Jedynie prawda jest ciekawa

Kaczyński: Tusk kłamał, Kopacz kłamała

05.10.2012

Jarosław Kaczyński komentuje w "Naszym Dzienniku" wielki sukces marszu "Obudź się, Polsko", zorganizowanego w obronie Telewizji Trwam. Jak stwierdza, była to największa demonstracja od kilkudziesięciu lat:

"Było nas kilkaset tysięcy. To imponujący wynik. W trudnych czasach ludzie chcą wspólnoty, razem wyrażają sprzeciw i opór przeciwko złej władzy, przeciwko ograniczaniu wolności słowa i swobód obywatelskich. W 1996 i 1997 roku były duże demonstracje "Solidarności" oraz wielki marsz obrońców życia przeciw aborcji organizowany przez Radio Maryja. To wskazywało na poruszenie społeczne. Dzisiaj ono wraca, jak sądzę, w wielkim nasileniu."

W rozmowie z "Naszym Dziennikiem" lider PiS komentuje także rolę "Solidarności" w ruchu protestu:

"Próby nawiązania dialogu z rządem PO skończyły się uznaniem jej szefa za "pętaka" i niewpuszczeniem go do Sejmu. Widać, że wnioski z tego zostały wyciągnięte. Partia, która w nazwie ma słowo "obywatelska", nie chce prowadzić dialogu społecznego, to jest po prostu fakt.

"Solidarność" została osłabiona przez Mariana Krzaklewskiego i rzeczywiście nie ma dziś tak wielkiej siły. Ale wszystko można zmienić. Związek musi dzisiaj walczyć o prawa pracownicze, bo ten rząd jest najbardziej antypracowniczym rządem od lat. To główne zadanie "Solidarności" i to droga do jej wzmocnienia."

Jarosław Kaczyński deklaruje, że choć wybory są odległe, to jego partia już dziś "próbuje przemówić do sumień posłów". Oferta jest "prosta":

">>Jeśli chcesz dalej popierać ten rząd, bierzesz za to odpowiedzialność<<. My będziemy tę odpowiedzialność, w ramach reguł demokratycznych, egzekwować. Będziemy mówić ludziom przed kolejnymi wyborami: "Oto człowiek, który do końca ten rząd popierał". Trzeba sobie jasno powiedzieć: za złą sytuację kraju odpowiedzialność bierze ten rząd. Tusk od tego nie ucieknie, nie uciekną również ci posłowie, którzy nie skorzystają z możliwości odsunięcia go od władzy."

Zdaniem prezesa PiS - "rząd techniczny ma być lekiem na zatrzymanie choroby". To następny gabinet, wyłoniony po wyborach, musi zadbać o to, by choroba nie wróciła.

Oceniając kandydata na premiera - prof. Piotra Glińskiego - Kaczyński zwraca uwagę na fakt, że formułuje on tezy, które dzisiaj, przynajmniej oficjalnie, popiera także SLD:

"Zasadniczo jest to diagnoza rządów, które nie potrafią ani rozwiązywać żadnych problemów, ani podejmować wielkich wyzwań.

(...) Te rządy nie radzą sobie z zarządzaniem instytucjami państwa, które znalazły się w kryzysie. Chodzi m.in. o aparat państwowy, wymiar sprawiedliwości. Narasta biurokracja, która ciągle się zwiększa. Narasta stan strukturalnej patologii: ten system opiera się o klientelizm, mnożą się afery. W ramach mechanizmów demokratycznych, pominąwszy oczywiście wojny domowe i sytuacje silnie kryzysowe, to trudno wyobrazić sobie gorszy rząd."

Czy prof. Gliński ma jakieś szanse?

"Sytuacja ma swoją dynamikę. Do powołania rządu nie trzeba tak wielu głosów. Dystans między 226 głosami opozycji a 231 potrzebnymi do powołania rządu technicznego nie jest taki duży, to tylko 5 głosów. Mówienie o tym, że to nierealne, jest przedwczesne.

(...) Nie można całkiem wykluczyć, że część posłów PO taki rząd poprze. Mógłby więc rządzić do końca kadencji, ale równie dobrze przez rok."

Pytany, czy rząd Tuska jest rządem gorszym od rządu Leszka Millera, Kaczyński potwierdza: "gorszy".

"(...) ówczesna ekipa SLD nie miała za sobą takiej propagandy. Byli w tym znacznie słabsi. Byli aroganccy, ale nie na tym poziomie. Łamali reguły życia publicznego, które się u nas z trudnością, ale jakoś formułowały po roku 1989. Jednak nie było to tak drastyczne jak teraz, dziś nawet nie uznają żądnych praw opozycji. Tusk i jego ludzie działają tak, jakby ich prawo nie obowiązywało. Pamiętajmy też, że Leszek Miller zgodził się na powołanie komisji Rywina. Tusk w sprawie Amber Gold tej odwagi nie ma i idzie w zaparte. Takie zachowanie tym bardziej przekonuje, że światło dzienne mogłyby ujrzeć kompromitujące dla tej ekipy fakty.

Znanym przykładem było wezwanie Tuska do tego, by nie płacić abonamentu radiowo-telewizyjnego. On teraz mówi co innego, ale to, co powiedział, miało swoje negatywne skutki. Dzisiejsza sytuacja mediów publicznych, co by o nich nie mówić, jest efektem m.in. tamtego apelu Tuska."

Odnosząc się do kompromitacji rządu, którą ujawniły ekshumacje ofiar katastrofy smoleńskiej, prezes PiS mówi:

"Tusk po prostu kłamał podczas ostatniego wystąpienia sejmowego, kłamała też Ewa Kopacz. Dziś słyszymy, że nie było zakazu otwierania trumien, a rodziny ofiar niezależnie od siebie twierdzą, że urzędnicy państwowi mówili im o takim zakazie. Przecież z punktu widzenia kodeksu postępowania karnego sekcje zwłok wykonane w Rosji powinny być potraktowane jako niebyłe. (...)

Nie zrobiono tego z powodów politycznych. Z powodu swojego panicznego strachu albo z jakichś innych powodów, których nie znamy. Dziś wyjaśnieniom tej sytuacji towarzyszą ordynarne kłamstwa i oskarżenia kierowane pod adresem rodzin, jak choćby mówienie, że krewni są winni zamiany ciał, ponieważ nie rozpoznali ich podczas okazania w Moskwie. Jak ktoś słusznie napisał, oznaczałoby to, że dwie rodziny pomyliły się idealnie na krzyż. Prawdopodobieństwo takiego zbiegu okoliczności jest prawie zerowe. To mniej realne niż trafienie szóstki w totolotka."

Warto też przytoczyć słowa Jarosława Kaczyńskiego dotyczące szerszych celów i strategii Prawa i Sprawiedliwości:

"Moim celem politycznym i mojego ugrupowania jest to, by Polska mogła się rozwijać, a Polacy mogli żyć w kraju, który daje im szanse, wspiera, pomaga realizować aspiracje, daje poczucie bezpieczeństwa. Zapewniam pana, że patrząc tylko przez pryzmat partyjnego interesu, to należałoby czekać na to, aż to wszystko ostatecznie wpadnie do naszego worka. Tylko nie mamy sumienia patrzeć na to, co dzieje się w Polsce. Z partyjnego punktu widzenia moglibyśmy kierować się zasadą: "Im gorzej, tym lepiej". Ale jej nie podzielamy, dlatego zaproponowaliśmy wyjście z impasu, czyli rząd techniczny, oraz wysunęliśmy kandydaturę prof. Glińskiego na premiera takiego gabinetu. (...)

Słaba armia oznacza, że Polska jest bezbronna. Natychmiast należy zatrzymać marnowanie środków europejskich. Sama zmiana tego rządu, pokazanie, że tak rządzić w Polsce nie można, udowodnienie, że afery, arogancja, klientelizm, kolesiostwo nie będą tolerowane, samo przez się będzie bardzo ważnym sygnałem dla opinii publicznej. Sygnałem dającym nadzieję na lepsze jutro, na to, by nie tracić wiary w państwo, jego instytucje, w klasę polityczną."

I jeszcze odpowiedź na pytanie, o co chodziło w aferze Amber Gold:

"Są takie oceny, które wskazują, że chodziło o osłabienie LOT. Sądzę jednak, że Amber Gold i OLT były przedsięwzięciem dużo większym, a LOT jest tylko jednym z wątków tej sprawy, która ma o wiele szerszy wymiar. Trzeba sobie jeszcze raz jasno powiedzieć: bez komisji śledczej prawdy o tej aferze nie poznamy."

Kaj

[Fot. Kaj]

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook