Jedynie prawda jest ciekawa

Katarzyna Łaniewska: "Bez kultury nie ma narodu". WYWIAD

09.10.2016

"Kiedy dowiedziałam się, że pan Jacek Poniedziałek wykłada w Akademii Teatralnej, to pomyślałam, że to dobrze, że jestem stara i nie będę się uczyć w tej akademii. Tam nie ma ludzi, którzy naprawdę coś znaczą w teatrze. My oglądaliśmy swoich profesorów na scenach w wielkich sztukach, w wielkich rolach" - powiedziała w rozmowie z portalem Stefczyk.info Katarzyna Łaniewska, aktorka.

Stefczyk.info: W Warszawie aktorzy protestowali przeciwko upolitycznieniu kultury. Czy słusznie?

Katarzyna Łaniewska: Dlaczego aktorzy nie protestowali za poprzednich rządów PO-PSL? Dlaczego kultura, która jest finansowana z budżetu państwa ma nic nie mówić? To znaczy co? Ministerstwo Kultury ma pozwalać na wszystkie świństwa, które są wystawiane? Przecież w tej chwili nie ma właściwie klasyki, która by była „po Bożemu”. Nie mówię, że trzeba grać z Bogiem Fredrę czy Słowackiego. Ale nie można tego wszystkiego przerabiać. Z czego się młodzież ma uczyć? Skąd brać przykład, jak się kiedyś żyło? Wszystko jest wydziwione, jest przewrócone do góry nogami. Wszędzie gdzieś jest coś splugawione. A to jeden pan goły jeździ na rowerze i macha swoim przyrodzeniem, albo panienki tańczące na rurze są przebrane za zakonnice, i to w sztuce Słowackiego „Mazepa”, która mówi o godności kobiety, w Teatrze Polskim, w którym grałam za czasów pana dyrektora Seweryna. Gdzie człowiek pójdzie, to sedes jest głównym rekwizytem, również w teatrze Ateneum, w którym także kiedyś grałam. Jestem pełna zadziwienia, dlaczego ktoś, kto finansuje, nie ma prawa mówić. To wszystko można schować, powiedzieć, że to jest cenzura itd. Nie wiem, kto brał udział w proteście. Podobno szef Związku Artystów Scen Polskich, pan Łukaszewicz, podpisywał się, że popiera ich wszystkich. Nie wiem kogo, gdzie?

O co walczyli aktorzy?

Mieliśmy kiedyś wielki protest, który był właściwie prawie jednością, bo na palcach jednej ręki można było policzyć ludzi, którzy byli przeciw. Nie chcieliśmy w stanie wojennym uczestniczyć w kłamstwie, które było ewidentne.
W tej chwili nie wiem o co walczą moi koledzy. Jeżeli walczą o to, żeby panienki „ze ślizgawki” występowały w teatrze we Wrocławiu, jeżeli przygotowany do funkcji Cezary Morawski jest dla nich złym dyrektorem to ja już nie wiem, o co im chodzi. Ktoś organizuje konkurs, ktoś płaci. Niech stworzą sobie prywatny teatr, jak pan Karolak. Jak prezydent Komorowski przestał go dotować, to zwinął żagle, bo nie miał już co robić. Rozumiem, że są tendencje, że są jakieś mody, ale niech będzie chociaż jakaś moda na klasykę. Chociaż w tych teatrach, które są, że tak powiem, teatrami państwowymi, które mają jakąś misję. Nowoczesność była. Hanuszkiewicz też na drabinie wystawiał różne rzeczy, ale to była nowoczesność artystyczna, a nie polityczna i ukierunkowana na gender. Nie chciałam być na tym proteście i wstydzić się za niektóre wypowiedzi

Niektórzy aktorzy mówią, że nastały reżimowe rządy. Chociażby Jacek Poniedziałek opowiadał w Szwajcarii, że w Polsce kończy się demokracja…


Kiedy dowiedziałam się, że pan Jacek Poniedziałek wykłada w Akademii Teatralnej, to pomyślałam, że to dobrze, że jestem stara i nie będę się uczyć w tej akademii. Tam nie ma ludzi, którzy naprawdę coś znaczą w teatrze. My oglądaliśmy swoich profesorów na scenach w wielkich sztukach, w wielkich rolach. Jeżeli w tej chwili pan Poniedziałek mówi do młodzieży, to taka młodzież wyjdzie: nie mówiąca, sepleniąca, zmiękczająca. Oczywiście wszystko to jest tak drażliwe. Ta młodzież nie dostaje tam podstawy, a to się nazywa akademią. Niech oni sobie robią akademię na przykład na dzień geja.

Współcześnie odchodzi się od klasyki, stawiając na kontrowersyjną nowoczesność. Dlaczego? Klasyka się nie sprzedaje?

W Teatrze Polskim, moim pierwszym teatrze i ostatnim, skąd odeszłam na emeryturę - przyjmował mnie Arnold Szyfman, ten, który zbudował ten teatr, w 1955 roku - wystawiono sztukę „Mazepa”. To sztuka o godności kobiety, bo Mazepa daje się zamurować, żeby nie zdradzić. A tam panienki zaczynają tańczyć na rurze w czerwonej bieliźnie, a potem one są zakonnicami w drugim akcie. Jan Kazimierz modlący się na klęczniku jest pijany. Tak to jest wystawione i to ma być przykład dla młodzieży. To nie tylko to, że są sztuki o gejach, o takich i owakich panienkach. Nie ma natomiast klasyki, która jest jakimś antidotum na to spaczenie, która mówiłaby o tym, jak kiedyś ludzie żyli, jak się zachowywali, jak mówili, jakie mieli problemy. Bez kultury nie ma narodu.

Jaka jest współczesna kultura?

Ludzie tacy, jak mój dyrektor, wspaniały człowiek teatru Kazimierz Dejmek, uchodził za człowieka niewierzącego, a najpiękniejsze moralitety staropolskie, chrześcijańskie przedstawiał na scenie Teatru Polskiego, które zdobywały laury na całym świecie. To był człowiek teatru, chociaż miał swoje przeżycia i wiarę taką, czy inną. A dziś wszystko jest po to, żeby psuć. Wystawia się spektakle o patologiach. Młode dziewczynki ze szkoły idą na czarny marsz i mówią tylko o tym, że będą gwałcone, że będą musiały coś zrobić. One nie mówią o pięknej miłości, która je czeka, o chłopaku, z którym chodzą, trzymają się za rękę, tylko mówią, że będą zgwałcone. Mało tego, idą te kretynki matki, które prowadzą dziecko w wózku. Co to znaczy? Przecież to jest jakieś wymóżdżenie.

not. Weronika Tomaszewska

[fot. youtube.com]

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook