Zobacz więcej artykułów
Jak dotrzeć z prawdą do Polaków?
21.01.2012
Fakty są niepodważalne: nie ma żadnych dowodów na obecność generała Błasika w kokpicie, nie on wypowiadał przypisany mu słowa.
Główna oś raportu komisji Millera legła w gruzach. Załoga znała właściwą wysokość odczytywaną z właściwego wysokościomierza, nie było żadnych nacisków. Tych faktów nie przesłoni nawet najbardziej intensywna propaganda.
Co więcej - a co równie ważne - okazuje się, że komisja nie pracowała rzetelnie. Np. szef komisji Jerzy Miller jeszcze dziś upiera się, że dowodem na obecność gen. Błasika w kokpicie jest miejsce znalezienia ciała. Problem w tym, że wskazywany przez niego sektor 1 obejmuje znacznie większą część samolotu niż kokpit, i znaleziono tam w sumie fragmenty 13 ciał!
Do tego - jak ujawnia dzisiejsza "Rzeczpospolita" - komisja w bardzo dziwnych okolicznościach "zidentyfikowała" rzekomy głos gen. Błasika na nagraniach. Osoby podpisane pod dokumentem się nie przyznają, wskazując na inne. Inne też się nie przyznają. Wygląda na to, że komisja rządowa przynajmniej naginała fakty pod przyjętą z góry tezę.
A - jak słychać w kuluarach - wkrótce opinia publiczne dowie się o kolejnych "kreacjach" komisji.
Nieprawda rodzi nieprawdę. Dlatego rzecznik rządu Paweł Graś publicznie twierdzi, że komisja Millera nie sugerowała, iż dowódca sił powietrznych wywierał presję na załogę. Chyba liczył, że nikt nie sprawdzi. Ale sprawdzono - i w raporcie jest jednoznaczna wzmianka na ten temat, obciążająca gen. Błasika.
Chaotyczne ratowanie oficjalnej wersji jest coraz bardziej chaotyczne. Nie pomogą żadne zaklęcia, żadne wykluczanie wznowienia prac komisji w wykonaniu premiera Donalda Tuska. Ci, którzy chcą wiedzieć, wiedzą, że wersja oficjalna upadła. Pospieszne wycofywanie się na kolejne, "z góry upatrzone" pozycje jeszcze bardziej kompromituje. Pokazuje, że to nie była praca tej jakości, której należy oczekiwać w sprawie tak "gardłowej". Kto wie, czy w przyszłości konieczne nie okaże się powołanie kolejnej komisji śledczej - do wyjaśnienia prac komisji Millera.
W tym wszystkim, mając poczucie, że nasza postawa okazała się słuszna, że to my mieliśmy rację w sprawie Smoleńska - nie można zapomnieć o tych Polakach, którzy nie szukają prawdy w internecie, którzy od tematu katastrofy smoleńskiej odwracają głowę. Trzeba do nich dotrzeć z prawdą - nie można liczyć w tej kwestii na media prorządowe. One zrobią wszystko, by ratować rząd i autorów nieudolnego - w wersji optymistycznej - śledztwa.
Jak to zrobić? Nie mam gotowej odpowiedzi. Ale trzeba próbować - każdy tak, jak umie, każdy podług własnych możliwości.
Jacek Karnowski
[Fot. Paz]
Chcesz być na bieżąco z informacjami na Stefczyk.info? Zapisz się do naszego newslettera
Zobacz więcej artykułów