Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Jabłoński: Celna diagnoza, potrzeba rozwiązań systemowych

16.02.2014

"Przyjmowanie optyki, że kryzys mamy za sobą jest zdecydowanie na wyrost" - mówi Ireneusz Jabłoński.

Stefczyk.info: Czy statystyki podane ostatnio przez Główny Urząd Statystyczny pozwalają odetchnąć? 2,7 proc. wzrostu PKB - kryzys chyba się skończył.

Dr Ireneusz Jabłoński, Centrum im. A. Smitha: Oczywiście wartość 2,7 jest wyższa niż 1,8, ale to zbyt krótki okres, by uznać że kryzys minął – dynamika dodatnia musiałaby być potwierdzona przez przynajmniej dwa następne kwartały, żebyśmy zauważyli trwały trend. Tym bardziej to ważne, że jesteśmy w nieroztrenowaniu – dopiero sezon pokaże, jak trwała to zmiana. Pozostaje jednak ważniejszy problem...

Mianowicie?

To jednak wynik nadal przynajmniej o połowę mniejszy niż nasz naturalny potencjał. Patrząc na dynamikę wzrostu PKB, przy wszystkich ułomnościach jego liczenia – bo istotnie wzrósł, gdy zbudowaliśmy Stadion Narodowy, z czego nie ma żadnej wartości dodanej – to nasz potencjał naturalny nie jest 0,00. Nie od niego powinniśmy liczyć. W końcówce lat 90. i w połowie ubiegłego dziesięciolecia uformował się wzrost na poziomie 5-7 procent. Wszystko co jest poniżej tego potencjału to dowód na niewykorzystanie naszych możliwości. Przyjmowanie optyki, że kryzys mamy za sobą jest zdecydowanie na wyrost.

Doskonale pan jednak wie, co odpowiedzieliby rządzący na takie zarzuty. Kryzys zagraniczny, europejski, światowy miał w ich mniemaniu na tyle zablokować naszą gospodarkę, że sukcesem jest fakt, że nie jesteśmy poniżej zera.

To nie jest prawda. Mamy przykłady krajów zarówno z naszego kręgu cywilizacyjnego, które potrafiły podołać podobnym wyzwaniom. Irlandia od roku 1985 do 2000 r. szła w tempie 8 proc. rocznie, a w tzw. międzyczasie mieli kryzys rosyjski, azjatycki i parę innych. Nie mówiąc o Chinach, Wietnamie czy Meksyku, które ciągle spore tempo wzrostu utrzymują nawet przez kilkanaście lat. Kryzys w naszym otoczeniu, szczególnie w starych krajach UE, nie pomaga nam, ale mamy wystarczająco duży potencjał wewnętrznego wzrostu, że przy właściwej polityce gospodarczej własnego rządu, a jej częścią powinna być polityka fiskalna, moglibyśmy znacznie szybciej się rozwijać. Mamy wystarczający potencjał materialny, intelektualny i przede wszystkim mentalny – chcemy się wybić na zamożność i niezależność ekonomiczną. Rozwiązania systemowe, które zafundował nam rząd (jak i poprzednie gabinety) nie pozwalają nam wykorzystać tego potencjału.

Trudności naszych zagranicznych partnerów są więc wymówką?

Trzeba popatrzeć w ten sposób – w przedsiębiorstwach mamy do czynienia z pojęciem menedżerów na dobrą i złą pogodę. Ten na dobrą, jak można się domyślić, odnosi sukcesy, gdy wszystkim rośnie. Ale to proste – wystarczy nie przeszkadzać i odpowiednio ustawić żagiel. Jakość menedżera, a w tym wypadku polityka sprawdza się przy złej pogodzie – mając ten nasz potencjał, przy braku koniunktury w krajach zachodnich, wykorzystując nasze zdolności, moglibyśmy wchodzić na rynki z ekwiwalentnymi produktami wobec drogich produktów wytwarzanych przez naszych sąsiadów. W dobie kryzysu nawet zamożny konsument niemiecki czy francuski jest w stanie zaakceptować inną markę o podobnych walorach użytkowych, ale za niższą cenę. Kryzys może więc być szansą dla tych, którzy chcieliby wejść ze swoimi produktami i ofertami, a nie tylko czekać na niezależną od nas koniunkturę.

W sobotę na Ursynowie odbył się kongres programowy Prawa i Sprawiedliwości. Widzi pan w receptach PiS szansę na naprawę systemu III RP?

Te deklaracje, które wczoraj padały, są natury polityczne. Choć tematy, na które wskazano: zdrowie, rodzina, praca – są trafnie dobrane. Wielu Polaków, wiele polskich rodzin chciałoby wyraźnej poprawy właśnie w tych dziedzinach życia. Istotą jest jednak to, jak zostanie to przełożone na programy i konkretne ustawy. Każdy wie, że jednym z największych wyzwań kraju są demografia, deficyt pracy, czy problemy służby zdrowia. Ale jak temu kryzysowi zaradzić? Jakie jest antidotum? Ciekawie byłoby, gdyby powiedziano, jakie mają być programy i rozwiązania systemowe.

Wspomniał pan o demografii. Jednym z takich rozwiązań, jak mówią politycy PiS, jest na przykład dotacja 500 złotych na drugie i kolejne dzieci.

Kolejna dotacja: 500, 400 czy 800 złotych nie zmieni tego stanu rzeczy. Trzeba rozwiązań systemowych, które mogłyby przebudować nasz system w perspektywie 4, 8, 12 czy 16 lat, a nie jedynie w kontekście najbliższych wyborów.

Krótko mówiąc: diagnoza celna, gorzej z programem leczenia?

Powiedziałbym tak: zbyt mało wiem, jak Prawo i Sprawiedliwość chce przeciwdziałać patologiom systemu, na które słusznie zwraca uwagę. Na pewno metodą nie może być rozdawnictwo i doraźne działania. To ryzykowne w kategoriach ekonomicznych i społecznych (mogą pojawić się patologie), a przede wszystkim nie likwiduje systemowych problemów.  

Dziękuję za rozmowę.

not. svit

[Fot. PAP/Radek Pietruszka]

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na Facebooku!

Słowa kluczowe:

PKB

,

kryzys finansowy

,

demografia

,

praca

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook