Wierzę, że prof. Chazan oprócz tego, że kosztuje go to wiele nerwów i stresów, to jednak w sferze prawnej - nie zapłaci. Bo byłoby to ukazanie systemu prawnego jako krańcowo hipokrytycznego, krańcowo zakłamanego . Prof. zachował się tak, jak każdy katolik powinien się zachować, jak się zachowuje wielu wierzących lekarzy i w ogóle ludzi sumienia. Bo przecież także wielu lekarzy niewierzących też klauzulę sumienia stosuje.  Natomiast tutaj niepotrzebnie premier wprowadza ludzi w błąd,  mówiąc, że profesor odmawia zapisanch świadczeń medycznych pacjentce i dlatego nie ma dla niego miejsca w publicznej służbie zdrowia.  Profesor nie  odmawia żadnych świadczeń medycznych. Jeśli przychodzi do niego pacjentka w trudnej sytuacji, nawet w takiej, w której ratując,  trzeba zaryzykować życiem dziecka - to profesor nie odmawia. Profesor nie chce być katem. Tylko tyle. W średniowieczu instytucja kata istniała, ale zawsze z daleka od szpitala. Pofesor  w jednym z wywiadów mówi wprost: jeśli chcecie powołajcie instytucję kata, ale nie każcie tej funkcji sprawować lekarzom. To nie są świadczenia medyczne, gdy chodzi o uśmiercanie. Jeżeliby chodziło o zagrożenie życia kobiety, to o ile znam profesora, na pewno pomocy by nie odmówił. Tak jak nigdy nie odmówił do tej pory. 


not. ansa
[fot.tvn24.pl]
Słowa kluczowe:

lekarze

,

nagonka

,

życie

,

aborcja

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook