Jedynie prawda jest ciekawa

Media przekłamują obraz ojcostwa

01.02.2016

Zastępca rzecznika archidiecezji krakowskiej podsumowuje badania, które były tematem jego pracy doktorskiej, obronionej pod koniec ubiegłego roku na Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie. Wynika z nich, że mimo licznych przykładów pozytywnych, media promują negatywny obraz ojca, co rzutuje na obraz Boga w powszechnej świadomości. Ks. dr Studnicki mówi też, które media przedstawiają najlepiej ojca, które zaś są dla niego najbardziej krytyczne.

Alina Petrowa-Wasilewicz, KAI: Obraz ojca rodziny w prasie - analiza "wypowiedzianego" i "niewypowiedzianego" w czterech dziennikach - RzeczpospolitejGazety WyborczejThe New York TimesCorriere della Sera- to temat doktoratu, który obronił Ksiądz w listopadzie ubiegłego roku na Wydziale Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Świętego Krzyża w Rzymie u prof. Norberto Gonzaleza Gaitano. Skąd pomysł na taki temat?

Ks. dr Piotr Studnicki: Na Uniwersytecie Santa Croce istnieje grupa badawcza, w skład której wchodzą naukowcy z kilkunastu uniwersytetów na świecie, która analizuje obraz rodziny w mediach. Celem tych badań jest pomoc organizacjom, które zajmują się promocją rodziny w przestrzeni publicznej, aby to robiły profesjonalnie, pozytywnie, bardziej strategicznie. Dzieląc się wynikami naszych analiz, staramy się służyć radą, w jakim kierunku warto iść, na jakich toposach się oprzeć, jakich kalk używa się najczęściej do przedstawienia ojcostwa i macierzyństwa czy osób starszych. Dorobek grupy jest dostępny na stronie internetowej www.familyandmedia.eu w języku włoskim, hiszpańskim i angielskim.

W mojej pracy zająłem się analizą tekstów, których bohaterem jest ojciec rodziny, opublikowanych w czterech wspomnianych dziennikach w czerwcu i grudniu 2012 r. W ciągu tych dwóch miesięcy ukazało się ponad 900 artykułów, w których ojciec rodziny jest wspominany, z czego w 355 przypadkach jest on ważnym bohaterem tekstu. Już na wstępie okazało się, że najczęściej o ojcostwie pisze się w New York Times i Corriere della Sera, rzadziej w Gazecie Wyborczej, najmniej w Rzeczpospolitej. 

KAI: W jaki sposób badał Ksiądz te teksty?

- Interesowały mnie w nich trzy elementy. Po pierwsze, tzw. frame, czyli rama interpretacyjna, w którą dziennikarz oprawia informację. Często widać ją w tytule, w pierwszych i ostatnich zdaniach tekstu lub w kluczowych słowach użytych w artykule. Rama wpływa na lekturę artykułu, gdyż narzuca określoną interpretację całego tekstu i najdłużej zostaje w głowie czytelnika po jego lekturze. Kolejnym elementem, który starałem się ustalić, jest topos. Ten starożytny koncept oznacza z języka greckiego „miejsce wspólne”, tzn. takie przedzałożenie, w którym autor tekstu spotka się z czytelnikiem i zrozumieją się bez słów. Wytłumaczę to na przykładzie. Artykuł opisujący cierpienie spowodowane konfliktem w rodzinie, oparty jest na prostym przedzałożeniu: tylko zjednoczona rodzina jest szczęśliwa. Gdyby piszący i czytający nie spotkali się w tym przedrozumieniu, opisywanie rozbicia jako dramatu byłoby niezrozumiałe. Toposy wyrażają więc prawdy, których nie trzeba szczegółowo tłumaczyć, co do których jesteśmy zgodni, bo odwołują się do ludzkiej natury, do najgłębszych inklinacji, które są w każdym człowieku. I to jest trzeci element, który starałem się ustalić podczas analizy artykułów: do jakich ludzkich inklinacji najczęściej odwołują się artykuły o ojcostwie? Porównując tekst dziennikarski do utworu muzycznego, można powiedzieć, że frame jest jak refren najmocniej zapadający w pamięć, topos przypomina motyw muzyczny, w oparciu o który zbudowany jest cały utwór, a inklinacje ludzkiej natury są jak struny, na których wygrywana jest melodia.

KAI: Czym konkretnie są te inklinacje, czy też jak je Ksiądz nazywa - „struny” ludzkiej natury?

Opierając się na koncepcji cnót społecznych opisanej przez Arystotelesa, a następnie przejętej i rozwiniętej przez św. Tomasza z Akwinu, wyróżniam dziewięć takich „strun”. Są nimi: pieta, czyli inklinacja do naszego źródła – rodziców, ojczyzny, Boga; potrzeba autorytetu; pragnienie prawdy; honor rozumiany jako projekcja społeczna postępowania moralnego lub niemoralnego na członków wspólnoty, w której człowiek żyje; stosunek do prawa i państwa; umiejętność posiadania i dawania czegoś; zdolność dawania siebie, czyli do miłości; umiejętność odpowiedzi na otrzymany dar, czyli wdzięczność i w końcu poczucie sprawiedliwości. Każda z tych dziewięciu inklinacji może się wyrazić w sposób pozytywny lub negatywny, tzn. jako cnota lub jako wada. Ważne jest to, że te inklinacje uzdalniają nas do życia społecznego, do budowania wspólnoty. One stoją u podstaw komunikacji międzyludzkiej, która – mówiąc obrazowo i z pewnym uproszczeniem – polega na wygrywaniu „melodii” na „strunach” naszej wspólnej natury. 

KAI: W jakie „struny” najczęściej uderzają dziennikarze pisząc o ojcostwie?

- Według mojej analizy, z tekstów prasowych najmocniej przebija potrzeba ojcowskiego autorytetu, do której odwołuje się blisko 40 proc. artykułów, oraz pieta, czyli wymiar ojcostwa jako przekazywanie życia, które widać w 30 proc. przebadanych tekstów. Dominacja tych dwóch „strun” nie powinna dziwić, gdyż chodzi o podstawowe zadania ojca: zrodzenie oraz wychowanie potomstwa. Mężczyzna jest odpowiedzialny nie tylko za to, aby wraz z kobietą przekazać życie dziecku, ale również aby je wychować w oparciu o autorytet potwierdzony przykładem życia. Wśród pozostałych strun, znajdują się miłość rodzicielska, do której odwołuje się 15 proc. artykułów, oraz honor, umiejętność posiadania i dawania oraz pragnienia prawdy, w które uderzają co dziesiąty z analizowanych tekstów. Najrzadziej, bo tylko w 5 proc. tekstów, widać cnotę wdzięczności i stosunek do prawa.

KAI: Czy porównując obraz ojca rodziny w czterech przebadanych przez Księdza dziennikach, można zauważyć istotne różnice?

- Różnice są bardzo duże. Dziennikarze New York Times i Corriere della Sera pisząc o ojcu najczęściej ukazują go jako wychowawce dzieci, akcentują jego odpowiedzialność za potomstwo, opisują go w kontekście cierpienia przeżywanego we wspólnocie rodzinnej lub zwracają uwagę na ojcowski honor, który wyraża się najczęściej poprzez dumę lub wstyd rodzica z powodu postępowania swojego dziecka. W prasie polskiej dominują zupełnie inne wymiary ojcostwa. Najczęściej widać w nich rodzica rozbitego między obowiązkami rodzinnymi a pracą zawodową, ojca borykającego się z problemami ekonomicznymi rodziny, który liczy na wsparcie państwa, w postaci polityki prorodzinnej, urlopów prorodzinnym, tacierzyńskich, przychylnego prawodawstwa.Z pewnym uproszczeniem można powiedzieć, że tytuły zagraniczne poprzez eksponowanie takich elementów jak wychowanie, odpowiedzialność, honor i cierpienie, ukazują przede wszystkim wymiary wewnętrzne ojcostwa. Natomiast gazety polskie, częściej koncentrując się na problemie pracy, ekonomii i polityce państwa, akcentują zewnętrzne aspekty rodzicielstwa, bardziej społeczne, które oczywiście też są bardzo ważne.

KAI: Jak można wytłumaczyć te różnice?

- Chyba nie ma łatwej i jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Myślę, że przyczyn tych różnic trzeba szukać w odmiennościach kulturowych społeczeństw, a także w uwarunkowaniach ekonomiczno-politycznych państw. Nie bez znaczenia jest też linia redakcyjna czy światopogląd konkretnego dziennikarza. Nieraz to właśnie te ostatnie decydują o sposobie potraktowania tematu. Aby to wyjaśnić, posłużę się przykładem. W 2012 r. z okazji Dnia Ojca Gazeta Wyborcza i Rzeczpospolitej opublikowały artykuły na temat ojcostwa. Obie gazety ukazały ten sam problem, tzn. konflikt między pracą zawodową a życiem rodzinnym, z którym borykają się współcześni ojcowie, ale uczyniły to w bardzo różny sposób. Dziennikarz Rzeczpospolitej sugeruje, że wspomniany konflikt można rozwiązać poprzez zmiany w prawodawstwie prowadzących do uelastycznienia godzin pracy. Dla redaktora Gazety Wyborczej problem ojca rozbitego między rodziną a pracą musi doprowadzić do rozpadu związków i zwiększenia liczby rodziców samotnie wychowujących dzieci.

 Rolę nieobecnego rodzica ma przejmować państwo, stając się w ten sposób „wielkim rodzicem”. Ten sam problem można ukazać w jeszcze innej ramie interpretacyjnej. Przykładem jest artykuł opublikowany w tym samym miesiącu w New York Times na temat młodych matek, które równocześnie robią karierę zawodową. Nie widać w nim konfliktu między rodziną a pracą. Ojciec jest w tym artykule postacią drugoplanową, ale bardzo ważną, bo poprzez włączenie się w wychowanie dzieci wspiera i pomaga żonie w połączeniu macierzyństwa i kariery zawodowej.

KAI: Te trzy artykuły odzwierciedlają więc odmienne filozofie?

- Zdecydowanie tak. To właśnie te odmienne filozofie wpływają na tak skrajnie różne interpretacje tego samego problemu i propozycje rozwiązania konfliktu. Z jednej strony opcja pozytywna, ratująca jedność rodzinną poprzez współpracę małżonków i rodziców lub bardziej prorodzinne prawo pracy. Z drugiej optyka negatywna, według mnie ideologiczna, ukazująca rozbicie małżeństwa jako coś nieuchronnego i przejęcie przez państwo roli rodzica.

KAI: Czy w tekstach o ojcostwie często widać ślad wojny ideologicznej, która się toczy wewnątrz naszej cywilizacji i w ramach której często dezawuuje się postać ojca?

- Ideologiczne ujęcia ojcostwa zauważyłem w ok 10 proc. analizowanych przeze mnie tekstów. Najczęstszą ideologią jest wojujący feminizm, który pokazuje relacje między mężczyznami i kobietami jako walkę. On jest wrogiem, ona musi zrzucić jego jarzmo. Konsekwencją tych założeń jest sprowadzanie ojca do oprawcy odpowiedzialnego za przemoc w rodzinie. Inną częstą ideologizacją jest ukazywanie ojcostwa w kontekście tzw. praw osób homoseksualnych, przede wszystkim do adopcji i wychowania dzieci. Pozornie wydaje się, że ten postulat jest afirmacją rodzicielstwa. Faktycznie jednak zasada „nieważne czy dziecko ma ojca i matkę, czy dwóch ojców czy dwie matki, istotne aby się kochali” podważa niezastąpioną rolę ojca w rodzinie i społeczeństwie. Kolejną ideologizacją jest promowanie tzw. „dobrego rozwodu”, który ukazuje rozbicie związku małżeńskiego jako coś naturalnego, pozytywnego i bezproblemowego. Takie ujęcie przemilcza negatywne skutki rozwodów, które szczególnie dotkliwie uderzają w dzieci. Ideologiczne podejście do ojcostwa widać także w artykułach, które ukazują posiadanie dziecka jako prawo, które za wszelką cenę należy się rodzicom. Według takiej optyki, dziecko nie jest darem, który rodzice przyjmują bezwarunkowo. Skrajną postacią ideologii jest gender, która ukazuje tożsamość człowieka, a więc także ojcostwo i macierzyństwo, jako kwestię zupełnie dobrowolnego wyboru niezwiązanego z naturalnymi uwarunkowaniami biologicznymi człowieka. 

KAI: Ślady ideologii zauważył Ksiądz w co dziesiątym tekście. Co z pozostałymi 90 proc. informacji? Jaki obraz ojcostwa ukazują?

- Ciekawe jest to, że postać ojca pojawia się we wszystkich sekcjach tematycznych gazet – w informacjach dotyczących polityki, kultury, sportu, ekonomii, kronice wydarzeń, itd. To pokazuje, jak bardzo naturalnym tematem jest ojcostwo, skoro przewija się niemal przez wszystkie aspekty życia opisywanego przez dziennikarzy. W większości artykułów analizowanych przeze mnie, obraz ojca rodziny jest pozytywny. Najlepszy jest w Rzeczpospolitej, gdzie dobre przykłady stanowią niemal 70 proc. przypadków. W gazecie włoskiej i amerykańskiej ilość pozytywnych artykułów o ojcostwie wynosi ok 60 proc. Tylko w Gazecie Wyborczej ilość przykładów negatywnych nieznacznie przeważa nad pozytywnymi. Zastanawiający jest fakt, że choć obraz ojca na łamach gazet jest w większości pozytywny, to w dziale dotyczącym kultury zdecydowanie przeważa ilość artykułów ukazujących negatywne przykłady ojcostwa.

KAI: Z czego to wynika? Dlaczego eksponuje się negatywny obraz ojca?

- Myślę, że można postawić dwie hipotezy. Jeśli przyjmiemy założenie, że kultura jest lustrem rzeczywistości, to można tłumaczyć, że literatura, teatr i film odzwierciedlają po prostu kondycję ojcostwa, które znajduje się dzisiaj w tak dennym i opłakanym stanie. Nie jestem zwolennikiem tej hipotezy. Myślę, że rzeczywistość – w tym także kondycją ojcostwa – wygląda lepiej niż nam ją niektórzy przedstawiają. Przypuszczam, że chodzi o fakt, iż łatwiej jest zbudować akcję utworu literackiego, teatralnego lub filmowego na konflikcie, na przykład rodzinnym, między rodzicami a dziećmi. Konflikt przyciąga uwagę. Łatwo nim zainteresować czytelnika, słuchacza lub widza. Łatwo go „sprzedać”. To dlatego kultura masowa częściej go eksponuję, ukazując konfliktowe relację rodzinne i negatywny obraz ojcostwa. 

KAI: Media powinny opisywać rzeczywistość, ale zwłaszcza kultura masowa uznawana jest za ważny czynnik wychowawczy, kształtujący świadomość odbiorców.

- Albo antywychowawczy, wpajający w skrajny indywidualizm, do którego zachęca nas wiele dzieł kultury masowej. Wpajają one odbiorcy filozofię zrywania więzi, ubóstwiają całkowitą autonomię. Istnieje mocna presja na jednostkę, by od nikogo nie zależała i niczego się po innych nie spodziewała. I ten kult autonomii stoi za obrazem ojca w produktach kultury masowej.

KAI: Czy negatywny obraz ojca wpływa na obraz Boga?

- Tak, bez wątpienia. Mówię to na podstawie własnego, dziewięcioletniego doświadczenia pracy duszpasterskiej w Polsce, Włoszech, Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Doświadczenie rodzica i obraz Boga są ze sobą splecione niezwykle mocno. W pewnym sensie rodzic jest pierwszym objawieniem ojcostwa Boga. Uderzenie w ojca rodziny jest pośrednio uderzeniem w wiarę, w więź z Bogiem. Często pociąga za sobą negatywne i długotrwałe skutki. Dlatego promocja i obrona rodziny, relacji międzypokoleniowych, to z natury praca preewangelizacyjna.

KAI: Wracając do tematu badań, powiedział Ksiądz, że większość artykułów ukazuje ojca od strony pozytywnej. Skąd więc opinia, że prasa pisze najczęściej o tym, co złe?

- Moja analiza pokazuje, że jeśli ojciec jest postacią pierwszorzędną w tekście, czyli jest obecny w tytule, leadzie, o wiele częściej jest postacią negatywną. Jeżeli natomiast jest postacią drugoplanową, znacznie częściej jest pozytywną. Tak więc przy pobieżnej lekturze gazety, polegającej na przeglądaniu tytułów i co najwyżej leadów, obraz ojca jest bardzo negatywny. Dla przykładu, w New York Times gdzie jak wspomniałem 60 proc. artykułów opisuje ojca pozytywnie, aż w 80 proc. tytułów, w których pojawia się słowo 'ojciec' lub 'tata', ojcostwo jest ukazane od ciemnej strony. 

 Okazuje się, że w prasie nie brakuje pozytywnych przykładów, ale są one jakby schowane, ukryte w tekście. Natomiast na pierwszym planie eksponowane są złe przykłady. Wydaje mi się, że media można porównać do stawu, na powierzchni którego pływa gruba warstwa brudów i śmieci. Stojąc na brzegu, myślimy: Ta woda jest brudna, do niczego się nie nadaje. Ale jeśli nie zatrzymamy wzroku tylko na powierzchni, ale zanurkujemy, to okaże się, że pod warstwą śmieci jest dużo czystej wody. I że tej wody jest zdecydowanie więcej niż brudu i śmieci.

KAI: Ojciec pokazywany jest z punktu widzenia brudnego stawu.

- Badania pokazują, że mamy do czynienia z przeakcentowaniem negatywnych przykładów rodzicielstwa. Dziennikarze nierzadko idą na łatwiznę, próbując złapać czytelnika na przykłady negatywne, na konflikt, na skandal. Zapewne wiele trudniej wzbudzać zainteresowanie sprawami dobrymi i budującymi oraz wymyślić pozytywny tytuł, który przykuwałby uwagę czytelnika. Myślę, że wspomniana tendencja występuje nie tylko w czterech przebadanych dziennikach, ale jest to trend powszechny, który dotyczy także innych mediów. Jak widać, analizując teksty na temat ojcostwa, choć nie było to moim głównym celem, dotknąłem kondycji mediów. 

KAI: Media nie odzwierciedlają, a deformują?

- Media są jak ludzkie życie, w którym zło jest często bardziej krzykliwe, a dobro ciche i dyskretnie. Media są jak ich twórcy, odbiorcy i użytkownicy, których łatwiej zaciekawić przykładem negatywnym, a trudniej zainteresować pozytywnym. Media, jak każda inna przestrzeń ludzkiego życia, jest areną zmagania dobra i zła. Nie inaczej jest z ojcostwem. Z jednej strony jesteśmy dziś świadkami gwałtownego, zmasowanego ataku na ojcostwo. Najbardziej skrajnym przejawem jest teoria gender, która podważa tożsamość mężczyzny i kobiety, ojca i matki, wmawiając jednostce, że może sobie wybrać płeć bez związku z uwarunkowaniami biologicznymi. Taka ideologiczna lektura podważa ojcostwo jako wyraz męskiej tożsamości zakorzenionej w biologii. Z drugiej strony spotykamy się z inicjatywami, które bardzo świadomie propagują dojrzałe i odpowiedzialne ojcostwo. Konferencje, książki, stowarzyszenia, warsztaty, analizy, szkoły dla rodziców, formacyjne grupy mężczyzn, tato.net, itd. Z jednej strony niszczy się ojcostwo, z drugiej próbuje się go odkrywać i ratować. To jest współczesny paradoks.

Kilka lat temu we Włoszech ukazała się ciekawa książka zatytułowana "Kompleks Telemacha". Autor, Massimo Recalcati, z zawodu psychoterapeuta, twierdzi, że epoka Edypa, a więc czas odrzucenia autorytetu i roli ojca, chyli się ku upadkowi. Głośnym przejawem mijającej epoki była tzw. „rewolucja seksualna ’68”, której jedno ze sztandarowych haseł brzmiało „wróg mojego ojca jest moim przyjacielem”. Włoski terapeuta pisze, że dzisiejsze społeczeństwo bardziej niż ojcobójcę Edypa przypomina Telemacha, bohatera homeryckiej Odysei, który przez 20 lat z utęsknieniem czekał na powrót swojego ojca Odyseusza z wojny trojańskiej. Można powiedzieć, że jako społeczeństwo mamy już za sobą totalną kontestację autorytetu ojca. Dziś odkrywamy, że bez ojca nie da się żyć, że świat nie jest bez niego lepszy. Dziś szukamy ojca, pragniemy jego powrotu, potrzebujemy jego autorytetu. Oczywiście, nie oznacza to powrotu czy odtworzenia patriarchatu, który był wypaczeniem autorytetu ojca i jego roli w rodzinie i społeczeństwie. Kryzys ojcostwa nie wziął się z niczego.

KAI: Płacimy dziś za bezwzględny patriarchalizm, za to, że w rodzinie była tylko jedna osoba o nieograniczonej władzy i jedyna osoba uznawana za dojrzałą i dorosłą – mąż i ojciec.

- Szukając modelu ojcostwa można popaść w skrajności.W modelu patriarchalnym ojciec nie spełniał roli wychowawczej, gdyż był daleko od dziecka, był niedostępnym panem, a jego rola nierzadko ograniczała się do wymierzania kar. Dziś można zauważyć inny błąd, o którym piszą włoscy psychologowie i pedagodzy. Ojciec stał się kumplem do zabawy, maskotką do przytulenia. Nieraz bardziej przypomina „drugą mamę” niż tatę. Stał się słaby.**Nie wymaga, nie stawia granic, nie dopinguje do wzrostu. Trzeba odnaleźć autentyczny model ojcostwa. I to jest nasze ogromne wyzwanie.

***

 Statystyka

W 4 analizowanych tytułach w czerwcu i grudniu 2012 r. opublikowano 927 artykułów na temat ojca rodziny: 402 w The New York Times, 272 w Corriera della Sera, 160 w Gazecie Wyborczej oraz jej dodatkach, Wysokich Obcasach i Dużym Formacie, i 93 w Rzeczpospolitej oraz dodatku Plus Minus. W 355 przypadkach, ojciec jest ważna postacią w artykule: 126 w dzienniku amerykańskim, 123 w gazecie włoskiej, 72 w Gazecie Wyborczej i 34 w Rzeczpospolitej. W dzienniku amerykańskim oraz włoskim ukazują się średnio 2 teksty o ojcostwie na dzień, w Gazecie Wyborczej – jeden na dzień, w Rzeczpospolitej – jeden na dwa dni. Najbardziej pozytywny obraz ojcostwa znajduje się w Rzeczpospolitej (69 proc. pozytywnych, 28 proc. negatywnych, 3 proc. neutralnych). Kolejne są The New York Times (62 proc. pozytywnych, 37 proc. negatywnych, 1 proc. neutralnych), Corriere della Sera (59 proc. pozytywnych, 36 proc. negatywnych, 5 proc. neutralnych) oraz Gazeta Wyborcza (46 proc. pozytywnych, 47 proc. negatywnych, 7 proc. neutralnych). 

Ks. dr Piotr Studnicki

rocznik 1981, urodził się i wychował w Makowie Podhalańskim. Ukończył Arcybiskupie Seminarium Duchowne w Krakowie. Święcenia kapłańskie przyjął w 2006 r. z rąk Metropolity Krakowskiego Stanisława Kard. Dziwisza. W Latach 2006-2008 pracował w Parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Chełmku. W 2008-2015 studiował na Wydziale Komunikacji Społeczno - Instytucjonalnej Uniwersytetu Świętego Krzyża w Rzymie, gdzie obronił pracę doktorską pod tytułem ”Obraz ojca rodziny w prasie. Analiza 'powiedzianego' i 'nie powiedzianego' w The New York Times, Corriere della Sera, Gazecie Wyborczej i Rzeczpospolitej”*. Studiował także w Szkole Dziennikarstwa na Uniwersytecie Missouri w Columbia w USA ( styczeń-maj 2012). Jako aktywny użytkownik Twittera (@piotrstudnicki) jest współtwórcą profilu @duchowni oraz współorganizatorem akcji ewangelizacyjnych w mediach społecznościowych. Obecnie pracuje jako wikariusz parafii św. Floriana w Krakowie, zastępca rzecznika Archidiecezji krakowskiej oraz kierownik Redakcji Programów Katolickich im. ks. Andrzeja Baczyńskiego TVP Kraków. Jest zapalonym cyklistą oraz miłośnikiem biegania. 

K.R/KAI
[Fot.freeimages.com]


Galeria zdjęć

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook