Jedynie prawda jest ciekawa

Kapitał ma narodowość – i właśnie ucieka z Polski

19.12.2012

Swego czasu dość popularne były w Polsce zaklęcia o tym jakoby rzekomo kapitał nie miał narodowości. Otóż kapitał narodowość ma – i Polska w tej chwili boleśnie przekonuje się o tym co oznacza jego ucieczka.

W chwili gdy piszę te słowa wciąż nie jest jasny los ponad tysiąca pracowników fabryki Fiata, którzy mają zostać zwolnieni wskutek przeniesienia produkcji jednego z samochodów na powrót do Włoch. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w fabryce Philipsa w Pile – tam szykuje się redukcja 10 proc. składu osobowego. To przemysł – z kolei w sektorze bankowym Unia Europejska rozpoczęła prawdziwą ofensywę na rzecz szybkiego powołania unii bankowej. Ta będzie umożliwiała nie tylko nadzór Europejskiego Banku Centralnego nad bankami znajdującymi się w eurolandzie (i poza nim), ale także umożliwi przepływ kapitału z jednego państwa do drugiego. Chyba nietrudno się w tej sytuacji domyślić w jakim kierunku odpływał będzie ten kapitał z Polski?

Większość gabinetów rządzących III RP prowadziła politykę w tym względzie – utrzymania przemysłu i kapitału – cokolwiek naiwną. W Polsce odbywała się i ciągle się odbywa masowa wyprzedaż rabunkowa – pozbywamy się wszystkiego – stoczni, fabryk, banków, zaś prominentni politycy z samego świecznika po skończeniu kadencji bardzo często odnajdują miejsca w radach nadzorczych wielkich, międzynarodowych spółek, które „przypadkiem” skorzystały na ich wcześniejszych politycznych i legislacyjnych decyzjach. Tak – jeżeli ktoś myślał, że casus Gerharda Schrödera (Kanclerza Niemiec, który po przegranych wyborach „wylądował” w radzie nadzorczej jednej ze spółek-córek rosyjskiego Gazpromu) to specyfika niemiecka, to przykro mi bardzo – jest w błędzie. Polecam prześledzić losy dawnych ministrów i wiceministrów z gabinetów kilku polskich premierów – zaręczam, że wyniki mogą państwa zaskoczyć. 

Pewnym wątłym pocieszeniem dla Polski może być fakt, że nie tylko ona okazała się być gospodarczym naiwniakiem w ostatnich dwudziestu latach. Wyprowadzkę swojego przemysłu do innych państw przeprowadziło wiele krajów, ze Stanami Zjednoczonymi włącznie. Rozsądnie zachowało się niewielu – Niemcy, Francja i kilku innych. Teraz państwa do których przemysł wyprowadzono stają się gospodarczymi potęgami, Europa jest „chorym człowiekiem” światowej gospodarki, a Stany Zjednoczone leczą się ekonomicznymi antybiotykami. Nigdzie jednak wyprzedaż przemysłu nie poszła tak daleko jak w Polsce – III RP wyprzedała niemal wszystko. Jak alkoholik na głodzie – wyzbyliśmy się już i rodowych sreber i podstawowych mebli. Obecny rząd zaś dokonuje operacji ostatecznego zwijania Polski, zachęcając tysiące młodych ludzi do emigracji zarobkowej, bo system zbudowany na korupcji, kumoterstwie, wszechobecnych układach i „zblatowaniu elit” (określenie Rafała Ziemkiewicza) nie jest w stanie stworzyć zdrowych mechanizmów wolnorynkowych, które by rynek pracy stymulowały naturalnie. 

Nie tak dawno temu sam Michał Boni, minister cyfryzacji w rządzie premiera Donalda Tuska, stwierdził, że zachodnie koncerny traktują Polskę jak przestrzeń neokolonialną. Na czym to polega? Ten neokolonializm możemy jaskrawo obserwować choćby na międzynarodowych stronach Gazety Wyborczej, bijącej na alarm na każdy przejaw zachodniego wyzysku w krajach trzeciego świata i nie zauważającej tego samego zjawiska w Polsce. Każda wiadomość o dzieciach pracujących w morderczych warunkach gdzieś w Pakistanie czy Birmie Gazeta przedstawia z takim samym zaangażowaniem, jak dawni działacze Komunistycznej Partii Polski walczyli o uwolnienie robotnika i chłopa z kajdan wyzysku u „polskich panów”. Jednocześnie ta sama gazeta jest całkowicie ślepa i głucha na przykłady funkcjonowania takiej samej przestrzeni neokolonialnej w Polsce. No ale wróćmy do meritum i nie kopmy leżącego – co stoi za takim a nie innym zachowaniem dziennikarzy GW – każdy chyba wie albo przynajmniej się domyśla.

Poszczególne państwa UE podejmują w tej chwili szeroki wachlarz działań mających ocalić je przed kryzysem – jednym z takich działań jest między innymi wycofywanie przemysłu z państw ościennych na powrót „do siebie”. Tym samym stajemy przed obliczem faktu – kapitał jednak ma narodowość. Toteż kapitał może emigrować, jednak tylko na chwilę – w chwili kryzysu jednak wolimy go mieć na miejscu. Polska nie odrobiła tego zadania domowego z ekonomii. 

Co może być dla nas ratunkiem? Wzorem Japonii po wojnie – zebranie tego co pozostało z narodowego kapitału jako bazy. Rząd powinien wspierać narodowy kapitał, lokalnych przedsiębiorców, instytucje i firmy, które korzystają tylko i wyłącznie z polskiego kapitału – bo tylko na ten kapitał możemy w chwili kryzysu liczyć. Na tym świecie nie ma czegoś takiego jak „darmowy Lunch” (Milton Friedman), a mówiąc brutalniej – na świecie nie ma dobrych wujków. Zagraniczna firma, choćby zatrudniała w Polsce nie tysiąc, nie dwa, a nawet dziesięć tysięcy pracowników, to zwolni ich wszystkich, bez żalu i bez „przepraszam” jeśli tylko jej zagraniczny zarząd uzna, że czas wycofać produkcję na powrót do ojczyzny. „Umiesz liczyć, licz na siebie”.

Obecny rząd jednak zdaje się tego albo nie rozumieć, albo zwyczajnie realizuje interesy… no kogoś innego, ale na pewno nie Polski i jej obywateli. Ewentualnie można zakładać, że składa się on z elegancko ubranych gospodarczych ignorantów, co w sumie poprzedniej hipotezy nie wyklucza. A ja polecę szanownym czytelnikom takie małe ćwiczenie – na przyszłość. Śledźcie proszę losy obecnych ministrów i wiceministrów za rok, dwa, pięć – gdzie się wtedy znajdą? W radach nadzorczych międzynarodowych koncernów, korporacji, spółek. I jak te spółki skorzystały wcześniej na ich decyzjach? 


Arkady Saulski, wGospodarce.pl   
[fot. PAP/EPA]
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook