Jedynie prawda jest ciekawa

Krasnodębski: Polska nie liczy się w Europie

26.11.2012

Powinniśmy walczyć o naszą pozycję w Unii, o kształt Wspólnoty, a nie tylko o pieniądze. Oczekuję od premiera strategii – mówi prof. Zdzisław Krasnodębski.

W wywiadzie dla „Faktu” socjolog i filozof społeczny wskazuje, że w aktualnej rozgrywce w Unii Europejskiej polskim politykom nie powinno chodzić wyłącznie o budżet i środki, jakie zostaną przyznane Polsce. Jego zdaniem brakuje głębszego spojrzenia.

- Wiadomo, że jest to sprawa budżetu, ale teraz następują daleko idące zmiany w UE. Powinniśmy więc walczyć o naszą pozycję w Unii, o kształt Unii. Ten budżet wynika przecież z różnych przekształceń we wspólnocie. Nie powinniśmy bezrefleksyjnie zakładać, że tego rodzaju rozwój uzależniony od dotacji jest dobry – mówi profesor.

Powołuje się na przykłady Grecji, Włoch czy Hiszpanii pokazuje, które dowodzą, że ni jest to najlepsza droga rozwoju. Dodaje, że zależność od unijnych pieniędzy utrwalała złe nawyki, które przyczyniają się m.in. do rozbudowy systemów korupcyjnych. I zwraca uwagę, że dotychczas nie dokonaliśmy bilansu wykorzystania środków unijnych.

Według profesora, Polska nie liczy się w Europie.

- Gdy domagamy się decyzji, które byłyby nie do końca wygodne dla tych silnych, to od razu jesteśmy sprowadzani do pozycji pokornego petenta. Od czasu Traktatu Lizbońskiego, kiedy reagowano na Polskę czasami agresywnie – ale reagowano tak, bo jej głos się liczył jako partnera, który mógł coś postanowić – nastąpiło osłabienie naszej pozycji. I jak widać ani wizyta w Berlinie, ani inne ukłony nie pomagają.

Zapytany, czego powinni oczekiwać i wymagać od rządu Polacy, naukowiec odpowiada:

- W tej sytuacji słychać proste wymaganie od premiera: jedź i przywieź jak najwięcej pieniędzy, dotrzymaj obietnicy wyborczej. Rozumiem to oczekiwanie, zwłaszcza u tych, którzy głosowali na PO i nabrali się na obietnice. Jednak powinniśmy myśleć w dłuższej perspektywie czasowej. Przecież celem Polski powinno być to, żebyśmy pieniędzy nie potrzebowali, żebyśmy byli krajem tak rozwiniętym, żeby te wszystkie dotacje i programy nie były nam niezbędne.

Profesor oczekuje od premiera strategii: - Co będzie, jak zdobędziemy owe 300 lub 400 mld? Nie chodzi przecież tylko o wzrost PKB, ale o taką przemianę w społeczeństwie, żeby stało się ono produktywne, twórcze, innowacyjne. Żebyśmy rzeczywiście stali się w 2020 roku takim państwem, jakim jesteśmy już w rządowej propagandzie. Tymczasem, jeśli uwzględnimy takie wskaźniki jak innowacyjność widać, że jesteśmy na szarym końcu. Powinniśmy zapytać, co z rozwojem przemysłu, który powinien stać się konkurencyjny dla tych krajów, które pieniądze do UE wpłacają.

Według socjologa w mediach można dostrzec jakby dwóch Donaldów Tusków:

- Z jednej strony człowieka, który w sposób ostry, brutalny z poczuciem wyższości mówi o konkurentach politycznych w Polsce. I człowieka, który jest całkowicie niezdolny do żadnego oporu w stosunkach z partnerami zagranicznymi, co widać po jego ruchach, sposobie zachowania, śmiechu, wyrazie twarzy.

Taką rozbieżność, zdaniem profesora widać zarówno w stosunku do Rosji, jak i do „Zachodu”, zwłaszcza Niemiec.

- Jego partnerzy dobrze wiedzą, że to nie jest polityk, którego trzeba się obawiać. Dlatego premier liczy na dobrą wolę. Zapewne też jego główną bronią w negocjacjach głównie z Angelą Merkel jest straszenie „nacjonalistyczną” opozycją.

Cała rozmowa w „Fakcie”.

ruk

[Fot. PAP / Radek Pietruszka]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook