Jedynie prawda jest ciekawa

Kawlewska: Ratowanie nadwątlonej reputacji MEN

14.05.2014

Dominika Wielowieyska, odznaczona przez Komorowskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, który jest uwieńczeniem jej zaangażowania w "walkę o wolność", tudzież szerzenie wśród czytelników prorządowej "prawdy", poczuła się zobowiązana do popełnienia kolejnego artykułu. Tym razem postanowiła pomóc resortowi edukacji podreperować jego nadwątloną reputację.

Dominika Wielowieyska, odznaczona przez prezydenta Komorowskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, który jest uwieńczeniem jej zaangażowania w "walkę o wolność", tudzież szerzenie wśród czytelników prorządowej "prawdy", poczuła się zobowiązana do popełnienia kolejnego artykułu. Tym razem postanowiła pomóc resortowi edukacji podreperować jego nadwątloną reputację.

Biorąc pod uwagę kolejne "wtopy" szefowej tego resortu, minister Joanny Kluzik-Rostkowskiej, nie jest to łatwe zadanie. W swoim tekście dla "Wyborczej" Wielowieyska dopuszcza się więc wielu manipulacji. Powołując się na ogólnopolską analizę przeprowadzoną przez Wyższą Szkołę Nauk Społecznych "Pedagogium" w Warszawie, ogłosiła sukces reformy edukacyjnej. - Zdecydowana większość rodziców, którzy posłali sześciolatki do pierwszej klasy, jest zadowolona ze swojej decyzji i dobrze ocenia przygotowanie szkół na przyjęcie młodszych dzieci - napisała Wielowieyska.

Ta "zdecydowana większość" to kilka procent rodziców sześciolatków, którzy świadomie, bez nacisków, po uprzednim sprawdzeniu placówek i stwierdzeniu gotowości szkolnej u własnego dziecka, zdecydowało się je posłać do szkoły. Dla przypomnienia, w obecnym roku szkolnym do pierwszej klasy zapisano zaledwie 15 procent z całego rocznika sześciolatków. A to oznacza, że 85 procent rodziców uważało, że szkoły są nadal nieprzygotowane lub ich dzieci nie dojrzały do obowiązku szkolnego. Obok tej "zdecydowanej większości", o której pisze Wielowieyska, jest 25 procent rodziców, którzy mają zastrzeżenia do przygotowania szkół, a wśród nich 11 procent takich, którzy przyznają się do błędu, jaki popełnili przyspieszając edukację swoich dzieci. Ale tego dziennikarka nie napisała. Jeśli do tych 11 procent doliczyć te 85 procent odroczonych, to ta "zdecydowana większość" nie przedstawia się już tak okazale i wychodzi na to, że to tylko mała grupka zadowolonych rodziców, którzy posłali gotowe dzieci do przygotowanych placówek.

Dalej Dominika Wielowieyska wywołuje do tablicy Karolinę i Tomasza Elbanowskich. - A co na to państwo Karolina i Tomasz Elbanowscy, którzy określają siebie mianem rzeczników rodziców? W zeszłym roku przedstawili raport, według którego szkoły w ogóle nie są przygotowane na przyjęcie sześciolatków - pisze Wielowieyska. Pamiętam raport "Szkolna Rzeczywistość 2013/2014" sporządzony przez Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców. Ba, pokusiłam się o napisanie tekstu na ten temat. Natomiast zupełnie nie kojarzę, aby pisali w nim, że "szkoły w ogóle nie są przygotowane". "Relacje rodziców z konkretnych placówek podzieliliśmy na tematyczne fragmenty" - czytamy we wstępie rzeczonego raportu. Określenie "konkretne placówki" nie oznacza ich ogółu, jak sugeruje Wielowieyska. To następna manipulacja, popełniona zapewne w imię szerzenia prawdy i wolności. - Po raporcie państwa Elbanowskich zaczęły przychodzić sprostowania, ponieważ się okazało, że wiele informacji jest nieprawdziwych - kontynuuje dziennikarka.

 

A tymczasem prawda jest taka, że po sprostowaniach od dyrektorów szkół, o których pisze Wielowieyska, przychodziły kolejne sprostowania nadsyłane przez rodziców, niektóre nawet ze zdjęciami ukazującymi stan szkół. Tłumaczenia dyrektorów, które miały podważyć raport Elbanowskich, mogłyby posłużyć Stanisławowi Barei do napisania scenariusza kolejnego filmu. "Dzieci nie siedzą na „gołej zimnej ziemi”, ponieważ w klasie położona jest podłoga panelowa. Zakup dywanu został odłożony w czasie z powodu braku środków finansowych" - to jedno z nadesłanych przez dyrektorów sprostowań. - Mam pretensję do państwa Elbanowskich o to, że marnują energię, którą mogliby spożytkować na poprawę warunków w szkole - pisze Wielowieyska, choć wcześniej w tym samym tekście stwierdza: - Nie mam pretensji do państwa Elbanowskich, że mobilizują rząd do wkładania jeszcze większego wysiłku w przygotowanie szkół na przyjęcie sześciolatków. Bo rzeczywiście ministerstwo wzięło się do pracy - stwierdza dziennikarka. Taka manipulacja to wyższa szkoła jazdy. Ja jednak skupiłam się na tym, że gdyby nie Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców, Elbanowscy i ich "kopniak" dla rządu, to jeszcze mniej szkół byłoby przygotowanych na przyjęcie sześciolatków. To może zasłużyli na jakiś medal? - Elbanowscy straszą rodziców, wskutek czego biegną oni do poradni psychologicznych po zaświadczenie o odroczeniu obowiązku szkolnego. (...) Chcą zatrzymać dziecko w domu za wszelką cenę, bo wynika to z ich ideologicznych przekonań i lęków - czytamy w dalszej części artykułu.

Nie wiem, jakie ideologiczne przekonania autorka miała na myśli. Wiem natomiast, i z pewnością Wielowieyska jako matka dzieci w wieku szkolnym również to wie, że przed reformą istniał obowiązek edukacyjny dla sześciolatków zwany "zerówką". Dzisiaj, w dobie wdrażania flagowej reformy MEN, jest roczne przygotowanie przedszkolne dla pięciolatków. Tym samym o żadnym siedzeniu dziecka w domu nie może być mowy. I wyszło następne kuglarstwo.

Zarówno resort edukacji, jaki i jego obrończyni, przyzwyczaili nas do wykrzywiania rzeczywistości. Jednak wypadałoby zachować jakiś umiar, choćby dla własnego dobra, by nie narazić się na śmieszność. Dominika Wielowieyska nie tylko obraża przedstawicieli SRPR i rodziców, dla których najważniejsze jest  dobro dzieci, to jeszcze postanowiła przywołać do porządku leniwych nauczycieli. - 30 proc. ankietowanych nauczycieli twierdzi, że dzieci emocjonalnie nie są przygotowane, słabiej sobie radzą z rozmaitymi czynnościami. A czegóż się spodziewali? Że sześciolatek będzie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki siedmiolatkiem? Nie będzie. To nauczyciele i szkoła muszą się zmienić, a nie dzieci - pisze dziennikarka.

A to dopiero nowość. Czy to nie zwolennicy reformy krzyczeli, że nie ma żadnej różnicy między sześciolatkiem a siedmiolatkiem? Naraz okazuje się, że jest! Czy to nie przeciwnicy reformy alarmowali, że szkoły nie są gotowe na młodsze dzieci? Teraz Wielowieyska potwierdza, że szkoły muszą się zmienić. Muszą, czy są gotowe? Na koniec swojego wywodu dziennikarka chwali rządowe propozycje pomocy nauczycielom. - Źle, że dopiero teraz na serio mówi się o zatrudnianiu asystentów nauczycieli, którzy będą biegać za niesfornymi sześciolatkami łażącymi po klasie. Bo małe dzieci nie wytrzymują długo w ławce. Ale lepiej późno niż wcale - puentuje dziennikarka "Wyborczej".

A ja myślę, że pani Wielowieyska albo źle sformułowała swój wywód, albo umyślnie pisze tendencyjnie. Nie mówi się o zatrudnianiu, a o możliwości zatrudnienia. A to olbrzymia różnica, biorąc pod uwagę, że owych asystentów mogą, ale nie muszą zatrudnić samorządy, które już teraz cierpią na chroniczny brak pieniędzy. Nie sądzę, by je znaleźli na zatrudnienie osób do wiązania butów i wycierania nosków pierwszoklasistom. I skąd przypuszczenie, że trzeba biegać za "łażącymi" po klasie dziećmi ? Przecież ministerstwo dopuszcza swobodną zabawę na dywanie. Kilkakrotnie kolejne panie ministry wyrażały w swoich "pobożnych życzeniach" opinię na temat odejścia od systemu ławkowo-dzwonkowego. Jedno jest pewne. Tak zmanipulowanego zlepku pochwał dla resortu, zbudowanego na krytyce dla ruchu społecznego zainicjowanego przez przedstawicieli SRPR, dawno nie czytałam. Może dlatego, że rzadko czytam "Wyborczą"? A może dlatego, że odznaczeni przez Komorowskiego, jedyni słuszni i prawdomówni dziennikarze dostali skrzydeł i podwoili wysiłki w dążeniu do krzewienia specyficznej wolności?  Definicja tej wolności świetnie pasuje do słów Katarzyny Kolendy-Zaleskiej: "Prawda już została ustalona, żadne fakty jej nie zmienią. Cóż mogę dodać- jaka władza, taka "wolność". Jaka wolność, tacy odznaczeni. A jacy odznaczeni, taki PR dla rządu.

 

Katarzyna Kawlewska

[Fot. Facebook]

 

 

CS146fotMINI

Czas Stefczyka 146/2017

PDF (9,21 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook