Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Jachowicz: samoporwanie Krzysztofa Olewnika?

21.11.2011

Kiedy wydawało się, że wersja ta jest skompromitowana i schowana na stałe w archiwum błędnych koncepcji, w ostatnich dniach gdańska postanowiła niespodziewanie do niej wrócić - pisze Jerzy Jachowicz.

Prokuratura niczym tonący brzytwy, powróciła do wersji samoporwania Krzysztofa Olewnika. Teoria o samouprowadzeniu dominowała w śledztwie przez pierwsze cztery lata po zniknięciu w nocy z 26/27 października 2001 r. syna potentata mięsnego z Drobina.

Od długiego czasu nikt w policji ani prokuraturze nie chciał przyznać się do pierwszeństwa pomysłu o samoporwaniu. Kiedy więc wydawało się, że wersja ta jest skompromitowana i schowana na stałe w archiwum błędnych koncepcji, w ostatnich dniach gdańska postanowiła niespodziewanie do niej wrócić. Nie po raz pierwszy w tej sprawie kolejna prokuratura zadziwia mieszaniną nadgorliwości i braku wyobraźni.

Każdy, choć trochę znający się na rzeczy, widzi na jak wątłej poszlace zbudowane jest uzasadnienie powrotu do pierwotnego pomysłu. Oto ta poszlaka. Na jednym z nagrań rozmowy telefonicznej ze stycznia 2002 r., w której porywacze dzwonią do rodziny Krzysztofa Olewnika w sprawie okupu, w tle słychać głos mężczyzny, który instruuje porywacza. Głos ten, zdaniem specjalistów od fonoskopii, należy do Krzysztofa Olewnika.

Prokuratura ignoruje fakt, że rozmowa miała trzy miesiące od momentu porwania. Zaś Krzysztof Olewnik walczył o życie. To zrozumiałe, że był gotowy współpracować z porywaczami podczas ich negocjacji z rodziną. On bowiem najlepiej wiedział, z kim i w jaki sposób kidnaperzy mają rozmawiać, aby osiągnąć swój  cel – uzyskać okup. Co według jego założeń, równało się odzyskaniu przez niego wolności.

Przeciwko wersji samouprowadzenia przemawia też proces bandy Wojciecha Franiewskiego. On i czterej pozostali porywacze – Sławomir Kościuk, Robert Pazik, Ireneusz Piotrowski i Artur Rechul - siedzący na ławie oskarżonych, walczyli o jak najniższe wyroki. Dawno już pękły między nimi więzy gangsterskiej lojalności. Każdy troszczył się tylko o siebie. I co? Cała piątka solidarnie brała na siebie zbrodnię porwania? Żaden z nich, zdając sobie sprawę, że w przypadku samouprowadzenia, jego rola zmienia się radykalnie, a wraz z nią zasadniczo zmienia się na jego korzyść wysokość kary, nie ujawnia prawdy przed sądem?

Trzeba przy tej okazji powiedzieć, że wprowadzanie obecnie, co pewien czas do sprawy rzekomo sensacyjnych wątków i wersji, nie jest w stanie zatrzeć skandalicznych zaniedbań i zaniechań policji i prokuratury przez pierwsze kilka lat śledztwa, które doprowadziły do zamordowania Krzysztofa Olewnika.

Osobną rzeczą, wystawiającą prokuraturze gdańskiej najgorsze świadectwo jest najście do domów najbliższych członków rodziny Krzysztofa Olewnika, jego rodziców i obydwu sióstr, jakiego dokonali policjanci i prokuratorzy. Powodem było poszukiwanie materiałów, mogących potwierdzić wersję samoporwania, przechowywanych przez rodzinę. Sposobem działania prokuratura zdaje się nawet sugerować, że dowody mogły być ukrywane. Czy jednak trzeba to było robić o szóstej rano, kiedy wszyscy są jeszcze w łóżkach?

Czym najbliżsi zabitego zasłużyli sobie na to, aby traktować ich jak pospolitych przestępców, do których wkracza się o takiej właśnie porze?       

Powszechnie wiadomo, jak wiele ze swego życia poświęcili najbliżsi, aby ustalić prawdę w tej sprawie, i w czym wytrwali do dziś, jaka trauma towarzyszy im od 10 już lat, aż niewiarygodne wydaje się, że prokuratura rzuca na całą rodzinę taki bolesny cień. Jak można aż w takim stopniu się nie liczyć z żadnymi moralnymi i psychicznymi kosztami najbliższej rodziny Krzysztofa Olewnika?  Ktoś powinien za to w prokuraturze odpowiedzieć.

Jerzy Jachowicz

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook