Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Krzyszkowski: Nazwisko Pileckiego otwierało nam wiele serc

29.11.2014

Chcemy opowiedzieć historię uniwersalną o człowieku, którego ukształtowały wartości, który pozostał im wierny. Pilecki nie był bohaterem jednego czynu, ale przede wszystkim pracował nad sobą, kształtował swój charakter, był oddany rodzinie, Ojczyźnie, służbie – mówi Mirosław Krzyszkowski, reżyser filmu „Pilecki” w rozmowie z Janem Lorkiem.

Skąd pomysł na film o Witoldzie Pileckim?

To była idea, która powstała w Stowarzyszeniu Auschwitz Memento i środowisku skupionym wokół tego Stowarzyszenia. Przed kilkunastoma laty Bogdan Wasztyl przepisywał Raport Witolda, by doprowadzić do jego opublikowania w książce dra Adama Cyry „Ochotnik do Auschwitz”. Potem skutecznie nas tą historią "zaraził". Ta fascynacja towarzyszyła nam przez wiele lat wspólnej pracy nad innymi projektami, aż w końcu po zebraniu minimalnej kwoty w ramach zbiórki publicznej mogliśmy rozpocząć jej realizowanie w rzeczywistości.

Gdzie kręcono zdjęcia?


Zdjęcie były kręcone np. w Łopusznej (dworek), w Oświęcimiu, Brzeszczach, Jawiszowicach, Brzezince, w Nawojowej Górze koło Krzeszowic (sceny z końmi), w Warszawie (zdjęcia dokumentalne), na lotnisku aeroklubowym w okolicach Częstochowy, we Włoszech (Porto San Giorgio, gdzie byłem sam z kamerą prywatnie), wreszcie w dworku Koryznówka w Nowym Wiśniczu, miejscu historycznym, w którym Witold Pilecki ukrywał się przez kilka miesięcy po ucieczce z Auschwitz i gdzie pisał pierwszy raport o obozie. Logistycznie było to bardzo skomplikowane przedsięwzięcie, tym bardziej, że dysponowaliśmy bardzo ograniczonym budżetem, czterokrotnie niższym niż np. koszt produkcji niespełna minutowej reklamówki „Dziesięć lat Polski w UE” czy innych typowo komercyjnych produkcji. Udało się dlatego, że wszędzie nazwisko Pileckiego otwierało nam wiele serc, spotykaliśmy niezwykłych i życzliwych ludzi (choć nie tylko - ale to nie ma znaczenia, biorąc pod uwagę jak wiele dobrego doświadczyliśmy).

Na jakich źródłach oparty jest scenariusz? Konsultujecie się z rodziną? Jaki ma ona wpływ na film?

Scenariusz oparty był na Raporcie Witolda Pileckiego i jego innych, dostępnych pismach oraz wspomnieniach; publikacjach książkowych, rozmowach z historykiem (z doktorem Adamem Cyrą - autorem znakomitej, precyzyjnie napisanej książki o Witoldzie Pileckim), rozmowach i konsultacjach z rodziną (nagrane wcześniej wywiady i rozmowy z dziećmi Witolda Pileckiego). Scenariusz otrzymali najbliżsi (dzieci Witolda). Pan Andrzej Pilecki i jego rodzina bardzo się zaangażowali w pomoc scenarzystom i twórcom już na etapie pisania scenariusza i zbierania dokumentacji. Pan Andrzej Pilecki, wnuki i prawnuki Witolda Pileckiego pomagali nam również na etapie montażu i postprodukcji. Bardzo sobie cenimy ich pełne życzliwości zaangażowanie.

Jak to jest ekranizować prawdziwą historię? W końcu zakończenie możemy poznać przed obejrzeniem filmu. Na czym skupiacie się opowiadając tę historię? Jakie idee chcecie przekazać?

Chcemy opowiedzieć historię uniwersalną o człowieku, którego ukształtowały wartości, który pozostał im wierny. Pilecki nie był bohaterem jednego czynu, ale przede wszystkim pracował nad sobą, kształtował swój charakter, był oddany rodzinie, Ojczyźnie, służbie. Chcemy przekonać widzów, że warto być dobrym człowiekiem, który nie tylko bierze, ale przede wszystkim daje, że tacy ludzie kształtują całe pokolenia na wiele lat. Tak jak święci kształtują Kościół, tak tacy bohaterowie, jak Pilecki kształtują społeczeństwa.

Może pan powiedzieć coś więcej o odtwórcy roli tytułowej? Jak doszło do współpracy, jak się układa?

Marcin Kwaśny pojawił się w filmie za sprawą Bogdana Wasztyla, którego ujęło dostrzeżone w nim podobieństwo do Rotmistrza, profesjonalizm oraz duchowość. Po kilku tygodniach konsultacji z ekipą, zaproponowaliśmy mu tę rolę. Ujęła nas skromność Marcina, jego pokora podobna do pokory Pileckiego. Marcin Kwaśny, jak tylko porozumieliśmy się odnośnie naszej współpracy i przeczytał już scenariusz, bardzo się zaangażował. Sam wiele doczytywał na temat Pileckiego. Przeczytał "O naśladowaniu Chrystusa" Tomasza á Kempis (główna duchowa lektura Pileckiego). Z tego, co nam mówił, postać Rotmistrza bardzo go poruszyła, można nawet powiedzieć, że dała mu wiele dobrego: wzbogaciła jego spojrzenie na świat i ludzi. Marcin wielokrotnie to podkreślał.

Kogo jeszcze możemy zobaczyć w filmie?

W filmie będzie można zobaczyć wielu świetnych aktorów. Tych znanych szerszej publiczności i tych mniej znanych. Gościnnie wystąpił także Piotr Głowacki w roli Tomasza Serafińskiego. Nie chciałbym teraz wyróżniać jeszcze szczególnie jakichś nazwisk, byłaby to długa lista i każde nazwisko z jakąś ciekawą historią (przez ekran przewinie się prawie 100 osób). Jesteśmy im wdzięczni za to, że zgodzili się wzbogacić nasz film. Wszystkich aktorów łączyło bardzo zaangażowane podejście do roli. Reprezentują praktycznie wszystkie pokolenia: od dzieci po osoby w wieku bardzo dojrzałym. Przejeżdżali wielokrotnie setki kilometrów, aby zagrać jedną krótką kwestię. Zapewne dlatego, że to film o Pileckim...

Kiedy film wejdzie na ekrany?

Film trafi do kin na wiosnę 2015 r. Trudności wiążą się przede wszystkim z bardzo niskim budżetem. Musieliśmy często krajać tak, jak materii staje, ale zaangażowanie ekipy i pozytywny ładunek energii w zespole często pozwalała niwelować te przeszkody. W końcu PILECKI to projekt społeczny, tworzony przy wsparciu wielu prywatnych osób. Zdarzała się także ludzka nieżyczliwość, która próbowała przeszkadzać, ale to teraz nie jest istotne. Ludzi dobrych, pomocnych i życzliwych spotkaliśmy więcej. Mam nadzieję, że powstanie po prostu dobry, wzruszający film o uniwersalnym przesłaniu - to jest nasz cel.

W Internecie pojawił się filmik, na którym odtwórca głównej roli, Marcin Kwaśny, śpiewa piosenkę razem z zespołem Forteca. Jaka będzie ścieżka dźwiękowa filmu? Czy większość piosenek będzie autorstwa Fortecy?

Film nie będzie w zasadzie ilustrowany muzycznie piosenkami w trakcie prowadzenia narracji. Choć mamy w planie wykorzystanie jednego lub dwóch utworów Fortecy z ich płyty o Rotmistrzu, być może przy napisach końcowych. Ścieżka dźwiękowa będzie miała charakter oryginalny i planowana jest we współpracy z Fortecą oryginalna linia melodyczna do filmu, efekty dźwiękowo-muzyczne wzmacniające emocjonalny przekaz filmu itp. Forteca z radością podjęła temat. Z młodymi muzykami i twórcami z Fortecy współpracuje nam się bardzo dobrze. Wzięli przecież udział w poprzedniej produkcji Auschwitz Memento na temat ucieczki Witolda Pileckiego z Auschwitz, idąc jej szlakiem. Powstał przy tej okazji utwór "Ochotnik". Film o Pileckim łączy pokolenia również w tej sferze. Mamy nadzieję, że efektem tego będzie dobra i miejscami porywająca muzyka.

Jakie filmy pana interesują? Na co chodzi pan do kina, co ewentualnie kupuje na DVD?

Lubię filmy, których przekaz jest budujący i pozytywny. Sztuka powinna dawać człowiekowi nadzieję i pomagać mu być lepszym, szczęśliwszym, dobrym dla innych ludzi i przyrody, pomóc mu zachwycić się pięknem świata. Ostatnio widziałem po raz kolejny na DVD „Crystiadę” - to połączenie ważnej informacji historycznej z opowieścią o ludzkiej przemianie duchowej. Bardzo cenię Coppolę ("Czas Apokalipsy", "Ojciec chrzestny"), a "Misja" z Robertem de Niro (reż. Roland Joffe), którą pierwszy raz widziałem na Konfrontacjach w Krakowie poruszyła mnie bardzo głęboko i zmieniła moje postrzeganie świata (1986 rok, byłem wtedy młodym człowiekiem, wchodzącym dopiero w świadome życie). Kino jest moją pasją. Myślę, że uda się jeszcze wraz ze Stowarzyszeniem Auschwitz Memento zrealizować dalsze produkcje. Mamy kilka niezwykłych historii, które chcielibyśmy opowiedzieć szerszej publiczności. Już ruszają wstępne prace nad filmem o tragicznej historii oddziału Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem kpt. Henryka Flame „Bartka” zwanego „Królem Podbeskidzia”. Być może znów trzeba będzie się odwołać do społecznej ofiarności, jeśli na film o takiej tematyce i realizowany przez taki zespół z niezwykłą społeczną pasją nie znajdą się publiczne środki.Moim marzeniem jest także tworzenie dobrego, poruszającego kina chrześcijańskiego z przekazem zrozumiałym dla wszystkich - nie tylko chrześcijan. Napisałem również ostatnio powieść z gatunku watykańskich opowieści sensacyjnych (pod pseudonimem - taki był mój pomysł związany z budowaną fikcją literacką). Jest dostępna od czerwca w księgarniach w postaci papierowej i cyfrowej.

Może pan zdradzić tytuł, czy na razie ma to pozostać tajemnicą?

Tytuł książki, to „Polowanie na Franciszka”.  Myślę, że mogę już trochę odkryć tę tajemnicę.

Co myśli pan o istnieniu portali internetowych, na których można obejrzeć filmy, często za darmo lub też je pobrać? Czy nie wykańcza to rynku, a co za tym idzie samego kina?

Widujemy nasze filmy na takich portalach. Ja osobiście nie jestem zacięty w ściganiu. Skoro ludzie to kopiują i przekazują dalej, to znaczy, że chcą oglądać. To już wartość sama w sobie. Jednak, jak robić filmy bez pieniędzy? To przecież niemożliwe. Producent musi zarobić. To kwestia także świadomości widzów. Ja nie ściągam, bo czuję dyskomfort, że po prostu robię coś złego. Myślę, że trzeba po prostu zachęcać ludzi, aby poszli do kina, pożyczyli dobrze wydane DVD, aby oglądali film w komfortowych warunkach, z przyjemnością. Ściganie piratów jest trudne i bardzo pracochłonne. Pociąga też za sobą koszty, które potem trzeba doliczyć np. do biletu. To trudny temat. Ja naiwnie wierzę w człowieka i jego uczciwość... Wolę takie widzenie świata.

Słyszałem, że ekipa „Pasji” codziennie przed zdjęciami uczestniczyła we mszy. Podobno przed rozpoczęciem zdjęć Pan razem z ekipą odwiedził były obóz Auschwitz. Czy były osoby, które zobaczyły to miejsce pierwszy raz? W czym ta wizyta państwu pomogła?

Wizyta w Auschwitz była bardzo ważnym momentem, kiedy mogliśmy być razem, przeżywać razem. Pomogła nam ona zrozumieć, w jakim piekle znalazł się Pilecki i w jakich warunkach działał. Wielu także zainspirowała do nowych pomysłów realizacyjnych, które powstają tam, gdzie budzą się emocje, bo trudno opowiadać o Auschwitz dosłownie – potrzebne są głębsze metafory.

Gdyby mógł pan żyć w dowolnej epoce, jaki to byłby okres?

Przepraszam, jeśli ta odpowiedź zabrzmi może zbyt górnolotnie, ale tak to czuję. Chciałbym żyć tu i teraz, bo tu jest moje miejsce: moja Ojczyzna, moja Rodzina, ukochane dla mnie Osoby, moi Przyjaciele... Staram się nie oglądać zbytnio za siebie i nie szukać szczęścia w bliżej nieokreślonej przyszłości czy przeszłości. Chciałbym po prostu dobrze przeżyć swoje życie tak, aby kiedyś spotkać Miłosiernego Boga. Kiedy byłem ostatnio z żoną w Manoppello i zobaczyłem słynną chustę z wizerunkiem Chrystusa poczułem, że to ostateczne spotkanie ma bardzo konkretny i rzeczywisty wymiar - jak spotkanie z kochaną Osobą, której można spojrzeć prosto w oczy.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na Facebooku!

Rozmawiał Jan Lorek

[fot. profil Projekt: Pilecki na Facebooku]

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook