Jedynie prawda jest ciekawa

Kownacki: Parasol ochronny nad urzędnikami

13.10.2012

O zamianie ciał śp. Anny Walentynowicz oraz śp. Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej oraz odpowiedzialności MSZ w tej sprawie portal Stefczyk.info rozmawia z posłem Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem części rodzin ofiar tragedii smoleńskiej.

Stefczyk.info: Na portalu wPolityce.pl opisana została odpowiedź MSZ na pytanie dotyczące działań konsulów, którzy pracowali w Moskwie po katastrofie smoleńskiej. MSZ zaznacza, że urzędnicy plombowali trumny z ciałami, ale nie ponoszą odpowiedzialności za zamianę szczątków śp. Anny Walentynowicz oraz śp. Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej, ponieważ rolą konsula nie jest identyfikowanie ciał zmarłych. Jak Pan ocenia to stanowisko?

Bartosz Kownacki: To zaskakujące stwierdzenia. Przecież konsul RP poświadcza dokument, który mówi, że ciało danej osoby znajduje się w danej trumnie. Pracownicy MSZ twierdzą, że konsulowie nie dokonują identyfikacji. Tymczasem ja mam zupełnie inną wiedzę, mówił o tym zresztą również pośrednio prokurator Andrzej Seremet. Po tragedii smoleńskiej konsulowie dokonywali identyfikacji zwłok. Stanowisko MSZ nie polega na prawdzie.

Widzi Pan winę pracowników MSZ w zamianie ciał  śp. Anny Walentynowicz oraz śp. Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej?

W przypadku, gdy identyfikacji dokonała rodzina, konsul odpowiada za to, że dane ciało znajduje się w konkretnej trumnie. On odpowiada, by szczątki danej osoby trafiły do Polski. Błędem zasadniczym było to, że oni nie byli w chwili chowania ciał ofiar katastrofy smoleńskiej do czarnych worków. Urzędnicy polscy powinni być obecni nie w chwili lutowania trumien, ponieważ oni wtedy nic nie widzieli i nie byli w stanie niczego zweryfikować. Oni powinni być obecni w czasie wkładania ciała do worka. Gdyby tak się stało, można byłoby uniknąć tej pomyłki. Gdy konsul nie jest obecny przy tych czynnościach może wystawić dokument, który nie polega na prawdzie. I tak się stało. Za to powinien ponieść konsekwencje.

MSZ zaznacza również, że do pomocy rodzinom skierowanych zostało 60 pracowników resortu. W tym 20 konsulów.

Jestem ciekawy jak to ma się do słów m.in. premiera, który mówił, że po tragedii 2000 osób wspierało rodziny i organizowało pomoc. Można by sądzić, że największą grupą wśród tych osób byli właśnie pracownicy resortu spraw zagranicznych. Tymczasem ich było 60. To wskazuje, że prawdopodobnie słowa o dwóch tysiącach nie polegały na prawdzie. Warto przypomnieć, że wiele osób wskazywało, że w Rosji było za mało osób po katastrofie. Często urzędnicy pracowali po kilkadziesiąt godzin bez przerwy, bez snu. Było ich więc za mało. Ilość czynności do wykonania przy takiej skali katastrofy jest ogromna.

Po raz kolejny okazuje się, że w dokumentacji wytworzonej przez polskiego urzędnika znajduje się kłamstwo. Znów nikt za tę sytuację nie odpowiada. Do czego to prowadzi?

Widać, że został rozłożony w Polsce dziwny parasol ochronny nad urzędnikami. Stoi za tym premier Donald Tusk, który liczy zdaje się, że sam się pod tym parasolem ukryje. Na to samo liczą najwyżsi urzędnicy w kraju. Za każdym razem odpowiedzialność skupiałaby się na nich. Okazuje się, że wszyscy urzędnicy państwowi byli w Rosji prywatnie. Minister Kopacz, która była najwyższym przedstawicielem rządu w Moskwie i spotykała się ze stroną rosyjską, podpisywała dokumenty również była tam prywatnie. Konsulowie też byli prywatnie. Oni wszyscy polecieli tam z dobrej woli. To straszna hipokryzja. To pokazuje, że premier broni się w sposób nie do przyjęcia. W normalnym państwie ten sposób myślenia zostałby odrzucony. Wiadomo, że urzędnicy do Moskwy polecieli, jako urzędnicy, a nie prywatni ludzie. Wiadomo, że konsul poświadcza pewne dokumenty, a jeśli one są fałszywe, to ponosi za to odpowiedzialność. Urzędnik w randze ministra nie prowadzi w takim momencie prywatnej rozmowy, ale prowadzi rozmowy w imieniu państwa polskiego. Tymczasem nagle okazuje się, że w Polsce wylot polskiej delegacji do Smoleńska był prywatną wycieczką Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a organizowana po tragedii pomoc to była prywatna dobra wola premiera Donalda Tuska i jego kolegów. Nie sprowadzajmy poważnej sprawy do absurdu.

Rozmawiał Nal
[Fot. Wikipedia.pl]
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook