Jedynie prawda jest ciekawa

Kuźmiuk: Już wiemy co Tusk obiecał Merkel

04.01.2015

Tuż przed Nowym Rokiem europoseł Janusz Lewandowski (od niedawna także przewodniczący Rady Gospodarczej przy premier Ewie Kopacz) w obszernym wywiadzie dla TVN24 BiŚ z rozbrajającą szczerością stwierdził, że „obecność Donalda Tuska w Brukseli przyśpieszy polską drogę do strefy euro”.

Utyskiwał także, że „w Polsce trudno jest spełnić wymóg polityczny zmiany Konstytucji”, nawiązując w ten sposób do konieczności uzyskania większości aż 2/3 w Sejmie i w Senacie gdyby aktualnie rządzący chcieliby wprowadzać walutę euro i w związku z tym zmieniać ustawę zasadniczą.

Mówił także o konieczności intensywnego przekonywania Polaków o korzyściach z wejścia do strefy euro dla przeciętnej rodziny i dla osób prowadzących firmy, choć sam nie podał jakichkolwiek argumentów w tej sprawie.

Rzeczywiście jeżeli chodzi o przekonywanie to nawet wspominanej stacji telewizyjnej słabo idzie, ponieważ na jej stronie internetowej umieszczona jest sonda pod tytułem „Kiedy Polska pozwala wejść do strefy euro” z odpowiedziami „2016-2020, 2021-2030 i nigdy” i wczoraj po południu na blisko 70 tysięcy głosujących, 30% było za tym, że w pierwszym wymienionym okresie, 11% że w drugim, a aż 59% opowiedziało się za tym trzecim rozwiązaniem.

Gorącym orędownikiem szybkiego wejścia Polski do strefy euro jest także prezydent Bronisław Komorowski.

Podczas zaprzysiężenia rządu premier Kopacz październiku poprzedniego roku prezydent Komorowski dosyć niespodziewanie określił jako jeden z priorytetów dla jej rządu przeprowadzenie dyskusji, a potem ewentualne decyzje dotyczące wejścia Polski do strefy euro.

Premier Kopacz na tyle przejęła się tym stwierdzeniem prezydenta, że w jej expose znalazł się akapit o konieczności przyśpieszenia przygotowań do przyjęcia przez Polskę tej waluty.

Oczywiście teraz po ponad 3 miesiącach jej urzędowania doskonale wiemy, że doradcy piszący expose nie analizowali wcale wszystkich „za” i „przeciw” w sprawie wejścia Polski do tej strefy ale spełnili po prostu oczekiwania prezydenta Komorowskiego, wpisując do niego odpowiedni akapit, a premier Kopacz bezrefleksyjnie go przeczytała.

Jedyną osobą wśród rządzących, którzy podchodzi do tej sprawy sceptycznie jest prezes NBP Marek Belka.

Przypomnijmy tylko, że w maju poprzedniego roku prezes Belka na międzynarodowej konferencji w Berlinie, wyraził ogromy sceptycyzm co wejścia Polski do strefy euro.

Jego wypowiedź w tej sprawie można ująć w następujący sposób „Polska może rozważyć wejście do strefy euro wtedy, kiedy uporządkuje ona swoje problemy ale ponieważ to uporządkowanie potrwa całe lata, więc na razie nie powinniśmy o tym myśleć”.

Główną przyczyną sceptycyzmu prezesa NBP jest od dawna fakt, że kraje posługujące się wspólną nie tworzą optymalnego obszaru walutowego, a to spowodowało powstanie ogromnych nierównowag w ciągu ponad 10 lat funkcjonowania wspólnej waluty.

Jego zdaniem kraje o bardzo wydajnych i konkurencyjnych gospodarkach (Północy strefy euro), wypracowały gigantyczne nadwyżki towarowe i usługowe, które zostały wchłonięte przez kraje Południa strefy euro, dzięki znacznemu potanieniu kredytu.

To dzięki niskim stopom EBC kredyt w euro dla Greków, Hiszpanów, Portugalczyków czy Włochów, był znacznie tańszy niż ten wcześniejszy w drachmach, pesetach, escudo czy lirach przy wysokich stopach ustalanych przez grecki, hiszpański, portugalski czy włoski bank centralny.

I właśnie dzięki tym tanim kredytom zarówno państwa, przedsiębiorcy i gospodarstwa domowe w tych krajach, nabywały towary i usługi niemieckie, francuskie czy holenderskie bez ograniczeń, aż przyszedł czas ich spłacania i wtedy okazało się, że wszyscy mają z poważny kłopot.

Teraz widzimy jak poważne kłopoty z tym spłacaniem, mają nie tylko poszczególne państwa Południa strefy euro ale także jak narastają kłopoty przedsiębiorstw i gospodarstw domowych w tych krajach.

Trwają wprawdzie mozolne próby wyrównywania tych nierównowag, poprzez radykalne ograniczenia deficytów finansów publicznych w krajach Południa strefy euro i zmniejszania nadwyżek w bilansach płatniczych krajów Północy strefy euro ale poważnym problemem jest to czy tak osiągnięte równowagi, będą trwałe w dłuższym okresie.

Zresztą cały czas strefa euro „chwieje się w posadach”, a obecna recesja we Włoszech (3 gospodarka strefy) i coraz poważniejsze problemy gospodarcze Francji (2 gospodarka strefy), która także doprowadzą gospodarkę tego kraju do recesji, aż nadto dobitnie o tym świadczą.

Ciągle więc strefa euro jest „walącym się domem”, a rządząca naszym krajem Platforma i jej najwyżsi przedstawiciele prezydent i premierzy, a teraz i Donald Tusk jako przewodniczący Rady Europejskiej, wręcz na siłę chcą nas tam wepchnąć.

Wygląda więc na to, że nasz były premier intensywnie starając się o to stanowisko, musiał to obiecać kanclerz Angeli Merkel, dla której wprowadzenie 6 unijnej gospodarki do tej strefy, a przy okazji wspólnika do wyciągania wspomnianych Włoch czy Francji z kłopotów, byłoby nie lada osiągnięciem.

Zbigniew Kuźmiuk

europoseł PiS

[fot:wikimedia CC-BY-SA-3.0/Mateusz Włodarczyk]

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook