Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Kłosowski: "roszczeniowość Niemców może się źle skończyć"

08.02.2014

Prawie 80 milionów zł dostała mniejszość niemiecka w Polsce na edukację. W tym samym czasie Polacy w Niemczech mieli dostać 328 tys. zł. Nie dostali nic, bo... nie mają statusu mniejszości. O dysproporcjach w traktowaniu Polaków przez Niemców i Niemców przez Polaków rozmawiamy ze Sławomirem Kłosowskim, byłym wiceministrem edukacji narodowej w rządzie PiS.

STEFCZYK.INFO: Mniejszość niemiecka nie może narzekać na hojność skąpego raczej Tuska.

Sławomir Kłosowski: To klasyczny przykład dysproporcji środków łożonych na wszystkie dzieci uczące się w kraju, a już kosmiczna to jest dysproporcja jeśli chodzi o kształcenie Polaków w Niemczech. Niemiecki budżet, o wiele bardziej zasobny od naszego, nie idzie na rękę naszym rodakom w RFN. Problem polega na tym, że Polonia, która jest w Niemczech liczniejsza niż liczba Niemców w Polsce, nie ma statusu mniejszości narodowej. To dodatkowa niesprawiedliwość.


Do informacji o tak potężnym dotowaniu przez polskiego podatnika mniejszości niemieckiej jest wypowiedź jednego z jej przedstawicieli. Szef Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim Norbert Rasch powiedział, że dotacje są ok., ale powinny trafić np. do „zielonych szkół” na terenie RFN, aby tam mogły uczyć się dzieci Niemców opolskich.

To typowa dla Niemców taktyka – dać im palec, a zaraz zażądają ręki. Mniejszość niemiecka na Opolszczyźnie zawsze była roszczeniowa i zawsze było jej wszystkiego mało. Jestem przyzwyczajony do takiego tonu ze strony ludzi, którzy traktują państwo polskie jak dojną krowę. Wykorzystują polskie prawo niemiłosiernie, ono jest sprzyjające takim zachowaniom. A sskrupółów z ich strony nie ma żadnych, a przecież, także na Opolszczyźnie, widzą wielką sferę ubóstwa wśród polskich dzieci, które niedojadają.


Wykorzystują jednak nie tylko prawo, ale i mentalność obecnie rządzących…

Tak, dokładnie tak jest. Ale to powoduje groźne skutki. Nauczanie niemieckich dzieci na Opolszczyźnie odbywa się w super warunkach. One opływają we wszystko, na nic nie brak pieniędzy. Samorządy zarządzane przez Niemców robia wszystko, aby pływały one w luksusach jak pączki w maśle, natomiast coraz bardziej pogarsza się sytuacja większości polskiej. To zaczyna budzić sprzeciw.


Paradoksalnie więc rząd, któremu tak ponoć drogie są dobre relacje z Niemcami, te relacje może więc doprowadzić do kryzysu, bo przecież – jak pan mówi – roszczeniowość mniejszości niemieckiej jest bez dna, więc pojawią się w końcu naturalne w takiej sytuacji tarcia tam na dole, wśród zwykłych mieszkańców.

Niektórzy działacze mniejszości niemieckiej, ci o szerszych horyzontach, dostrzegają już to niebezpieczeństwo i zwracają uwagę na to. Natomiast inni, tacy powiedziałbym aparatczycy związani z zarządem TSKN w ogóle tego nie dostrzegają.

Ten brak wstrzemięźliwości z ich strony, niedostrzeganie trudnej sytuacji polskich sąsiadów i ich dzieci, najbardziej może pogorszyć sytuację, bo zaostrzy konflikty.

Dobrym przykładem tej roszczeniowości jest ta słynna tablica z niemiecką nazwą na jednej ze stacji kolejowych na Opolszczyźnie, którą dotknęła klęska powodzi. Każda złotówka w takiej sytuacji się liczyła, ale nic to – kilkanaście tysięcy złotych na tablicę ze starą nazwą Chrząstowic musiało się znaleźć. To wszystko kiedyś źle się może skończyć.

ROZMAWIAŁ: Sławomir Sieradzki

[FOTO: wPolityce.pl]

Słowa kluczowe:

mniejszość narodowa

,

dotacje

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook