Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Kawlewska: RPO broni genderowych przedszkoli

08.05.2014

Prof. Irenie Lipowicz nie przeszkadza, że feministki dążą do "wysadzenia dzieci z biologicznej płci".

W styczniu br. Zespół Edukacji Elementarnej Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN zaopiniował poradnik autorstwa trzech feministek: Anny Dzierzgowskiej, Joanny Piotrowskiej i Ewy Rutkowskiej pt. „Równościowe przedszkole. Jak uczynić wychowanie przedszkolne wrażliwym na płeć”. Publikacja powstała na zamówienie Fundacji Edukacji Przedszkolnej, a o jej ocenę wnioskowali przedstawiciele Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców.

Zanim eksperci PAN wydali krytyczną opinię na temat genderowego poradnika, według którego pod kuratelą FEP prowadzone są zajęcia w niektórych "Małych Przedszkolach", przewodnicząca zespołu zadaniowego prof. APS dr hab. Józefa Bałachowicz, specjalista w zakresie edukacji przedszkolnej, przeprowadziła konsultacje naukowe w środowiskach uniwersyteckich w całym kraju. Dopiero na podstawie tych konsultacji powstała wyżej wymieniona opinia. Raport naukowców nie pozostawia złudzeń, że "program" jest szkodliwy dla kilkulatków, nieadekwatny dla ich etapu rozwoju, zbyt trudny i pozostający w sferze abstrakcyjnych pojęć i sytuacji. Mało tego, eksperci jednoznacznie uznali, że ów poradnik nie powinien być stosowany jako "program przedszkolny". Co bardzo istotne, w opinii znalazła się też krytyka sposobu, w jaki wychowawcy przedszkolni mają zwalczać u dzieci stereotypy płciowe. W konsekwencji może to doprowadzić do niekorzystnych zmian w dziecięcej psychice i zaburzeń tożsamości płciowej. "Istotnym uchybieniem proponowanych nauczycielom treści wychowania jest utożsamianie wprowadzania idei wychowania równościowego w przedszkolu z wychowaniem apłciowym. Czym innym jest bowiem ujawnianie dyskryminacji ze względu na płeć, obecnej w naszej kulturze i rozważny trening zachowań prorównościowych, a czym innym "wysadzanie dziecka" z jego biologicznej płci i kształtowanie niechętnego stosunku do niej. Nie jest to tendencja zgodna z celami ogólnospołecznymi, gwarancjami prawnymi wychowania dzieci i dbałością o ich zdrowie psychiczne. Dziecko ma prawo do uzyskania wsparcia wychowawczego w kształtowaniu swojej tożsamości płciowej" - stwierdzili eksperci PAN.

W ten sposób potwierdzili obawy rodziców, którzy sprzeciwiają się genderowej edukacji w obawie przed jej skutkami. Zespół Edukacji Elementarnej zauważył również poważne błędy w sposobie wdrażania owej edukacji do przedszkoli z pominięciem zdania rodziców, co jest uderzeniem w kompetencje rodzicielskie i naruszeniem praw konstytucyjnych. W obliczu takiej krytyki, poradnik powinien zostać zdyskwalifikowany, względnie wycofany do poprawek. Tymczasem nadal widnieje na stronach FEP i wciąż według jego wytycznych prowadzone są zajęcia. Doczekał się też aprobaty Rzecznika Praw Obywatelskich prof. Ireny Lipowicz, która po zapoznaniu się z publikacją, jak również ze stawianymi przez Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców zarzutami, postanowiła napisać mowę obronną do minister edukacji Joanny Kluzik-Rostkowskiej. W swoim wystąpieniu prof. Lipowicz zdementowała punkt po punkcie zarzuty wobec poradnika. Zaczęła od tego, że zatajanie przed rodzicami edukacji genderowej jest zgodne z Konstytucją. W jej mniemaniu art.48, który pozwala rodzicom decydować o kształcie edukacji z poszanowaniem własnych przekonań, ma pewne granice. "Granice prawa do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami wyznaczają inne normy konstytucyjne. Jedną z nich jest art. 70 ust.1 , który formułuje obowiązek nauki do 18 r. ż." - czytamy w piśmie RPO.

Jednocześnie uświadomiła rodziców, że Konstytucja nie gwarantuje wychowania dzieci do wartości, które oni wyznają. Trudno dyskutować o indywidualnej interpretacji konstytucyjnych zapisów. Dość często zresztą okazuje się, że w tych sprawach punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Natomiast zdaje się, że pani rzecznik próbuje manipulować przepisami. O ile Konstytucja przewiduje obowiązek edukacji do 18 roku życia, o tyle obowiązek ten nie dotyczy kilkulatków, które uczestniczą w zajęciach prowadzonych według rzeczonego poradnika. Na ten moment edukacja przedszkolna trzy- i czterolatków jest bowiem nieobowiązkowa. Ktoś, kto piastuje urząd publiczny i zabiera głos w takiej sprawie, powinien to wiedzieć, a nie bezczelnie pouczać rodziców, że mogą swoje dzieci wychowywać "po szkole i weekendy".

Opiniując poradnik, Irena Lipowicz używa określenia "program", co jest rażącym nadużyciem. Skrytykowana przez specjalistów publikacja w niczym nie przypomina programu, tym bardziej "programu przedszkolnego". Raczej jest to zbiór feministycznych złotych myśli , które w żaden sposób nie nadają się, by włączać je do podstawy programowej, choćby ze względu na ich ideologiczny charakter. Same autorki "Równościowego Przedszkola" wycofały się ze swoich wcześniejszych deklaracji i zdementowały, iż jest to program. Dziś używają sformułowania "poradnik dla nauczycieli". Widać pani rzecznik nie przyswoiła sobie tej informacji i ślepo potwierdza zalety "programu" równościowego. Mało tego, uważa, że wizja świata, jaką uroiły sobie i opisały w poradniku feministki, świetnie wpasowuje się w podstawę programową wychowania przedszkolnego. "Dziecko kończące przedszkole i rozpoczynające naukę w szkole podstawowej powinno dowiedzieć się, że wszyscy ludzie mają równe prawa"- pisze prof. Lipowicz.

Tylko czy równe prawa oznaczają dla wszystkich to samo? Wątpię. Otóż równe prawa wykluczają dyskryminację, a ta z całą pewnością towarzyszy wszystkim zajęciom prowadzonym według scenariusza zawartego w poradniku. Feministki postanowiły zabawić się kosztem psychiki chłopców, odbierając im tożsamość płciową i odzierając z godności osobistej. Zamiast wzmacniać u dzieci cechy i różnice wynikające z biologii, genderystki postawiły na kreowanie jednej płci uniwersalnej. Trudno inaczej wytłumaczyć zmuszanie chłopców do paradowania w sukienkach podczas zabaw w wizażystów i fryzjerów. Są to absurdalne metody na zwalczanie stereotypów, dyskryminacji i nierówności płci. Ale tego rzecznik Lipowicz się nie dopatrzyła. "Uznać zatem należy, że cele tej propozycji programowej są zgodne z celami wychowawczymi, jakie na etapie nauczania przedszkolnego stawia podstawa programowa" - pisze Lipowicz.

Oczywiście obrończyni poradnika nie zauważyła prawdziwych celów publikacji i propagowania jej wśród kilkulatków. Przeoczyła fakt, że same autorki poradnika nie zaprzeczają, iż "program" uderza w rodzinę, która jest dla nich niewygodna w swej sile i nie pasuje do utopijnych, nowomodnych, genderowych wizji. Zignorowała też informację KNP PAN o proponowanym przedszkolakom apłciowym wychowaniu, które w konsekwencji może doprowadzić do zaburzeń psychicznych u dzieci. Nie dostrzegła kuriozalnych metod na wychowanie dzieci zgodnie z przesłaniem z feministycznych broszurek.

Jedni nie widzą rozzuchwalenia rzekomych bojowniczek o równość, inni udają, że nie mogą znaleźć przedszkoli z rzeczonym programem, a jeszcze inni nie dostrzegają nic złego w pozbawianiu dzieci płci biologicznej. Niestety coraz częściej dochodzi do sytuacji, gdzie na pomoc genderystom przychodzą ludzie, którzy swoją pracą, stanowiskiem czy funkcją społeczną powinni stać na straży praw obywateli.

Katarzyna Kawlewska

[Fot. Adrian Grycuk/CC/Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Poland]

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook