Jedynie prawda jest ciekawa


Jezuci propagują Zen?

06.10.2014

„Jest to dla mnie próba zmniejszenia przesłania katolickiego, ewangelicznego, osłabianie go od wewnątrz. W momencie w którym zaadoptujemy zen do chrześcijaństwa, musimy zdawać sobie sprawę, że treści dogmatyczne muszą zostać zmodyfikowane. Przede wszystkim musi być odrzucony Jezus Chrystus, musi być odrzucone pojęcie Boga Stwórcy” – mówi w rozmowie z portalem Stefczyk.info prof. Włodzimierz Wilowski, autor książki „Czy zen może być chrześcijański”, która niebawem ukaże się na rynku.

O sprawie informuje portal wPolityce.pl

Stefczyk.info: Jezuici zaprosili do Polski o. Roberta Kennedy'ego, księdza i nauczyciela ZEN, który w cyklu wykładów będzie przekonywał, że można połączyć buddyjski Zen z chrześcijaństwem. Egzorcyści przestrzegają przed takimi praktykami. Czy można mieć powody do niepokoju?

Prof. Włodzimierz Wilowski: Według mnie jak najbardziej. Odsyłam do mojej książki „Czy Zen może być chrześcijański?”, w której analizuję te problemy i wykazuję zagrożenia i źródła nieporozumień. Główną osobą, ujawniającą się w propagowaniu „chrześcijańskiego zen” jest jezuita Hugo Enomiya-Lassalle, który przebywał w Japonii kilkadziesiąt lat.

On zapoczątkował w świecie zachodnim zainteresowanie zen. Wcześniej próbowano to robić, ale tak naprawdę dopiero Lasallowi udało się to zrobić. Próba adaptacji Zen na grunt chrześcijański pojawiła się w nim po zrzuceniu bomby atomowej na Hiroszimę. Przeżył to wydarzenie i od tego czasu próbował znaleźć połączenie religii, poszukując wspólnych rzeczy między religiami.

 

Takie wykłady są pokłosiem tamtych myśli?

W jakimś sensie tak. Ale to również zachłyśnięcie się kulturą wschodnią i orientalnością, sposobem wyrazu. Sami Japończycy się z tego śmieją i uważają, że to, co ma miejsce na Zachodzie ma niewiele wspólnego z Zen. Chociaż powstała cała książka chrześcijańskiego Zenu, przywiązali się do tego jezuici, uważając, że można mówić w szerszym wymiarze o czymś na kształt doświadczenia duchowego.

Okazuje się, że gdy wniknąć w szczegóły, to zen został zaadaptowany na gruncie chrześcijańskim bez uwzględnienia różnic językowych i interpretacji pojęć. Jednym z głównych przykładów jest błędne informowanie, że wyzwolenie i zbawienie to jedno i to samo, a w każdym razie coś bardzo podobnego, a to kolosalna różnica między podejściem podmiotu do Stwórcy.

Nikt nie pokusił się o analizy teologiczne różnic między chrześcijaństwem a Zen. W samym buddyzmie mówi się o różnych formach, ale sam buddyzm Zen – co warto pamiętać – jest w istocie religią. Lassal zafascynował się doświadczeniem wewnętrznym. Paul Williams, specjalista od buddyzmu, który wskazuje, że w świecie zachodnim, katolickim brakuje doświadczenia wewnętrznego. Być może dlatego chrześcijanie z Zachodu zwracają się ku buddyzmowi i zen, gdzie osiągnięciem jest – po pewnych medytacjach – właśnie doświadczenie wewnętrzne.

 

Czym mogą grozić dziś wspólne, buddyjsko-chrześcijańskie wykłady ks. Kennedy'ego?

Jest to dla mnie próba zmniejszenia przesłania katolickiego, ewangelicznego, osłabianie go od wewnątrz. W momencie w którym zaadoptujemy Zen do chrześcijaństwa, musimy zdawać sobie sprawę z dogmatycznych treści, które niesie z sobą chrześcijaństwo, które w ramach adaptacji Zen muszą zostać zmodyfikowane. Przede wszystkim musi być odrzucony Jezus Chrystus, musi być odrzucone pojęcie Boga Stwórcy.

Kwestia podobieństw między Zen a chrześcijaństwem odbywa się w ramach oparcia o Mistrza Eckharta. Trzeba pamiętać, że on w ramach swoich poglądów – a była wówczas bulla papieska, która ograniczyła jego tezy, które odwołał – stosuje analogie, którymi posługuje się Daisetz Teitaro Suzuki, poszukując zbieżności między doświadczeniem wewnętrznym i identyfikując je jako doświadczenie mistyczne. A przecież doświadczenie mistyczne jest zarezerwowane do chrześcijaństwa. To podobne nieporozumienie, co stosowanie zamiennie pojęć wyzwolenia i zbawienia. To zupełnie inne kategorie. A dziś miesza się pojęcia bez ich właściwego zrozumienia.

 

Można wskazać jakieś konkretne granice dialogu międzyreligijnego?

To głębszy problem wynikający z doświadczeń posoborowych. Trzeba się odwołać do książek krytycznie oceniających te doświadczenia. Osiągnięcia i ducha Soboru Watykańskiego II analizuje Kard. Stefan Wyszyński.

W swojej książce ujmuję cytaty i fragmenty homilii w Warszawie z lat 70., gdzie pokazane są negatywne owoce, które ujawniają się w ramach interpretacji ponadkulturowych. Efektem dialogu podjętego przez Japończyków jest to, że dochodzi się do różnic, których nie można pokonać. Jest fundamentalna różnica między myślą chrześcijańską a buddyjską. Łączenie tego typu rzeczy jest niewłaściwe z punktu widzenia chrześcijaństwa. Jako chrześcijanie uważamy, że zbawienie jest czymś najważniejszym celem naszego życia. I tu dochodzi pojęcie relacji między podmiotem a Bogiem. W buddyzmie nie istnieje coś takiego jak substancjalny podmiot. To różnice w doktrynie, które mało kto chwyta – na tym nie można budować fundamentów ekumenicznych.

Mam wrażenie, że to inna perspektywa tzw. Kościoła otwartego, który w pewnej części próbuje dostosować się do świata, zatracając swoje przesłanie. Jeżeli uznać, że religie nie różnią się niczym od siebie – a to pewien nurt w teologii niemieckiej – to powstaje pytanie na przykład o misje chrześcijańskie? Chodzi o wniknięcie pojęć i zrozumienie różnic w religii.

Zen traktuje się jako coś niezwiązanego z religią, zawsze jest umieszczony w perspektywie kulturowej i cywilizacyjnej, w której punktem odniesienia jest Budda. Inspiracją do napisania mojej książki było wydanie pozycji „Zen dla chrześcijan” Lassala. Jeden z hierarchów Kościoła mówił nawet, że zen nie różni się od Eucharystii. Albo widzimy Jezusa Chrystusa i mamy w pamięci jego łaskę, albo go nie potrzebujemy i zdajemy się na siebie i swoje czyny. To fundamentalne rzeczy, które różnią.

Można krytycznie analizować poszczególne religie, ale w końcu musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest katolicyzm, do czego nas prowadzi i co jest jego istotą. A przecież chodzi o zbawienie przez Jezusa Chrystusa, które dokonuje się przez łaskę Bożą, mękę i śmierć na krzyżu. Albo więc zdajemy się na własne siły,

CZYTAJ TAKŻE: Jezuici promują łączenie Zen z chrześcijaństwem. Po oswojeniu gender kolej na rozmycie doktryny?

Rozmawiał Marcin Fijołek

Fot.  sxc.hu

Warto poczytać

  1. 1270lenin12 17.07.2018

    Rosyjski zbrodniarz twarzą reklamy polskiej firmy. Przesadzili

    Lenin, to wbrew komunistycznej propagandzie, jeden z najkrwawszych dyktatorów ubiegłego stulecia.

  2. stop-pedofilii-14072018 14.07.2018

    Czy to krok w celu akceptacji pedofilii? Amerykańska strona internetowa chce zmiany słowa "pedofil" bo jest obraźliwie

    Thepreventionproject.org to strona internetowa o charakterze profilaktycznym, która zajmuje się badaniem oraz pomocą osobom, które posiadają skłonności pedofilskie

  3. 1270tuseksmieszek 13.07.2018

    Tusk wyśmiany przez amerykańskich dziennikarzy. Mocny komentarz Antoniego Macierewicza

    Donald Tusk chyba nie zdaje sobie sprawy z faktu, że w Europie niewielu traktuje go poważnie. Choć wielokrotnie dano mu to odczuć, on niezrażony stara się pokazac, że jest politykiem „z pierwszej ligi”. Próbował to udowodnić, pouczając Donalda Trumpa

  4. walesa02022018 09.07.2018

    Czy to atak sztabu wyborczego PO? Przychylne dla Jarosława Wałęsy komentarze pochodzą z tego samego komputera

    Zobacz zdjęcie z komentarzami dla Jarosława Wałęsy

  5. amnesty-international-5072018-r 05.07.2018

    Nie mogli się zaangażować w sprawę Alfiego Evansa, ale nie mieli obiekcji przed protestami pod SN. Jaki jest prawdziwy cel Amnesty International?

    Emocje związane z ustawą o Sądzie Najwyższym oraz odwołaniem sędzi Małgorzaty Gersdorf ze stanowiska Pierwszej Prezes SN przyciągnęły uwagę wielu ludzi

  6. 1270hejtlis 04.07.2018

    Tomasz Lis wyzywa premiera Morawieckiego. Pinokiusz przechodzi samego siebie

    Tomasz Lis, to bez wątpienia przykład „dziennikarza zaangażowanego”. Nic dziwnego – za swoje zaangażowanie dostaje sute wynagrodzenie od niemiecko-szwajcarskiego wydawcy „Newsweeka”, który skoro płaci, to wymaga.

CS157fotoMINI

Czas Stefczyka 157/2018

PDF (9,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook