Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Internet, drukarka i wycieczka gratis

14.04.2014

W mediach elektronicznych zarabiam na chleb, więc grzechem byłoby narzekać na Internet. Coraz częściej czuję jednak, że zaplątanie w „sieć” staje się zmorą mojej małej codzienności, bo o tej globalnej nie śmiem pisać.

Nabrałem odwagi do ujawnienia swych www-mailowo-facebookowo-twitterowych (są jeszcze dziesiątki innych wynalazków, jak Instagram, o których mam blade pojęcie) odczuć, ponieważ mam wrażenie, że nie jestem w nich odosobniony?

Czy nie mieli Państwo nigdy dość tych loginów, pinów, kont, skrzynek, haseł, adresów i avatarów? Czy nie wściekali się Państwo, bo nie wiadomo dlaczego nagle „zwolnił” Internet i kręci się w kółko zamiast śmigać po ukochanych blogach, stronach, serwisach i portalach? A może nawet budzili się Państwo w środku nocy, zlani potem, przerażeni koszmarem skasowanego Facebooka?

Bo co to, by było, gdyby nagle zniknęły te wszystkie lajki, fotki, wpisy, polecenia?! Obawiam się, że dla wielu pozostałby jedynie WIELKI JĘK: JAK ŻYĆ!?

I to napawa mnie coraz większym lękiem. Pal licho, jeśli uzależnienie od wirtualnej przestrzeni jest czyimś suwerennym wyborem. Każdy bawi się tak, jak lubi.

Szlag mnie jednak trafia, gdy w cyberkosmos na siłę wystrzeliwuje mnie biurokratyczna wyrzutnia państwowa. Nie wiem, czy to zasługa b. cyberministra Michała Boniego, czy kogoś z jego protoplastów bądź sukcesorów, że zgłoszenia rekrutacyjnego do gimnazjów (i pewnie innych szkół; przyznaję – nie sprawdzałem, bo całkowicie pochłania mnie przypadek mojej córki, gimnazjalistki in spe) można dokonać wyłącznie za pośrednictwem specjalnej strony internetowej.

Z pozoru, nic tylko przyklasnąć. Cóż za wygoda. Siedzisz w wygodnym fotelu, wypełniasz na ekranie komputera kilka rubryk i z głowy. Błąd! A właściwie ERROR, a nawet TERROR.

Po pierwsze – okazuje się, że strona nie może być dostępna dłużej niż trzy tygodnie, bo jeszcze, by się ludziom w głowach poprzewracało. Problem? Czasami dość poważny. Tak się składa, że w terminie rekrutacji wybieram się na dłużej za granicę. Po uroczystym otwarciu strony, będę na walizkach przed wyjazdem na lotnisko.

No dobrze, załóżmy, że klikanie w klawiaturę komputera nie zajmie mi więcej niż godzinę (przy założeniu, że formularz nie będzie zbyt skomplikowany, nie zawiesi się strona i nie padnie Internet). Potem jednak muszę jeszcze wypełniony wniosek wydrukować (czy w Polsce istnieje obowiązek posiadania w domu drukarki?) i – UWAGA! – zanieść go w zębach do wybranego przez moją córkę gimnazjum...

I niech mi ktoś powie, że to nie CYBERabsurd!

Zainteresował Cię artykuł? Śledź nas na Facebooku!

Jerzy Kubrak

[fot. sxc.hu]
Słowa kluczowe:

internet

,

Facebook

,

gimnazjum

,

Boniego

,

komputery

Facebook