Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Kochanowska: rodziny traktuje się jak wrogów

07.04.2014

Rozmowa z Ewą Kochanowską, żoną śp. Janusza Kochanowskiego.

Stefczyk.info: Prokuratura wojskowa powołując się na opinie biegłych stwierdziła kategorycznie, że w Smoleńsku nie doszło do wybuchu. Czy w Pani ocenie sprawa jest już przesądzona?

Ewa Kochanowska: W tej sprawie należy zacząć od początku i spytać, w jaki sposób zostały pobrane próbki, jak były przechowywane, jak zostały przekazane CL KP. Ta sprawa to jest bardzo poważna luka w tym dowodzie. Pobrano próbki, które wykazywały się pewną aktywnością. Próbki zostały zaplombowane, złożone w Rosji, a potem po pół roku przyjechały do Polski. Wydawałoby się logiczne, by te próbki zbadać raz jeszcze tym samym sprzętem, jakiego używano w Smoleńsku.

Nie zrobiono tego?

CL KP zamiast to zrobić zakupiło drogi sprzęt, a próbki nie były badane tym samym detektorem co wcześniej. Materiał został natychmiast przekazany do badań w laboratorium, które nie ma certyfikatów, ani osób przygotowanych do robienia tego typu analiz. Tu jest bardzo poważna luka.

To rzutuje na główną tezę prokuratury?

To podważa całość ekspertyzy u źródła. Logika nakazuje, by próbki, które pobrano w Smoleńsku, zostały przebadane w ten sam sposób, w jaki badano je wcześniej. To jest moje podstawowe zapytanie.

Prokurator Szeląg poświęcił sporo czasu wynikowi badań dotyczących tlenku węgla. Jak pani ocenia wiarygodność tej analizy?

Ta ekspertyza była kuriozalna. Nigdy nie twierdziliśmy, że ofiary zmarły na skutek zaczadzenia w samolocie. Mówiliśmy, że ofiary były narażone na krótkotrwały kontakt z tlenkiem węgla. Większość dokumentacji medycznych, które widziałam, wskazuje na taką okoliczność. Nie znalazłam wytłumaczenia dla tej sprawy.

Biegli przebadali również brzozę przytaczając opinię, że części, które w niej znaleziono, mogą pochodzić z samolotu.

Tu prokuratorzy byli bardzo ostrożni, analiza też była ostrożna. Zarówno lakier, jak i odłamki metali pochodzą „prawdopodobnie”, czy mogą pochodzić z rządowego samolotu. Używano trybu warunkowego. Wydawałoby się natomiast, że można sprawdzić, czy mamy do czynienia z identycznym materiałem, który był użyty do budowy tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku. Stop metalu, który został wydobyty powinien mieć również dość charakterystyczny skład chemiczny. Dziwi, że nie można stwierdzić, czy mamy do czynienia z kawałkami pochodzącymi z tu-154M.

Na ostatnim posiedzeniu parlamentarnego zespołu zajmującego się Smoleńskiem mec. Pszczółkowski mówił o problemach, jakie pełnomocnicy i rodziny mieli z zapoznaniem się z materiałami śledczych. Jak pani ocenia podejście prokuratury do rodzin w tej sytuacji?

Nie wiem, co było w tej konferencji takiego, że nie można było wcześniej spotkać się z rodzinami i zapoznać ich z tymi wiadomościami. Mamy jednak już długi i trudny rekord spotkań z prokuraturą, więc oni już nie chcą mieć do czynienia z rodzinami. Oni rodziny traktują jak wrogów, a nie jako sojuszników. Pozornie mogłoby się jednak wydawać, że mamy ten sam interes, czyli rozwikłanie zagadki katastrofy.

Wiele razy wspominała pani w ostatnich latach o niechlubnej roli mediów w sprawie smoleńskiej. Czego pani się spodziewa po tej konferencji?

Każdy zostanie przy swoim. Kiedyś prokurator Jerzy Artymiak przyznał, że głównym zadaniem prokuratury jest uspokojenie opinii publicznej. Jak widać prokuratura przejęła się rolą uspokajania. Część opinii publicznej, która będzie uspokojona, zaufa temu, co prokuratura powiedziała. Mnie to jednak nie zadowala. Wszyscy zostanie więc przy swoim. My będziemy widzieć dziury, które chce przykryć prokuratura. Inni wezmą to za dobrą monetę. To będzie powtórka z tego, co już znamy.

Rozmawiał Stanisław Żaryn
[Fot. PAP/Paweł Supernak]

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook