Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Konwencja niczego nie zmieni?

21.02.2015

Paragrafy nie mogą przysłaniać sytuacji ofiary przestępstwa; współpraca organizacji pozarządowych, policji, prokuratorów, sądów i psychologów jest nieodzowna - mówi szefowa Niebieskiej Linii Renata Durda.

23 lutego rozpoczyna się ogólnokrajowy Tydzień Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przestępstwem, jak będzie on wyglądać w Niebieskiej Linii?

Renata Durda: Taką pomoc, w ramach tygodnia, proponować będziemy od poniedziałku do końca lutego, czyli do soboty włącznie. Na co dzień pogotowie Niebieska Linia oferuje pomoc psychologiczną, pomoc prawną, psychiatryczną, finansową, materialną - bezpłatnie dla wszystkich, którzy się do nas zgłaszają, i w trybie ciągłym. W najbliższym tygodniu do prowadzenia konsultacji i porad zaprosiliśmy też osoby, które na co dzień pracują w innych miejscach. Będą więc policjanci, prokuratorzy, sędziowie, adwokaci, radcy prawni, komornicy i kuratorzy sądowi. Czyli przedstawiciele wszystkich tych zawodów, z którymi osoba, która z jakiegoś powodu uczestniczy w procedurach prawnych, może się zetknąć.

Rozumiem osoby, które trafiają do sądu i często się gubią w sądowej rzeczywistości. Największym problem w procesie - jak mówią pracownicy sądów - są właśnie ludzie, którzy w nim uczestniczą jako strony lub świadkowie. Bo nie wiedzą, jak sąd jest zorganizowany, co znaczą kolory lamówek przy togach, gdzie na sali sądowej mają usiąść, czy mogą zadawać pytania stronie przeciwnej i dodawać swoje wyjaśnienia. Wydaje się im, że ogólnie przyjęte zasady konwersacji obowiązują i w sadzie, a tam są inne reguły. Podczas konsultacji w trakcie Tygodnia wiele osób pyta też, jakie są prawne prognozy w ich konkretnych sprawach. Jeśli sprawa dopiero zaczyna się toczyć, albo jeszcze nie, to pytają, czy warto wchodzić w te wszystkie procedury, bo może to, co mają szansę uzyskać na końcu, niewarte jest zachodu i tych emocji. Czasami jest też tak, że sprawy utknęły w jakimś miejscu, i nie wiadomo dlaczego; czy jest tak ze względu na proceduralny czas oczekiwania, czy też brakuje aktywności ze strony osób pokrzywdzonych, zgłaszanych wniosków, dokumentów? Dla części osób jest to też takie przełamanie psychologicznej bariery, żeby z jakąś sprawą wyjść na zewnątrz, zwłaszcza jeśli przestępstwo dotyczy rodziny.

Jak wiele osób korzysta z porad właśnie podczas Tygodnia Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przestępstwem? Są to jednorazowe kontakty?

W czasie tego tygodnia przyjmujemy tyle osób, ile jesteśmy w stanie; w minionych latach było to pomiędzy 100 a 200 osób. Czasem chodzi o krótką poradę, czasami sprawa zajmuje 2 godziny. Często osoby, które przychodzę do nas w czasie tego tygodnia, pozostają z nami w dłuższym kontakcie. Po pierwsze są w złym stanie psychicznym, bo jeśli ktoś długo doświadcza jakiegoś przestępstwa, np. przemocy w rodzinie, albo jeśli było to jednorazowe, ale bardzo dramatyczne przeżycie, np. napad, gwałt, to takie osoby nie są w stanie od razu wrócić do równowagi psychicznej i potrzebują psychologicznego wsparcia. Często także ich sprawy prawne wymagają monitorowania w dłuższym czasie.

Jakie znaczenie ma ta inicjatywa, jeśli chodzi właśnie o pomoc osobom pokrzywdzonych przestępstwem?

To po pierwsze zysk społeczny, bo wiele osób – m.in. dzięki mediom, dowiaduje się, że w Tygodniu może bezpłatnie uzyskać różnego rodzaju porady. Po drugie, taka inicjatywa integruje środowisko osób pomagającym ofiarom przestępstw. Pracujący w naszej placówce psychologowie, prawnicy, w czasie tygodnia udzielają porad wspólnie z prokuraturami, sędziami, policjantami, komornikami. Nawiązujemy kontakty ze sobą, uzgadniamy perspektywy, bo przykładowo ja jako psycholog mogę widzieć daną sprawę zupełnie inaczej, niż widzi ją prokurator. Wiem, że przepisy, paragrafy są ważne, ale jeśli przysłonią nam całą sytuację osoby pokrzywdzonej przestępstwem, to nie będzie to służyło temu człowiekowi. Ta inicjatywa zbliża więc te wszystkie osoby, prezentujące różne zawody, do sytuacji osoby pokrzywdzonej. Sędzia bardzo często widzi jedynie, albo głównie, sprawcę, bo wobec niego ma wydać wyrok, a osoba pokrzywdzona i jej potrzeby giną gdzieś w korytarzach Temidy. A przecież w idei sprawiedliwości powinno chodzić nie tylko o karę, ale także naprawienie szkody, zadośćuczynienie wyrządzonej krzywdzie.

Dlaczego osobisty kontakt np. sędziego z osobą pokrzywdzoną, która do państwa przychodzi, jest istotny?

Taki kontakt otwiera szerzej oczy. Mamy bardzo dużo, bardzo dobrych przepisów, które w ogóle nie są stosowane. Dlaczego? Hipoteza jest taka, że ktoś ma w głowie, że się tego zwyczajowo nie robi. Przykładowo, od pięciu lat przy orzekaniu wyroku o przemoc w rodzinie można - dodatkowo, poza karą np. więzienia - orzec obowiązek wzięcia udziału w programie korekcyjno-edukacyjnym dla sprawców przemocy. Dlaczego w takim razie zaledwie śladowy procent sędziów orzeka w wyroku skazującym dla sprawcy przemocy taki obowiązek? Przecież to nic nie kosztuje, to są programy finansowane przez państwo. Mam hipotezę, że część z sędziów nadal może nie wiedzieć, że jest taka możliwość. Wcześniej było to za zgodą skazanego, teraz jest orzekane bez jego zgody. Inni sędziowie są z kolei przekonani, że w danej miejscowości takiej możliwości nie ma, a przecież muszą skazanemu powiedzieć, gdzie może to zrealizować. Tymczasem w każdym powiecie w Polsce, a często w kilku miejscach powiatu, są realizowane programy korekcyjno-edukacyjne. Wystarczy się dowiedzieć, np. wchodząc na stronę ministerstwa sprawiedliwości czy ministerstwa pracy.

Bardzo wielu sędziów nie chce też wiedzieć, o co chodzi. Realizatorzy programów korekcyjno-edukacyjnych mają problem, bo dostali pieniądze na realizację programu i poszukują uczestników. Chodzą więc po sądach i wyjaśniają. W 2013 r. w Warszawie zapadło kilkaset wyroków dla sprawców znęcania się w rodzinie. Zaledwie w dwóch orzeczono obowiązek udziału w takim programie. W stolicy programy korekcyjno-edukacyjne realizowane są w pięciu miejscach.

Czasem za brak empatii wobec osób pokrzywdzonych przestępstwem krytykowani są m.in. policjanci...

Bo najłatwiej jest krytykować policję choćby dlatego, że policjantów jest 100 tys., a to bardzo duża liczba, jeśli chodzi o możliwości właściwego przeszkolenia, a także łatwości ukrycia się tych mniej niekompetentnych w tłumie. Prokuratorów, sędziów jest dużo mniej. Większość spraw dotyczących np. przemocy w rodzinie zaczyna się właśnie od policji. Więc więcej osób ocenia pracę policjantów niż sędziów. Moje doświadczenie jest jednak takie, że policjanci chcą się szkolić i są bardzo otwarci na szkolenia, czasem się z nami nie zgadzają, krytykują jakieś rozwiązania, ale dialog jest. Natomiast te grupy zawodowe, które mają wysoki status społeczny - w tym sędziwie, prokuratorzy - w swojej niezawisłości, nieomylności nie są zainteresowani szkoleniami. Jak rozmawiamy z innymi organizacjami, to wszyscy podkreślają, że jeśli organizowane są szkolenia interdyscyplinarne, to przychodzą na nie wszystkie zaproszone grupy zawodowe, poza prokuratorami i sędziami.

Czy można więc powiedzieć, że istnieje bariera ze strony wymiaru sprawiedliwości w podejściu do tego typu spraw?

Bariera jest w naszych głowach. Jeśli w uzasadnieniu wyroku sądu z Warszawy czytam, że nawet wielokrotne dawania tzw. klapsów dziecku nie jest równoznaczne z biciem tego dziecka, to sąd wyraźnie wyraża swoje poglądy na ten temat, a nie stan prawny, bo stan prawny jest jasny: od 2010 r. Kodeks rodzinny i opiekuńczy zakazuje stosowania kar fizycznych wobec dzieci. Co sprawca słyszy gdy dostaje takie uzasadnienie? Że ma prawo to wszystko robić, ma prawo dawać klapsy dziecku, bo przecież nie mówi, że je bije. Kolejny przykład z ostatnich miesięcy; kobieta z dwójką dzieci ucieka od sprawcy bardzo ostrej fizycznej przemocy, stosowanej wobec i niej, i dzieci. Ucieka do schroniska dla osób dotkniętych przemocą w rodzinie i występuje do sądu o ustalenie miejsca pobytu dzieci przy matce, tak by partner nie przyszedł do schroniska i nie zabrał jej dzieci. Co robi sąd? Decyduje, że dzieci mają wrócić do domu, bo schronisko nie jest dla nich dobrym miejscem pobytu. Tak wygląda rzeczywistość, którą musimy zmienić i tego się nie zmieni poprzez zmianę przepisów, bo przepisy nie mają z tym nic wspólnego, tylko osobiste przekonania osoby wydającej wyrok czy postanowienie w danej sprawie. To jest coś, co bardzo przeszkadza osobom pokrzywdzonym. Myślę, że można to zmienić poprzez częstszy kontakt pracowników wymiaru sprawiedliwości z osobami pokrzywdzonymi i nie chodzi mi kontakt w momencie wezwania osoby pokrzywdzonej na przesłuchanie w charakterze np. świadka, tylko indywidualnej rozmowy już w momencie składania zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa albo w trakcie tzw. dni „otwartych drzwi” czyli np. Tygodnia Pomocy Ofiarom Przestępstw. Zmiana musi nastąpić, ale - w mojej ocenie - nastąpi to w dłuższej perspektywie, bo to jest zmiana świadomości społecznej.

Dlatego takie Tygodnie jak ten są istotne. Bo to nie tylko okazja dla organizacji zajmujących się pomoc pokrzywdzonym, zaprezentowania swojej oferty pomocy, ale szansa dla środowiska pracowników wymiaru sprawiedliwości. To, że sędzia, prokurator, adwokat przyjdzie np. do „Niebieskiej Linii” i zobaczy to miejsce, może spowodować, że następnego dnia, jak założy togę, inaczej popatrzy na osobę pokrzywdzoną przez przestępstwo.

gah/PAP

[fot. freeimages.com]

Słowa kluczowe:

pomoc

,

przestępstwo

,

koniec

,

dzień

,

konsultacje

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook