Jedynie prawda jest ciekawa

Kownacki: Jesteśmy całkowicie zależni

30.11.2012

O ostatnich badaniach w Smoleńsku oraz relacjach polsko-rosyjskich w śledztwie smoleńskim portal Stefczyk.info rozmawia z mecenasem Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej.

Stefczyk.info: "Gazeta Polska Codziennie" informuje, że w Smoleńsku ścięto brzozę, o którą rzekomo miał się rozbić tupolew 10 kwietnia. Z drzewa pobrano próbki do badań. Czy takie ekspertyzy są potrzebne?

Bartosz Kownacki: Badania brzozy w Smoleńsku oczywiście powinny się odbyć. Jeśli pobrano próbki w sposób profesjonalny - dokonali tego polscy eksperci, na wniosek śledczych, z zachowaniem profesjonalizmu przy zabezpieczeniu dowodów - to mamy do czynienia z pozytywnym wydarzeniem. Do tego jednak powinno dojść znacznie wcześniej. To był kluczowy dowód i powinien zostać zbadany zaraz po katastrofie, tak jak wszystkie elementy krajobrazu, które znajdowały się w Smoleńsku. Drzewo po ponad dwóch latach straciło zapewne szereg swoich właściwości. Ten materiał nie będzie kompletny. Niezwykle istotne jest również, żeby on trafił do Polski i był badany w kraju.

Co jeśli zostanie przetrzymany w Rosji i tam odbędą się ekspertyzy?

To zmieni zupełnie obraz tego wydarzenia. Jeśli materiał dowodowy ma znaleźć się niemal natychmiast w kraju i tu zostać przebadany, to mamy inną sytuację niż gdyby te ekspertyzy mieli przeprowadzić Rosjanie. Wtedy można się spodziewać, że wartość brzozy będzie zerowa, a materiał zostanie zniszczony. Jeśli badania będą robić Rosjanie, to jest wielka groźba, że ich wartość będzie taka sama, jak wartość protokołów z sekcji zwłok, że będzie miała tyle wspólnego z profesjonalizmem jak obchodzenie się Rosjan z tupolewem. Można się spodziewać, że badania przesłane z Rosji będą nierzetelne. Może się okazać, że mamy do czynienia z materiałem bezwartościowym.

Pojawiają się wątpliwości, czy ścięcie brzozy nie zablokuje możliwości przeprowadzenia symulacji związanych z rzekomym uderzeniem tupolewa w brzozę.

Dlatego mówiłem o konieczności profesjonalnego pobrania próbek do badań. Brzoza musiała zostać odpowiednio obfotografowana, żeby wiadomo było jak brzoza była ustawiona. To nie mogło się odbyć tak, jak przy okazji transportu wraku przez Rosjan. Jeśli mielibyśmy do czynienia z podobnym wydarzeniem, oczywiście doszło do zniszczenia dowodu, a nie pobrania materiału do badań. Jeśli możemy odtworzyć dokładnie, jak to drzewo rosło, to możemy mówić o rzetelnym pobraniu materiału. Jeśli jednak nie doszło do tego, to możemy mówić o sytuacji skandalicznej. Ja mam nadzieję, że badania prowadzone były przez osoby kompetentne.

Badania brzozy powinny zostać uzupełnione badaniem skrzydła, które miało uderzyć w drzewo?

Nie ulega wątpliwości, że te badania należy zestawić. To nie może być tak, że badania brzozy mogą pozostać w próżni. Te badania muszą być zweryfikowane np. właśnie poprzez ekspertyzy skrzydła. Trzeba również sprawdzić, czy na brzozie znajdują się fragmenty poszycia samolotu, a na samolocie fragmenty brzozy. Taka weryfikacja jest potrzebna. Zestawienia badań są potrzebne.

Sposób współpracy z Rosją powoduje, że to Rosjanie mają pozycję dominującą? Oni decydują, kiedy trafią do polski nasze badania?

Jesteśmy całkowicie zależni. To wynika z błędnych ustaleń i porozumień, zawieranych zaraz po katastrofie. To można było inaczej rozwiązać, zawierając choćby umowę ze stroną rosyjską. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby takie porozumienie zawrzeć. Taka umowa powinna gwarantować Polsce dostęp do wszelkich dowodów. Takie rozwiązania są znane i można było z nich skorzystać. Jednak tego nie zrobiono ani prawnie, ani faktycznie. Można było wypracować lepszy status polskiej strony choćby w praktyce. Można było np. wypracować, by kopia każdego dokumentu trafiała do Polski jeszcze przed oficjalnym obiegiem. Były możliwości wzmocnienia naszej pozycji, ale tego nie zrobiono.

Rozmawiał Nal
[Fot. Wikipedia.pl]
CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook