Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Kochanowska: działania w tempie ślimaczym

27.05.2014

„Jest jasne, że załoga nie „lądowała na siłę”. To przecież byli fachowcy najwyższej klasy” - mówi portalowi Stefczyk.info Ewa Kochanowska, żona śp. Janusza Kochanowskiego, który zginął w Smoleńsku.

Stefczyk.info: Eksperci Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie wykluczają, jakoby dowódca lotu do Smoleńska, major Arkadiusz Protasiuk, lądował „na siłę”. Upada kolejne kłamstwo dotyczące odpowiedzialności za tragedię. Jak Pani to ocenia?

Ewa Kochanowska: Uważałam, że ta sprawa jest oczywista. Coraz częściej okazuje się, że to, co podejrzewaliśmy i na co pokazywaliśmy dowody, uzyskuje potwierdzenie. Jest jasne, że załoga nie „lądowała na siłę”. To przecież byli fachowcy najwyższej klasy. Major Arkadiusz Protasiuk był pilotem szkolącym innych lotników. Jego wiedza i umiejętności musiały być ponad wszelką wątpliwość. Wystarczyło przyjrzeć się jego doświadczeniu, liczbie wylatanych godzin, wystarczyło porozmawiać z pilotami, żeby jego profesjonalizm stał się oczywisty. Przecież również w LOT wiele lat latały tupolewy 154 i w takich lotach brał udział właśnie mjr Protasiuk. Dochodzenie do tych wniosków po czterech latach wydaje się działaniem w tempie ślimaczym.

To niestety częste opinie ludzi, którzy oceniają działania prokuratury i śledztwo.

Rzeczywiście kolejną sprawą, która powoli przedostaje się do opinii publicznej, być może jest ukrywana, jest sprawa tlenku węgla. U ponad 20 osób, które zginęły w Smoleńsku, wykryto zatrucie tlenkiem węgla. To dotyczy nie tylko badania krwi, ale i narządów, mięśni, nerek. To jest bardzo poważna sprawa, bowiem te wyniki udowadniają, że na pokładzie rządowego tupolewa działo się coś nietypowego.

Słyszeliśmy jednak, że tlenek nie miał stężenia śmiertelnego.

Ależ nikt nie mówił, że ta dawka jest śmiertelna. Mówiliśmy, że nastąpiło w samolocie kilka sekund, w czasie których pasażerowie narażeni byli na jakieś niecodzienne warunki, co spowodowało, że w ich ciałach, w ich organach zachowały się ślady zatrucia. Oni byli również poddani wysokiemu ciśnieniu, co można było stwierdzić np. na zdjęciach ze Smoleńska. Ukrywanie tych rzeczy, czy bagatelizowanie ich nie przybliża nas do wyjaśnienia przyczyn tragedii.

Dopiero po latach śledczy i biegli prostują promowane od lat kłamstwa.

Fakt, że gen. Błasik nie był nietrzeźwy, jak sugerowano, fakt, że załoga była znakomicie przygotowana, fakt, że w ciałach są ślady gwałtownych reakcji chemicznych wewnątrz samolotu, świadczy o tym, że należy zmienić kierunek myślenia. Należy się doszukiwać, jakie gwałtowne reakcje doprowadziły do tego rodzaju skutków i zachowań.

Prokuratorzy są w Pani ocenie świadomi, że rządowa wersja wydarzeń powinna być dziś oceniana bardzo krytycznie, że jest mało realna?

Mam przekonanie, że prokuratorzy są tego świadomi. Jednak widać, że przyjęto inny kierunek myślenia i wyjaśniania tragedii. I prokuratorzy się tego trzymają. Wydaje się, że skoro śledczy nie zbadali wraku, nie zbadali ciał – te wszystkie zaniedbania skutkują tym, że oni chcą jak najprędzej zamknąć to śledztwo, sprawa ma się przedawnić. Oni nie chcą drążenia tematu. To powód unikania decyzji o ujawnieniu bardzo ważnych dokumentów, które są w materiałach śledztwa.

Rozmawiał Stanisław Żaryn
[Fot. 36splt.sp.mil.pl]

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook