Jedynie prawda jest ciekawa

Karnowski: Spot, czyli biali promują paciorki dla Indian

03.05.2014

"Ani spoty, ani statystyki, nie złapią tego, co jest najdotkliwszym, najbardziej niebezpiecznym skutkiem członkostwa w Unii, a więc dalszej utraty podmiotowości naszego establishmentu" - pisze Jacek Karnowski.

W słynnym, choć może należałoby powiedzieć, niesławnym i wyjątkowo drogim spocie przygotowanym na unijne pieniądze na 10 lecie członkostwa Polski w Unii Europejskiej widzimy liczne, piękne inwestycje: stadion narodowy, boiska dla dzieci i młodzieży, wielkie wieżowce, odnowione starówki, nowe autostrady i mosty. Na pierwszy rzut oka - wspaniały, nowoczesny kraj, oczywiście możliwy wyłącznie dzięki pomocy z Unii Europejskiej. Nawet w tym lukrowanym obrazie sięgnięto jednak po kłamstewka - pokazano stołeczny Most Siekierkowski, otwarty w 2002 roku, a więc 3 lata przed polską akcesją do UE. Autorzy spotu prezentują także z dumą fermy wiatraków, w Europie zachodniej wzbudzające wielkie, zazwyczaj negatywne emocje, z racji ich nieefektywności ekonomicznej (działają tylko dzięki dotacjom) oraz dlatego, że niszczą naturalne krajobrazy.

Zdziwienie wzbudza także ewidentne szyderstwo z Polski początku lat 90. W spocie pokazano bazar, na którym ludzie przymierzają ubrania i w prosty sposób - jak to prości ludzie - komentują rzeczywistość. W założeniu ma to zapewne wzbudzać śmiech widowni. Autorzy filmiku nie wiedzą zapewne, że śmieją się z siebie samych, bo tacy przecież byliśmy, a i w dużej mierze wciąż tacy jesteśmy. Nie wiedzą też, że pokazywanie samochodu Polonez jako symbolu zacofania jest co najmniej dwuznaczne. Bo Polonez jaki był, taki był, ale był produkowany w Polsce. Dziś jeździmy lepszymi samochodami, ale Żerań stoi zamknięty na kłódkę, a my co najwyżej montujemy auta niemieckie.

Spoty są propagandą w skondensowanej formie. Ten konkretny mówi tyle, ile powiedział by nam inny filmik, możliwy do wyobrażenia na 10-lecie członkostwa w Unii. Pokazano by w nim zamknięte fabryki, cegielnie, cukrownie, tysiące hektarów ziemi wykupionej przez obcokrajowców, zamknięte szkoły (bo młodzi wyjechali do Wielkiej Brytanii i Niemiec, bo nie rodzą się dzieci), całe miejscowości zamieszkiwane wyłącznie przez starszych ludzi. Pokazano by też wypowiedzi młodych ludzi, chcą stąd wyjeżdżać (jak pokazują badania). Skoro kraj odniósł rzekomo tak wielki sukces, to dlaczego wciąż wypycha ludzi, a nie przyciąga?

Propaganda, nawet najdroższa, nawet najpiękniejsza, nawet z Beattlesem na pierwszym planie, nie mówi prawdy. Trafnie ujął to Antoni Słonimski, który mimo komunizujących poglądów trafnie rozgryzł w latach 30. totalitarną naturę sowieckiej Rosji. W książce "Moja podróż do Rosji" tak podważał bolszewickie laurki prezentowane cudzoziemcom:

"Podjąłby się przez sześć dni obwozić cudzoziemca po Polsce i pokazać mu rzeczy niezmiernie efektowne. Mógłby z takiej wycieczki wynieść wrażenie nie tylko dobrobytu, lecz wręcz luksusu. Można by pokazać nowe dzielnie, których parę ma Warszawa, a których wcale nie ma Moskwa, można by go zawieść do szkoły im. Batorego, do Ministerstwa Oświecenia, do instytutu wychowania fizycznego. Pokazać sierociniec we Lwowie, zakład dla dzieci w Kobiernicy pod Bielskiem, Gdynię, Mościce i diabli wiedzą co, powiedzieć, że to wszystko robi państwo, które od stu lat było dewastowane i teraz boryka się z trudnościami gospodarczymi. Cudzoziemiec rozpłakałby się z rozczulenia. Podjąłbym się również pokazać jakiemuś Kischowi taką Warszawę i taki Żyrardów, że zbladłaby przy tym najbardziej jaskrawa nędza portowych dzielnic Nowego Jorku."

W sumie Słonimski stwierdzał: "Jestem człowiekiem dość sceptycznym, zwłaszcza jeśli chodzi o statystyki i propagandę".

I my być powinniśmy. Tym bardziej, że ani spoty, ani statystyki nie złapią tego, co jest najdotkliwszym, najbardziej niebezpiecznym skutkiem członkostwa w Unii, a więc dalszej utraty podmiotowości naszego establishmentu. Już nawet nie udaje on, że stara się rzetelnie diagnozować sytuację Polski i szukać najlepszych rozwiązań. Nie, na sztandarach już tylko jedno hasło: Unia. Swój cel postrzega tak prostacko, jak to tylko możliwe: słuchać, kopiować, wdrażać. Pewnie już nawet zapomniał, co znaczy myśleć samodzielnie, co znaczy być intelektualnie wolnym.

Za prounijną propagandą stoją tak wielkie pieniądze, że obóz niepodległościowy ma dziś niewielkie szanse na uczciwą debatę o zyskach o stratach związanych z członkostwem. Tym bardziej jednak powinniśmy rozwijać w sobie umiejętność diagnozowania realnej sytuacji Polski. Opozycja musi zastąpić władze, zachowujące się jak elita kolonii, i establishment o mentalności Indian zachwyconych paciorkami darowanymi przez białych.

Przyszłość znów przywoła pytania, które dziś wydają się nieważne. Przywoła, bo Polska zamknięta w kaftanie, nawet złotym, żyć nie może.  

Jacek Karnowski

[Fot. YT]

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na Facebooku. 

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook