Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Kotyliony zamiast niepodległości

30.11.2011

Minister Sikorski w imieniu państwa polskiego przedstawił w Berlinie koncepcję własnego obozu politycznego na przyszłość Unii Europejskiej. Zawarł w niej przesłanie, że docelowym kształtem integracji ma być federacja na podobieństwo Stanów Zjednoczonych. W tej federacji państwa członkowskie zostaną zredukowane do roli stanów. W wizji Sikorskiego suwerenność przysługiwałaby samej „federacji”, a poszczególne kraje cieszyłby się autonomią np. w kwestiach religii czy rodziny.

Nie ulega wątpliwości, że to, co przedstawił polski minister spraw zagranicznych, to projekt likwidacji polskiej niepodległości i samodzielności polskiej państwowości. W imię dobrobytu i stabilizacji finansowej (zresztą zagranicy, a nie Polski), Sikorski gotów jest zrzec się atrybutów suwerenności i wzywa Niemcy do aktywnej działalności na rzecz likwidacji w Europie państw narodowych.

To zupełnie niesłychane, nawet jak na polityka Platformy Obywatelskiej, wystąpienie. Partia ta bowiem przez ostatnie cztery lata przyzwyczaiła nas do rezygnacji z podmiotowej roli w Europie. Wyznacznikiem jej polityki była akceptacja wszelkich niemieckich propozycji, a Donald Tusk starał się grać rolę „prymusa Europy” – polityka, który w swej gorliwości wobec Niemiec nawet wyprzedza ich polityczne postulaty. Polską polityką był dryf z prądem wyznaczanym przez Niemcy. Taki był sens ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Podobnie było z akceptacją, destrukcyjnego dla polskiej gospodarki, pakietu klimatyczno-energetycznego, przyrzeczonego wcześniej Angeli Merkel, przez prezydenta Kaczyńskiego. Także wejście do paktu Euro Plus i bezmyślne deklaracje o likwidacji waluty narodowej. W polityce europejskiej przestaliśmy odgrywać rolę samodzielnego, choć słabszego podmiotu, a staliśmy się jedynie wyrazicielem aspiracji polityki niemieckiej. Jedynym rzeczywistym postulatem polskiej polityki stał się zamysł współuczestniczenia w realizacji niemieckiej koncepcji europejskiej hegemonii, jak to sformułował Sikorski w swym berlińskim przemówieniu.

To jednak, co zaprezentował w Berlinie, to nie bezmyślny dryf, ale dryf w przepaść. To deklaracja likwidacji polskiej państwowości. Minister polskiego rządu deklaruje, że jego aspiracje sprowadzają się do roli stanu Zjednoczonej Europy, w której polski naród nie będzie miał nawet prawa ustalania własnego budżetu. To program zupełnego ubezwłasnowolnienia i pozbawienia nas własnej państwowości, bo stany w amerykańskim ustroju, to nie państwa w rozumieniu prawa międzynarodowego. Co więcej, w przeciwieństwie do tego, co głosi Sikorski, stany amerykańskie są przynajmniej suwerenne w zakresie stanowienia własnego budżetu. Propozycja polskiego ministra jest próbą pozbawienia Polaków fundamentalnej wolności, jaką jest prawo prowadzenia polityki budżetowej, bowiem w jego koncepcji przyznaje on suwerenność tej prerogatywy władzy federalnej.

Likwidacja państwowości okraszona jest ideologia „federalizmu”. Ale w istocie sprowadza sie ona do ustanowienia niemieckiego Imperium. To właśnie Berlin, a nie marionetkowa Bruksela, w koncepcji Sikorskiego ma być suwerenem tejże federacji. W tym ostatnim, trudno zresztą odmówić rządowi Tuska konsekwencji. Bowiem przyjecie traktatu lizbońskiego, nie tylko pozbawiło Polskę prawie połowy siły głosu w porównaniu z Niemcami, ale stworzyło formalno-prawne warunki niemieckiej hegemonii. Zgłaszana zaś propozycja „federacji”, jest zgodna z długofalową koncepcją germanizowania Unii Europejskiej.

Pomysł faktycznej likwidacji państwowości polskiej i redukcji jej do roli amerykańskiego stanu, jest przekroczeniem linii, za którą państwa nie będą już – zachowując swoją suwerenność – wspólnie decydować o kompetencjach delegowanych Unii, ale w której przekażą jej po prostu suwerenność. Sikorski sprowadza status Polski do autonomii, w której klasa rządząca, śladem galicyjskich arystokratów, deklaruje „przy Tobie Najjaśniejszy Panie stoimy i stać chcemy”.

Berliński adres Sikorskiego to nie tylko złamanie przyrzeczenia poselskiego i Konstytucji. To coś znacznie więcej. To powiedzenie, w imieniu rządu polskiego, że istnienie niepodległej Polski jest nie tylko niepotrzebne, ale zagradza drogę „dziejowej konieczności”. To stwierdzenie, że dobrobyt, tak jak w XVIII wieku interes rosyjskich i pruskich jurgieltników, i tak jak rozwój gospodarczy w koncepcjach Róży Luksemburg, jest nie do pogodzenia z istnieniem Państwa Polskiego. Dla Sikorskiego Polska jest użyteczna na tyle, na ile jemu i jego mocodawcom zapewnia współuczestniczenie w interesach hegemona. Poza tym traci rację bytu.

Tu nie wystarczy dymisja ministra. Tu potrzebne jest jasne stanowisko prezydenta Rzeczpospolitej, konstytucyjnego gwaranta niepodległości państwa. Brak jego zdecydowanej reakcji to współuczestnictwo w likwidacji polskiej państwowości i stwierdzenie, że Polakom kotyliony wystarczą za niepodległość.

Marian Piłka
[fot.PAP/Jacek Turczyk]



CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook