Jedynie prawda jest ciekawa

Kownacki: dlaczego wrak badany jest teraz?

31.10.2012

Jeżeli dajemy złodziejowi do przechowania przedmiot, który podejrzewamy, że ukradł, no to ja bym nie był nadmiernym optymistą że ten przedmiot do nas wróci i w jakim stanie - mówi mecenas Bartosz Kownacki, pełnomocnik rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej w komentarzu na temat próbek wraku, które są w Moskwie, a mają być przesłane do Polski w celu ich zbadania.

W ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z wieloma mocno niestandardowymi zachowaniami. Bo nie co dzień przecież prokurator generalny informuje premiera o ustaleniach śledztwa, nie co dzień prokurator spotyka się z redaktorem naczelnym w sprawie publikacji artykułu. Po artykule mamy błyskawiczną właściwie konferencję prokuratury wojskowej. Czemu mógł służyć ten przeciek informacji do "Rzeczpospolitej"?

Wiele wydarzyło się takich spraw, które być może ktoś chciałby przykryć. Mówię choćby o konferencji profesorów na temat Smoleńska, o ustaleniach udowadniających zamiany trumien z ciałami ofiar, o tajemniczych samobójstwach i choć oczywiście nie oskarżam redakcji "Rzeczpospolitej", to być może ktoś podrzucił takie informacje, żeby zasłonić te informacje, które stawiały w bardzo niekorzystnym świetle rząd Polski i w oczywisty sposób podważały raport komisji Jerzego Millera i komisji MAK. Nie mówię oczywiście o samej informacji "Rzeczpospolitej", ale o sposobie jej przedstawienia przez innych. No, bo proszę zauważyć, jaki komunikat przebił się do szeroko rozumianej opinii publicznej: "prokuratura zdementowała, że na pokładzie samolotu znaleziono ślady materiałów wybuchowych". A jest to przecież nieprawdą, bo prokuratura potwierdziła, że takie badania są prowadzone. Widocznie coś jest na rzeczy, prokuratura miała podstawy, żeby takie badania prowadzić. A odpowiednie przedstawienie tego co się działo później, spowodowało, że ta informacja mająca duże znaczenie nie jest traktowana wiarygodnie i po raz kolejny dzisiaj można powiedzieć, że z podniesioną głową chodzą wszyscy ci, którzy są zwolennikami raportu Millera. A, jak pan zauważył, a potwierdził to pan prokurator Szeląg, cztery tygodnie temu premier rządu polskiego spotkał się z prokuratorem generalnym, a nie jest premier ani pokrzywdzonym, ani oskarżonym, ani świadkiem w tej sprawie. Skoro prokuratorzy mówili, że doniesienia "Rzeczpospolitej" to jakieś mało znaczące elementy, to dlaczego w tej sprawie Donald Tusk spotykał się z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem. Przecież prokuratura jest w Polsce niezależna i w rutynowych sprawach nie kontaktuje się z premierem. A rozumiem i zgadzam się, że prokurator ma informować premiera o przebiegu spraw nadzwyczajnych.

Trzymając się faktów, jeśli we wraku tupolewa rzeczywiście znaleziono ślady materiałów wybuchowych, to premier wie o tym od prokuratora generalnego. W jaki sposób premier zamierza teraz o tej sprawie poinformować opinie publiczną, prędzej czy później będzie musiał to zrobić?

Nastąpi zapewne, właściwie już następuje takie dyskredytowanie tej informacji. Te interpretacje, to pokrętne dementi prokuratury. To są próby przedstawiania tej informacji w mało wiarygodnym świetle. A pytań jest przecież jeszcze więcej. Nie mam oficjalnego potwierdzenia, że takie substancje znaleziono na ciałach panów Przemysława Gosiewskiego i Janusza Kurtyki, ale dlaczego prokuratorzy dopiero po pół roku zdecydowali się na takie badanie wraku? Wiadomo przecież, że niektóre substancje chemiczne ulegają w pewnych warunkach atmosferycznych szybszemu rozkładowi. I to jest zarzut wobec prokuratury, ale też jest pytanie - co spowodowało właśnie teraz, że na takie czynności się zdecydowano, skoro wcześniej nie były konieczne. To już samo w sobie jest zastanawiające. Bo, albo jesteśmy konsekwentni i trzymamy się ustaleń rosyjskich naukowców i komisji Jerzego Millera i wtedy nie byłoby trzeba wcale przeprowadzać tych badań pirotechnicznych, albo musiały zaistnieć jakieś istotne przesłanki, które uzasadniły te badania. Ja bym się też chciał dowiedzieć, bo prokuratura o tym nie powiedziała, co się stało z próbkami pobranymi z tupolewa, a to badanie było wykonywane w ramach wniosku o pomoc prawną. Teraz jest pytanie, co się stało z tymi próbkami, gdzie one trafiły, i czy strona polska przez cały czas miała kontrolę nad tymi próbkami.

Sprawa próbek jest także co najmniej zastanawiająca. Polscy eksperci przygotowali próbki do badania, są na razie zdeponowane w Moskwie, Rosjanie zapewne dobrze ich dla nas pilnują i być może kiedyś nawet przyślą, żebyśmy mogli je przebadać w Polsce. Czy to nie absurdalne, że w tej drażliwej kwestii musimy znów polegać na Rosjanach?

No właśnie. Jeżeli dajemy złodziejowi do przechowania przedmiot, który podejrzewamy, że ukradł, no to ja bym nie był nadmiernym optymistą że ten przedmiot do nas wróci i w jakim stanie. Załóżmy, że chcielibyśmy badać odciski palców na tym przedmiocie i ten złodziej o tym wie, to przecież jest jasne, że ten przedmiot dokładnie wytrze. Prokuratura musi działać zgodni z prawem, i tutaj pokutuje to, że nie ustalono szczególnych zasad współpracy w tej szczególnej sprawie. Przecież my mamy służby specjalne, zabezpieczenie tych próbek i przewiezienie do Polski tak, żeby nie przeszkodziła nam strona rosyjska, to nie jest na tyle wyrafinowana operacja, żeby te służby nie mogły sobie z nią poradzić. Mam wątpliwości, czy taka operacja w ogóle była planowana, czy na przykład pod przykrywka oficjalnych badań, nie można by tego zrobić. W normalnym kraju tak by zrobiono.

Wróciła także po raz kolejny sprawa wiarygodności komisji Jerzego Millera. Czy ustalenia "Rzeczpospolitej" nie podważają ostatecznie jej raportu?

Ja od początku nie miałem wątpliwości co do jakości raportu komisji Millera, ale udało się opinii publicznej zbudować taki obraz bardzo wiarygodnej komisji. A przecież podważyliśmy wiarygodność większości ustaleń tego zespołu, który oparł się prawie w całości na ustaleniach rosyjskich. Te ustalenia w znacznej mierze podważyły nasze własne, polskie badania. Ten ciąg nieprawdy zawarty w raporcie komisji Millera można obalić faktami, wcale nie chodzi tu o nasze przekonanie, oceny i przypuszczenia. Kwestionował tezy tego raportu choćby śp. pan Remigiusz Muś. Mimo to, członkowie komisji Millera teraz wciąż bronią swoich tez. Ale dlatego, że pozwalają na to media i pozwala na to choćby przedstawienie w taki a nie inny sposób interpretacji ustaleń "Rzeczpospolitej". Jednocześnie te same media uzasadniały już obecność trotylu na poszyciu samolotu. Trotylu, którego - jak później same stwierdzą - tam nie było. Mechanizm został uruchomiony bardzo daleko. Podejrzewano, że prokuratura może to potwierdzić, więc uzasadniano. Te teorie budziły uśmiech, ale coś na rzeczy niewątpliwie było i jest.

Czy te wydarzenia potwierdzają konieczność powołania międzynarodowej komisji?

Dla rodzin nigdy nie było wątpliwości, że taka komisja powinna powstać. Ze względu na emocje polityczne i na to, że nawet prokuratura nie jest do końca niezależna, skoro w tej sprawie spotyka się z premierem i nie wiadomo o czym rozmawia. Ze względu wreszcie na to, że zaplecze naukowe w Polsce jest niewystarczające. Dla nas to jest oczywiste, ta komisja musi powstać, musi pomóc nam wyjaśnić te sprawę, byśmy przez kolejne wiele lat nie dociekali, co się tak naprawdę stało. Wiele możliwości zaprzepaszczono, nie zabezpieczając dowodów tuż po wypadku, dlatego taka komisja jest konieczna. Niestety, boję się, że nie zgodzi się na nią Rosja.

Rozmawiał Marcin Wikło

fot. PAP

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook