Jedynie prawda jest ciekawa

Kard. Nycz: Ewangelizacja nie tylko w niedzielę

21.12.2014

Nie da się ewangelizować tylko przez duszpasterstwo niedzielne. Kościół musi być pełen żywych wspólnot i komórek ewangelizacyjnych – mówi kard. Kazimierz Nycz w przedświątecznym wywiadzie.

A w związku z dyskusjami, jakie miały miejsce na synodzie o rodzinie, metropolita warszawski widzi konieczność budowania „nowej świadomości sakramentu małżeństwa” i wynikającej stąd potrzeby radykalnej przemiany hierarchii wyznawanych przez nas wartości.

A oto pełen tekst wywiadu z kard. Kazimierzem Nyczem:

Czego Ksiądz Kardynał życzy na Święta Bożego Narodzenia swoim diecezjanom?

Kard. Kazimierz Nycz: Życzę Bożego Pokoju, którego świat nie może dać do końca. Aby w Nowym Roku niespodzianki, jakie nas spotkają, były takie, które człowiek potrafi przyjąć i udźwignąć. Życzę, aby rok 2015, który z pewnością będzie trudny, gdyż zaostrza się sytuacja i wewnętrzna, i międzynarodowa - dzięki mądrości polityków i rządzących państwami, jak i wierze w Opatrzność Bożą - był rokiem, który uczyni nasze życie bezpieczniejszym.

Znajdujemy się w okresie pomiędzy kolejnymi spotkaniami Synodu Biskupów nt. rodziny. Jest to wielki temat dla całego Kościoła, także w Polsce. Jak to będzie realizowane u nas?

To, co papież mówi o rodzinie jako najważniejszej ze wspólnot, wyznacza zadania ukierunkowane na budowanie nowej świadomości sakramentu małżeństwa. Wymaga to też nowego podejścia do przygotowywania narzeczonych.

Co oznacza "nowa świadomość sakramentu małżeństwa"?

W dokumencie końcowym niedawno zakończonego zgromadzenia Synodu pada znamienne pytanie: czy dziś młodzi są zdolni do zawarcia sakramentu małżeństwa, w szczególności ci, którzy są słabo albo mało wierzący? Dużo mówi się także o kryzysie rodziny. Remedium nie będzie taka czy inna „polityka rodzinna”, choć ona jest bardzo potrzebna, ale postawa wynikająca ze zrozumienia, czym w istocie jest małżeństwo. Potrzeba więc odnowionej świadomości tego sakramentu. Jedną ze spraw podstawowych jest postrzeganie naszego życia w perspektywie powołania wynikającego z wiary.

Nie zapominajmy, że kiedy Bóg stworzył człowieka mężczyzną i niewiastą, powiedział im: "Rozmnażajcie się i czyńcie ziemię sobie poddaną!". Dzisiaj robimy to w odwróconej kolejności. Znacznie mniejszą wagę przywiązujemy do przykazania "rośnijcie i rozmnażajcie się!", a większą do chęci podporządkowania sobie świata i "uczynienia ziemi poddaną". Na tym się koncentrujemy. Dlatego w myśleniu współczesnego człowieka naczelną wartością stała się "samorealizacja" - sukces zawodowy, a życie rodzinne jest daleko z tyłu. W sposób niekorzystny dla rodziny i planu Bożego nastąpiło przesunięcie podstawowych priorytetów w hierarchii wartości. W tym widziałbym przyczynę wielu problemów, jakich dziś doświadcza rodzina. Przypomnę to, co Jan Paweł II powiedział w "Laborem exercens": Praca niech służy rodzinie, a nie odwrotnie!

Zadaniem Kościoła jest odbudowywanie właściwej hierarchii wartości, głoszenie Ewangelii i pomoc w kształtowaniu wiary, która pomogłaby w patrzeniu na życie. Widać jak bardzo owocuje to w życiu rodzinnym. Wśród ludzi należących do ruchów czy wspólnot kościelnych problemy z życiem rodzinnym są daleko mniejsze.

Synod nie zapomina też o zewnętrznych warunkach, od których zależy jakość życia rodzinnego. Apeluje więc do państw i samorządów, aby stwarzali warunki dla życia rodzin, bo to jest ich obowiązek.

My jako Kościół nie możemy zapominać o wielkiej pracy duszpasterskiej na rzecz rodzin. A mając trudności na własnym polu, często łatwo przeskakujemy na to drugie pole: działań polityków czy samorządowców. Mamy do tego prawo, ale pod warunkiem, że właściwie robimy to, co do nas jako do Kościoła należy.

Co więc powinno się zmienić w duszpasterstwie adresowanym do rodziny?

Trafnie wyartykułowała to moja Rada Duszpasterska, składająca się w większości ze świeckich. Podkreślili oni przede wszystkim konieczność nowej formuły przygotowania do małżeństwa. Tym narzeczonym, którzy chcą czegoś więcej, należałoby dać co najmniej roczną formację prowadzoną także przez małżeństwa - które są zaangażowane w Kościół i którym życie małżeńskie się udało. Chodzi o to, by poprzez swoje świadectwa małżeństwa te aby pokazały, że warto jest tak żyć, i że da się to zrobić.

A my tymczasem - w ramach katechez przedmałżeńskich – od kilku dziesięcioleci dajemy wszystkim to samo, a niekiedy nawet w skróconej formie podczas kursów weekendowych. Ludzie coraz częściej ustalają datę ślubu i zamawiają dom weselny na półtora roku przed ślubem. A przy tym mówią, że na duchowe przygotowania do małżeństwa nie mają czasu. To trzeba zmienić!

Druga sprawa, to systematyczna formacja dla samych małżonków, szczególnie tych, którzy są na początku drogi. Winna być ona porównywalna z formacją młodych kapłanów. Księża - mimo, że przez 6 lat przygotowują się w seminarium - przez następne 10 lat mają "gęstą formację". Jest ona potrzebna, gdyż w tym okresie kształtuje się ich model kapłaństwa. Coś analogicznego powinno zostać zorganizowane dla młodych małżeństw. A szczególnie wtedy, kiedy stykają się one z nowymi problemami, gdy pojawiają się dzieci, itp. Pomoc potrzebna jest młodym rodzinom w każdej parafii, a nie tylko tym rodzinom, które mają problemy.

Czy Episkopat polski zdefiniował swoje stanowisko, w związku z dyskusją na Synodzie wywołaną przez propozycję kard. Waltera Kaspera i biskupów niemieckich, a dotyczącą udzielania komunii św. osobom rozwiedzionym żyjącym w nowych związkach.

Nie dzieliłbym tej sprawy na stanowiska poszczególnych episkopatów. Reprezentacja na Synod nie jest dobierana wedle klucza, że chce się coś ugrać. Wierzę, ze Duch Święty działa w Kościele.

A jeśli chodzi o uczestników Synodu, którzy zgłaszali te propozycje, może nie wszyscy przeczytali ostatni rozdział "Familiaris consortio". Być może niektórzy uważali, że trzeba pójść dalej. Wciąż rewolucyjne jest to, co 30 lat temu zaproponował Jan Paweł II, mianowicie, by ci ludzie, którzy nie mogą przystąpić do komunii sakramentalnej, nie byli w Kościele na marginesie, lecz by mogli twórczo uczestniczyć w różnych formach życia kościelnej wspólnoty. Uważam więc, że najpierw powinniśmy wprowadzić w życie to, co proponował Jan Paweł II. Poczynając od sposobu odnoszenia się do tych ludzi w kancelarii, aby nie koncentrować się na zakazach, lecz ukazać im perspektywę pełnego uczestnictwa we wspólnocie eucharystycznej, np. poprzez dojrzałą decyzję przyjęcia praktyki tzw. małżeństwa białego.

Podobnie należy traktować człowieka, który przychodzi do kancelarii parafialnej z narzeczoną, ale przyznaje się, że jest niewierzący. Nie powinniśmy takiej parze odmawiać ślubu kościelnego, ale zastosować możliwość, która jest zapisana w prawie kanonicznym. Uroczystość się odbywa, sakrament ma miejsce i zachowuje ważność, ale dotyczy jednej osoby, tej wierzącej. Bywa, że niewierzący, który zawarł małżeństwo z osobą wierzącą, po kilku latach dojrzeje i odkryje sakramentalny wymiar małżeństwa.

Powróćmy do kwestii dyskutowanej na Synodzie, czyli możliwości udzielania komunii św. rozwiedzionym, żyjącym w nowych związkach. Czy – zdaniem Księdza Kardynała - może stać się to możliwe?

Nie wierzę, aby w Kościele była możliwość zmiany doktryny. W kwestii sakramentalności małżeństwa i jego nierozerwalności nie ma dyskusji, gdyż nierozerwalność małżeństwa ustanowił nie Kościół tylko Jezus.

Ksiądz Kardynał w lutym udaje się na konsystorz zwołany przez papieża Franciszka. Czego będzie on dotyczyć?

Temat nie został ogłoszony, ale domyślać się można, że podstawowym zagadnieniem będzie reforma Kurii Rzymskiej przygotowana przez grupę dziewięciu kardynałów, doradców papieża.

Zbliża się kolejny „Dziedziniec Dialogu” w Archidiecezji Warszawskiej. Jaka będzie jego główna tematyka? Co idea „Dziedzińca” wnosi do Kościoła w Polsce?

Niezależnie od tego, co robimy w Kościele „ad intra” czyli wewnątrz, „Dziedziniec Dialogu” jest bardzo potrzebny jako odpowiedź na to, co papież Franciszek mówi o potrzebie wychodzenia Kościoła na zewnątrz. Wychodzenia do świata i poszukiwania porozumienia z tymi, którzy szukają, myślą inaczej czy są nawet niewierzący, a jednocześnie cechuje ich otwartość w jakimś zakresie na wymiar transcendencji. „Dziedziniec Dialogu” jest to też istotnym przedsięwzięciem w duchu preewangelizacji.

Po pierwszym „Dziedzińcu” w Warszawie, który kard. Ravasi ocenił jako bardzo udany, rozpoczęliśmy roczny cykl debat: "Myśląc z Wojtyłą". Wobec zbliżającej się kanonizacji, prowadzona była dyskusja o nauczaniu Jana Pawła II, z udziałem osób niewierzących.

Następny „Dziedziniec Dialogu” będzie miał miejsce w Warszawie w październiku 2015 r. pod roboczym hasłem: "Kościół w nauce, kulturze i życiu społecznym". Odbędzie się on z udziałem prelegentów zagranicznych, osób wierzących i niewierzących. Odtąd „Dziedziniec” będzie powtarzany co roku. W międzyczasie będziemy organizować różnorodne debaty, w mojej rezydencji bądź innych miejscach.

Np. od lutego rozpoczniemy nowy cykl spotkań skoncentrowany wokół najbardziej spornych kwestii związanych z udziałem Kościoła w przestrzeni publicznej. Będzie to nowa płaszczyzna dialogu ludzi Kościoła z przedstawicielami świata "laickiego", tymi, którzy całkiem inaczej widzą te sprawy. Niezmiernie ważne jest tworzenie takich płaszczyzn, gdzie ludzie różnie myślących może zbliżyć troska o dobro wspólne.

Kolejny cykl - bezpośrednio przygotowujący październikowy „Dziedziniec” - chcemy rozpocząć w kwietniu przy okazji Targów Książki Katolickiej. Będzie to trzydniowy cykl spotkań z udziałem kard. Gianfranco Ravasiego. Debata na Uniwersytecie Warszawskim dotyczyć będzie relacji miedzy wiarą u nauką, debata w Arkadach Kubickiego - tematu "Kościół a media", a trzecia, w mojej rezydencji, dylematu: "Kościół otwarty czy zamknięty"?

Zbliża się papieska pielgrzymka do Polski i Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Co to oznacza dla Księdza Kardynała? Jakie wyzwania dla Kościoła w Polsce są z tym związane?

Jest to ogromne przedsięwzięcie nie tylko dla Krakowa, ale i całej Polski. Młodzież z Europy i świata będzie przez tydzień przedtem gościć w naszych diecezjach. Jeśli chodzi o diecezje i parafie, jest to kwestia pozbierania tych, których mamy w Kościele, by byli zdolni podjąć dialog z młodzieżą zagraniczną i pokazać im Kościół w Polsce. A dla wielu będzie to zaskoczeniem pozytywnym.

To "pozbieranie się" wszystkich grup, jakie istnieją, jest niezbędne do tego, aby mogło dokonać się to, co jest najważniejsze w Światowych Dniach Młodych, mianowicie wspólne przeżycie tajemnicy Kościoła.

Jest to też chyba szansa na odnowę duszpasterstwa młodzieży w Polsce i aktywnej obecności młodych w Kościele, bo zaczyna być z tym pewien problem?

Faktycznie w Polsce zaczyna się problem z obecnością młodzieży w Kościele i nie należy od tego uciekać. Stoi przed nami pytanie, na ile Światowe Dni Młodzieży zostaną pod tym katem wykorzystane? Uruchamiany te grupy, które są w Kościele, tworzymy także nowe, w tym olbrzymi wolontariat. Ważne, aby nie skończyło się na Dniach Młodzieży, ale by te grupy i nowe inicjatywy zachować na potrzeby normalnego funkcjonowania Kościoła. Jest to okazja dana nam przez Opatrzność.

Zamieszanie wokół niedawnego Marszu 13 grudnia postawiło wiele pytań na styku Kościół-polityka. Na czym polega misja Kościoła w tej sferze, a jakie są twarde, nieprzekraczalne granice, których Kościół powinien się trzymać?

Te granice są oczywiste, ale wciąż trzeba je przypominać, czasem nawet biskupom. Kluczowe jest rozróżnienie pomiędzy służbą szeroko pojętej polityce, a służbą partyjności. Jeśli definiujemy politykę jako roztropną troskę o dobro wspólne, to przez to rozumiemy, że jest ona szlachetną sprawą, o którą troszczy się cały Kościół. W płaszczyźnie metapolitycznej (a nie partyjnej) Kościół nauczający - biskupi i księża - ma wiele do powiedzenia. Jest to możliwość prezentowania nauki społecznej Kościoła i jej wymagań dotyczących życia publicznego, polityki nie wyłączając.

Natomiast działalność polityczna w wymiarze konkretnych partii - walczących o władzę po to, by lepiej niż poprzednicy służyć człowiekowi, rodzinie, małym ojczyznom i Polsce - jest zadaniem katolików świeckich. Nie można mieć pretensji do świeckich, że działają w takiej czy innej partii, czy że byli na marszu. Do uczestnictwa w polityce świeccy mają prawo, a nawet moralny obowiązek. Winni tam działać zgodnie z sumieniem, które winno być dobrze uformowane. Bolączką polskiego życia jest to, że tak mało aktywnych wiernych angażuje się w politykę.

Odrębną sprawą jest udział biskupów czy duchownych w działaniach inicjowanych przez partie. I to nie dlatego, że nie mogą tego robić. Biskup i ksiądz jest obywatelem i może to robić, ale pytanie czy powinien? Duchowny dokonuje w tej sferze pewnego samoograniczenia. Zresztą samoogranicza się już w momencie przyjęcia sutanny. Jest posłany do wszystkich, a działalność partyjna ma charakter partykularny. Duchowni mają za zadanie działać w sferze szerzej pojmowanej metapolityki, przypominając standardy wynikające z nauczania społecznego Kościoła. Zostało to wyjaśnione w podstawowych dokumentach kościelnych, np. w Konstytucji o Kościele w świecie współczesnym "Gaudium et spes", czy w adhortacji Jana Pawła II "Christifideles laici".

A o jakich nowych działaniach w Archidiecezji Warszawskiej można powiedzieć? Dużym echem odbiły się "Katechezy Warszawskie" na temat sumienia.

Próbujemy różnych nowych form duszpasterstwa, nie zapominając o tych podstawowych, które realizowane są na co dzień w parafiach. Proces "nawrócenia pastoralnego" - do czego zachęca nas Franciszek - polega na tym, aby nie zaniedbać tego co robiliśmy dotąd, a jednocześnie myśleć o nowych środkach.

Podstawowy problem zdefiniowałbym w ten sposób. Jako księża musimy uświadomić sobie, że jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za tych, którzy przychodzą do kościoła, ale za głoszenie Ewangelii wszystkim, także tym, którzy odeszli. Być może odeszli, gdyż spotkali się ze zgorszeniem w Kościele. A może dlatego, że zobojętnieli, czy za płytko byli przez nas uformowani. Dziś trzeba do nich wyjść zewnątrz. Nie wystarczy bicie w dzwony, odprawianie Mszy św. czy posługa konfesjonału. Trzeba szukać nowych sposobów. W tym tkwi istota nowej ewangelizacji i "duszpasterskiego nawrócenia", do którego wzywa nas Franciszek. Na to uwrażliwiam księży oraz ruchy i stowarzyszenia. Służą temu "Katechezy Warszawskie" i „Dziedziniec Dialogu”, czy internetowe rekolekcje adwentowe i wiele innych inicjatyw w zakresie nowej ewangelizacji.

Nigdy w działalności duszpasterskiej nie można kierować się zasadą "zawsze tak było" i do tego się ograniczamy. Kościół musi być pełen żywych wspólnot i komórek ewangelizacyjnych. Nie da się ewangelizować tylko przez duszpasterstwo niedzielne.

Człowiek z zewnątrz, którego zapraszamy do Kościoła, nie dojdzie od razu do ołtarza, ale musi znaleźć wspólnotę, która go przyjmie. W tych parafiach gdzie są wspólnoty, gdzie są ruchy i stowarzyszenia, które gromadzą młodych i młode rodziny, tam jest dobrze.

Pytanie o najważniejsze inwestycje w Archidiecezji i etap ich realizacji np. o Kościół Świętej Opatrzności Bożej i Muzeum Jana Pawła II i kard. Stefana Wyszyńskiego. Czy papież Franciszek poświęci te dzieła, gdy przyjedzie do Polski w 2016 r.?

Za dużo jest niewiadomych, by odpowiedzieć na to pytanie. Bardzo chciałbym, abyśmy do Świątyni Opatrzności mogli wejść w 2016 r. m.in. po to, aby móc obsłużyć pielgrzymów na Światowe Dni Młodzieży oraz powstającą tam parafię. Następnie przeszlibyśmy w etap wykańczania jej przez lata.

A jeśli chodzi o obecność papieża Franciszka w 2016 r. w Polsce, to poza Krakowem nic pewnego nie wiemy. Konferencja Episkopatu pokornie prosi Ojca Świętego, aby zajrzał jeszcze do kilku miast, szczególnie tych związanych z obchodami 1050. rocznicy chrztu Polski. Ale czy będzie chciał i czy będzie mógł – zobaczymy! Szczegółową trasę pielgrzymek Stolica Apostolska ogłasza pół roku wcześniej.

KAI, lz

[fot: PAP/Paweł Supernak]

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook