Jedynie prawda jest ciekawa

Ks. Duszkiewicz: Ksiądz nie może iść na układy

16.11.2012

O tym, dlaczego policja zainteresowała się treścią kazania mówi ks. Tomasz Duszkiewicz, autor homilii. Nie możemy za pieniądze na kostkę brukową położoną pod kościołem czy wyremontowany dach ulegać wpływom

Stefczyk.info: Mógłby ksiądz przybliżyć szczegóły opisywanej w prasie sytuacji z wizytą policji po wygłoszonym przez księdza kazaniu?

Ks. Tomasz Duszkiewicz: Kazanie było oparte na homiliach księdza Piotra Skargi. Mówiłem w moim kazaniu o grzechu niezgody w ojczyźnie, on właśnie mówił o tym w swoich czasach, czyli na przełomie piętnastego i szesnastego wieku. Odwołałem się do dzisiejszych czasów; mianowicie, że również dziś widać tę niezgodę – wszyscy ze wszystkimi się kłócą, zamiast zająć się sprawami ojczyzny. Mówiłem o nienaruszalności religii, o tym, aby nie atakować Kościoła i krzyża. I dziś znalazłem też podobne przykłady takiej sytuacji. Odwołałem się też do chyba najbardziej znanego porównania ks. Skargi – ojczyzny jako okrętu, który tonie. Te grzechy doprowadziły do tego, że nasza ojczyzna została wymazana z mapy Europy i świata. To miało miejsce pięć wieków temu, ale słowa są wciąż aktualne i należy się nad nimi zastanowić. Przypomniałem o prawach niesprawiedliwych i o niekaralności grzechów jawnych, o których mówił też ks. Skarga. To chyba najbardziej uraziło i wzbudziło kontrowersje. Odwołałem się do sprawy smoleńskiej, bowiem na tym przykładzie najlepiej widizmy, jak obecnie rządzący zamiast robić wszystko co w ich mocy, by wyjaśnić przyczyny katastrofy, oddają śledztwo Rosjanom. Mówiłem o słowach marszałek Kopacz, o braku odpowiedzialności rządzących i jawnych zaniedbaniach państwa. To są w mojej opinii grzechy jawne. Wreszcie powiedziałem też, że coraz więcej wskazuje na to, że katastrofa nie była przypadkiem. Nie chciałem, żeby to kazanie nawoływało do nienawiści – apelowałem o to, by wzajemnie się szanować, ale nie zapominać o tradycji i kulturze.

Stefczyk.info: Jak doszło do tego, że policja zainteresowała się treścią homilii?

W niedzielę otrzymałem sygnał, że niektórzy są oburzeni – a zwłaszcza jedna osoba, która zamierza zgłosić sprawę na policję. Pretensje tej osoby polegały na zarzucie, który sprowadza się do prostego pytania: jak ja mogę w trakcie homilii wspomnieć o katastrofie smoleńskiej?! Myślałem jednak, że sprawa rozejdzie się po kościach. W środę byłem w szpitalu, gdzie odwiedzałem ks. proboszcza, który leczy kontuzję kolana. Siedziałem na sali rehabilitacyjnej i nagle słyszę pukanie, wchodzi policja, konkretnie dwóch policjantów. Nie chcę mówić o nazwiskach, to też są nasi parafianie. Zrobiło mi się ciepło, lekko się przestraszyłem. Zadałem pytanie: Panowie w mojej sprawie? Okazało się, że tak. Policji chodziło głównie o część kazania dotyczącą działań policji wobec uczestników marszu w obronie Telewizji Trwam. Policjanci mówili, że są poruszeni, że ja na pewno mówiłem to w emocjach… Wreszcie poprosili, bym na kolejnym kazaniu sprostował te informacje.

Stefczyk.info: Skończyło się na prośbach?

Generalnie byli uprzejmi, ale w pewnym momencie powiedzieli, że za takie pomówienia może być sprawa cywilna. Skończyło się jednak tylko na prośbach, dzięki Bogu.

Stefczyk.info: Głównym zarzutem policjantów były księdza słowa o działaniu policji przed marszem? Co ksiądz dokładnie mówił o ich działalności?

Tak, ja mówiłem o działaniach policji wobec jadących na Marsz Niepodległości, a wcześniej marsz w obronie Telewizji Trwam. Policjanci sprawdzali, dopytywali o szczegóły, wręcz nękali uczestników. Z tym, że ten człowiek, który na mnie doniósł zbulwersował się Smoleńskiem, a nie policją. Odmówiłem sprostowania treści w następnej homilii, to byłoby absurdalne. Poza tym te działania policji, o których mówiłem, były prawdziwe, otrzymywaliśmy sygnały od naszych parafian, mieszkańców, którzy jechali na marsz, więc kategorycznie odmówiłem sprostowania.

Stefczyk.info: Jak ksiądz ocenia całą sytuację?

Ksiądz powinien bronić przede wszystkim nauki bożej i człowieka. My nie możemy ulegać układom. To powołanie Kościoła i księdza. Nie możemy za pieniądze na kostkę brukową położoną pod kościołem czy wyremontowany dach ulegać wpływom. To powołanie wszystkich księży, bo jest dzisiaj też tak, że księża mają w mankietach bardzo drogie spinki, żyją dobrze, ale nie możemy pod wpływem dobrobytu zamykać swoich ust. Tego nauczył mnie ksiądz biskup Antoni Dydycz, on broni człowieka, głosi ewangelię i nie idzie na układy z politycznymi aparatczykami. Taka jest w mojej opinii rola kapłana.

Dziękuję za rozmowę.

not. sv

[Fot. blogpress]

Słowa kluczowe:

ksiądz

,

katastrofa smoleńska

,

policja

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook