Jedynie prawda jest ciekawa

Kowal o skutkach Genewy: "Po Krymie Putin ruszy dalej"

19.04.2014

W Genewie zawarto porozumienie między Unią Europejską, USA, Ukrainą a Rosją, które - jak wynika z opinii większości komentatorów i ekspertów - pozostanie na papierze, gdyż Putin ma inne plany. O tym jakie to są plany i co powinniśmy robić, aby zatrzymać "zbieranie ziem ruskich" przez pułkownika KGB rozmawiamy z Pawłem Kowalem, eurodeputowanym, działaczem Polski Razem.

Jak pan ocenia porozumienie w Genewie?

Nie mam żadnych złudzeń jeśli chodzi o porozumienie tam zawarte. Ono oczywiście daje oddech wszystkim na święta, ale obawiam się, aby Zachód nie zaczął strategicznie uważać tego porozumienia jako bazy dla jakichś pokojowych planów na przyszłość. Putina nie zatrzyma ani żadna kawa i porozumienie w Genewie, ani też złudzenia niektórych w Polsce, że należy prowadzić łagodniejszą politykę, czy łagodniej komentować to co się dzieje. Nie ma wątpliwości, że plan restytucji imperium rosyjskiego w jakiejś formie powstał jeszcze przed wojną z Gruzją. Niewątpliwie Putin będzie kontynuował działania wokół restytucji imperium niezależnie od tego, czy się on z kimś spotka w Genewie, czy nie i czy będzie łagodnie się wyrażał o polityce Rosji, czy mniej łagodnie.

Tego rodzaju porozumienie Rosja będzie wykorzystywała w praktyce, aby oddlić widmo sankcji i do zyskiwania czasu przed kolejnymi krokami destabilizującymi Ukrainę. Zresztą nie tylko ją. Ale także Gruzję i Mołdawię.


Czy da się skutecznie „ugryźć w d…” tego europejskiego żubra?

Sam się nad tym zastanawiam, bo te wydarzenie które się dzieją pokazują, że gdybyśmy nie byli w NATO i w Unii Europejskiej, to czulibyśmy się dużo bardziej samotnie. Ale kładę nacisk na słowo „czuli”. Dlatego, że faktycznie efektywność działań instytucji wspólnotowych jest mała. Widzieliśmy to w ostatnich tygodniach bardzo wyraźnie Jest więc pytanie, czy te instytucje można poruszyć do działania. Na pewno błędna jest ta diagnoza podawana przez polityków Platformy, którzy wyciągają wniosek, że trzeba się bardziej integrować. Nie chodzi o integrowanie się, nie chodzi o zawarcie nowego traktatu. Chodzi o to, aby zmusić polityków europejskich do użycia obecnych możliwości i narzędzi. Najlepszym przykładem jest kwestia energetyka, bo istnieje już baza prawna, więc nie trzeba tworzyć jakiejś unii. Problem polega na tym, że polityce nie są skłonni podejmować wspólnych decyzji.


Polacy są bombardowani w mediach sugestiami, że przyjęcie waluty euro może przynieść bezpieczeństwo wobec Rosji. A przykład działań Kremla wobec tego kraju, który 1 stycznia przyjął tę walutę pokazuje, że jedno nie ma nic wspólnego z drugim. Podobnie jest w przypadku Estonii, która od 2013 ma wspólną walutę, a jest na celowniku działań dezintegracyjnych Rosji.

W sprawie euro w kontekście bezpieczeństwa, to jest to stanowisko środowiska Palikota. Nawet Rostowski przyznaje, że nie widzi związku między przyjęciem euro a zwiększeniem możliwości odstraszania Rosji i odstręczania jej od prowadzenia polityki imperialnej. Można podać konkretne przykłady, że stopień oddziaływania na Łotwę i Estonię zwiększył się ze strony Rosji. Już są pierwsze tego sygnały i pewnie będzie ich więcej.

Słyszymy też o jakichś pomysłach federacyjnych w Europie. One są błędne. W ogóle to uważam za małoduszne wykorzystywanie polityki Putina do tego, aby przeprowadzać swoje polityczne projekty, które nie mają oparcia w społeczeństwach. Ludzie nie chcą federalnej Europy. Być może inne byłyby poglądy na ten temat, gdyby Unia teraz pokazała, że działa efektywnie. Być może wówczas pojawiłyby się argumenty za tym, żeby się bardziej integrować, bo ludzie więcej ufaliby wspólnym instytucjom. Obecne działania takie zaufanie obniżają. Niemądrzy są ci, którzy sądzą, że taki sposób argumentacji za większa integracją da jakiś efekt. Da raczej takie efekt, że elita unijna, pewien zamknięty krąg, jeszcze bardziej odklei się od rzeczywistości.


Mimo że porozumienie genewskie traktowane jest jako pewnego rodzaju „wyciszenia na święta”, to np. prezydent Bronisław Komorowski wypowiada się o porozumieniu z entuzjazmem. Też odkleił się od rzeczywistości? O co tu chodzi?

Tu są pewnie dwa dyskursy. Oczywiście, że dyplomaci, czy czynni politycy wypowiadający się oficjalnie nie mogą dezawuować tego typu spotkań jak w Genewie, dopóki nie mają jakiegoś mocnego powodu. Muszą okazywać publicznie, że wierzą na słowo. Ale byłbym przerażony, gdyby prezydent Komorowski naprawdę wierzył na słowo. Jednak taka jest jego rola, że musi mówić, iż wierzy.

W polityce trzeba czasami wypowiedać się formalnie, ale to nie może nas upoważniać do tego, aby zmarnować choć jeden dzień na realne działania. Szkoda czasu na wymyślanie jakichś unii energetycznych czy tego typu rzeczy. Po pierwsze należy dalej naciskać na NATO, aby rozlokowało wojska na wschodzie Polski. Po drugie trzeba uzyskać od Niemiec ostateczne wyjaśnienie, co miał na myśli minister Steinmeier mówiąc, że istnieje jakieś zobowiązanie niemiecko-rosyjskie, czy natowsko-rosyjskie, które uniemożliwia rozlowania sił NATO w Polsce. Po trzecie trzeba dążyć do stworzenia brygady polsko-ukraińsko-litewskiej i po czwarte należy zacząć naciskać UE, aby szkolić ukraińskie służby porządkowe razem z europejskimi. To da możliwość podniesienia sprawności Ukrainy dbania o porządek wewnętrzny, bo nie ma wątpliwości, że po Krymie Putin ruszy dalej.

ROZMAWIAŁ: Sławomir Sieradzki

[FOTO: PAP/ EPA]   

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook